środa, 19 listopada 2014

Makaron w roli głównej.

Cześć :). Ten tydzień zdecydowanie nie należy do łatwych. Brak słońca, zimno, do tego dochodzą obowiązki i człowiekowi odechciewa się nawet przyjemności. Dziś przykładowo zasypiałam na zajęciach, ale co tu dużo mówić - aby dojechać na zajęcia do Sopotu na godzinę 8, z drugiego końca Gdańska trzeba wyjechać po godzinie 6... Przynajmniej kiedy wróciłam z uczelni, nie musiałam się bawić w gotowanie. Wczoraj zabawiliśmy się wraz z chłopakiem we wspólne pichcenie i tym samym dziś żadne z nas nie musi się trudzić obowiązkami w kuchni. Na tapetę wzięliśmy zapiekankę makaronową z kurczakiem, którą już kiedyś robiłam. A że wyszło naprawdę pysznie, to chętnie podzielę się receptą na smaczne danie ;).


Składniki potrzebne do wykonania potrawy:
  • 400 g makaronu pełnoziarnistego,
  • 250 - 300 g sera,
  • 500 g pieczarek,
  • około 500 g piersi,
  • duża cebula czerwona,
  • jogurt grecki 400 g,
  • majonez 220-250 ml,
  • czosnek lub przyprawa czosnkowa,
  • przyprawa słodka i ostra papryka,
  • przyprawa PRYMAT KEBAB GYROS.
Na początek należy wykonać sos, aby "przegryzł się" w lodówce podczas przygotowania pozostałych części. Mieszamy jogurt grecki ze szklanką majonezu i przez praskę przeciskamy czosnek, w mojej wersji użyłam 4 ząbki czosnku. Można zamiast czosnku dodać odpowiednią ilość przyprawy (podczas mojego pierwszego podejścia do tej potrawy wykorzystałam właśnie ją). Dokładnie wymieszany sos wkładamy do lodówki. Aby nie tracić czasu, możemy przygotować makaron. Osobiście nie solę wody, w której go gotuję, ale nie jest to zabronione ;).

Kolejną czynnością będzie starcie sera na grubszych oczkach. Kiedy mamy już to gotowe, możemy go odłożyć na bok i zabrać się za mięsko, krojąc je w kostki i dość mocno przyprawiając. Tak przygotowaną pierś wrzucamy na patelnię. Dobrze mieć drugą, gdyż równocześnie możemy przyrządzić pieczarki i cebulę. Grzybki kroimy w plasterki, podobnie postępujemy w warzywkiem. Nie lubię tej czynności ze względu na szczypiące oczy, brrrrrrr! W takich momentach pomaga mi zapałka umieszczona w ustach, oczywiście główką na zewnątrz, żeby nie było wątpliwości :D. Najpierw szklimy cebulkę, a po paru chwilach dodajemy pieczarki, posypując je odrobiną paprykowych przypraw.

Wygląda na to, że wszystko jest przygotowane! Czas połączyć składniki :). Według mnie kolejność nie ma większego znaczenia, aczkolwiek podzielę się moim pomysłem. Przede wszystkim należy lekko nasmarować olejem wnętrze naczynia żaroodpornego - ja musiałam robić to aż 3 razy, gdyż tyle tego wyszło, że nie zmieściło się na jeden raz :D.

Na dnie układamy makaron, połowę tego, co przygotowaliśmy, ale dobrze będzie przed odłożyć mniej więcej garść. W podobnej proporcji nakładamy pieczarki z cebulką, potem kurczaka, starty ser i sos. Powtarzamy czynność, ale na górze przed serem i sosem dodajemy odłożony makaron. Tak przygotowany obiadek wstawiamy do nagrzanego na 200 stopni piekarnika i pieczemy od 20 do 25 minut. Jeśli chodzi o kwestię napoju, polecam cydr - do każdego takiego obiadku pasuje idealnie. To co, do kuchni i gotujemy :)? Pozdrawiam!

czwartek, 6 listopada 2014

A za oknem... kolorowo!

