wtorek, 26 września 2017

Sekrety przeszłości kontra uczucia - Amanda Prowse "Szczypta miłości".

Książka z dozą tajemnic? Takich, których świat nie powinien odkryć? Zwłaszcza, gdy skrywane są dodatkowo mocno ze względu na ukochaną osobę? Ja to kupuję! Zapraszam na recenzję książki "Szczypta miłości" Amandy Prowse.


"Tej książki nie da się nie pokochać absolutną miłością"
FLUTTERBY BOOKS

"Książka, w której się zakochasz i dla której zarwiesz noc"
EMMA LOU READS

Pru Plum wraz z kuzynką od lat prowadzi piekarnię Mayfair - znane i "modne" miejsce, w którym nieziemsko drogie i wspaniałe wypieki kupują bogaci i wpływowi klienci. Pru, postrzegana jest jako kobieta sukcesu - elegancka, pachnąca Chanel, z nienaganną fryzurą. Bohaterka kryje w sobie wiele tajemnic. Nikt też nie ma pojęcia, że Pru ma 66 lat.

Z zewnątrz prawdziwa dama, w środku już nie tak pewna siebie kobieta. Pru doskonale pamięta to, czego dopuściła się w przeszłości. Karty jej życiorysu nie są nieskazitelnie czyste... Kobieta skrywa tajemnice i zrobi wszystko, aby nie ujrzały światła dziennego. Kiedy los na jej drogę zupełnie przypadkowo zsyła Christophera, serce damy zaczyna mocniej bić. Pru chce chronić nie tylko swoją pozycję zawodową, ale i swoje szczęście. Zdeterminowania dodaje jej miłość życia w postaci Chrisa. Czy uda się jej ukryć swoje tajemnice? Jak ułożą się losy tych bohaterów?

"Szczypta miłości" to powieść, w której znajdziemy kilka cennych prawd na temat sztuki kochania. A jak wszyscy wiemy, nie jest to łatwy temat! Często sukces i pogoń za osiąganiem kolejnych zwycięstw na polu zawodowym może przysłonić to, co tak naprawdę jest ważne w życiu. Dojrzali ludzie, patrząc z perspektywy czasu, potrafią kochać mądrzej. Wiedzą, że to nie są młodzieńcze podchody, doskonale zdają sobie sprawę, że to, jak będą kształtować się relacje z bliskimi sercu osobami, zależy tak naprawdę od nich samych. A dojrzała miłość także potrafi przywołać motyle w brzuchu!

Autorka posługuje się lekkim, ale nie banalnym stylem. Dialogi nie