Nareszcie weekend! Pewnie nie tylko dla mnie, ale zdaję sobie sprawę, że pewnie część z nas musi poczekać na niego jeszcze kilkanaście godzin. Nie martwcie się, za moment i Wy wyjdziecie ze szkół, uczelni i pracy. Cóż pożytecznego można zrobić z kilkoma wolnymi od obowiązków dniami? Jeśli i u Was pogoda na zewnątrz cieszy oko, to korzystajcie! Nie ma nic tak przyjemnego, jak aktywnie spędzony dzień na świeżym powietrzu. Ja w poprzedni weekend wybrałam się z chłopakiem nad jezioro :).


Początkowo słońce nie dawało zbyt wiele z siebie, jednak niezrażeni jego brakiem ruszyliśmy leśną ścieżką wzdłuż wody. Już po paru chwilach drzewa, dróżki i jesienne dywany z liści pięknie się rozświetliły. Całą dalszą wycieczkę towarzyszyły nam intensywne barwy, będące przyjemnym aspektem spaceru :). W ten sposób niedzielne popołudnie dostarczyło nam coś dla ciała i dla ducha! Mam nadzieję, że panująca teraz ciepła i kolorowa jesień utrzyma się do końca weekendu. Czas odpocząć i zrelaksować się po ciężkim tygodniu :)! Pozdrawiam.

piątek, 31 października 2014

Jesień ze smakiem!

Cześć! Czy Was rano również rozczarowała pogoda? Kiedy przebudziłam się dość wcześnie, lustro szafy znajdującej się naprzeciw okna odbijało jasne promyki słońca, a niebo zachwycało bezchmurnym błękitem. Niestety, jako standardowy śpioch, oddałam się marzeniom sennym na kolejnych kilkadziesiąt minut. Kiedy postanowiłam w końcu rozpocząć swój dzień, za szybą panowała już szarość - tak, tej części jesieni zdecydowanie nie lubię! Cóż, i na takie dni trzeba znaleźć sobie pocieszacz. Dziś stwierdziłam, że idealnym poprawiaczem humoru będzie coś, co pobudzi moje kubki smakowe - straciatella!


Ten deser zrobiłam dzień wcześniej, bardziej z chęci zapełnienia wolnego czasu wieczorem niż z zachcianki łasuchowej. Na zdjęciu możecie zobaczyć dwie wersje, tradycyjną i kawową, którą już wciągnęłam ze smakiem! Może zacznę od składników - potrzebujecie żelatynę, pół tabliczki gorzkiej czekolady, duży jogurt grecki (400 g), cukier zwykły oraz wanilinowy, biszkopty.

Na początek ucieramy na grubszych oczkach czekoladę. Kiedy to będzie gotowe, możemy zająć się przygotowaniem naczynia. Ja wybrałam kieliszki, ale spokojnie można wybrać coś innego, kwestia gustu. Dno naczynia zapełniamy pokrojonymi w kostkę biszkoptami (wersja na zdjęciu po lewej). Opcjonalnie część biszkoptów można namoczyć w przygotowanej kawie (wersja po prawej). 

Następnie rozpuszczamy 1,5 łyżki żelatyny w 50 ml ciepłej wody. Czekając aż ostygnie zabieramy się za masę jogurtową. Opakowanie greckiego miksujemy z cukrem wanilinowym oraz trzema łyżeczkami cukru. Oczywiście można użyć go więcej, zależy to od indywidualnych preferencji. Pod koniec wlewamy ostudzoną żelatynę. Kiedy masa będzie gotowa, wsypujemy utartą czekoladę i mieszamy, a następnie napełniamy przygotowane wcześniej naczynia. Gotowy deser chowamy do lodówki, najlepiej na dłuższy okres czasu - u mnie kieliszki chłodziły się całą noc. Warto przykryć naczynia folią spożywczą, aby nasze słodkości nie przeszły innymi zapachami z lodówki. Tuż przed podaniem można utrzeć pół tabliczki czekolady - gorzkiej lub mlecznej - i wysypać na wierzch. 

W taki sposób możecie osłodzić sobie szary jesienny dzień, a dbający o kalorie niech się nie martwią! Niedziela, jeśli wierzyć telewizyjnej prognozie, ma zaszczycić nas wyższą niż ostatnio temperaturą, a i słońca nie będzie brakować. Także to, co nam dziś w boczki pójdzie, za kilka dni spalimy spędzając aktywnie czas na świeżym powietrzu ;)!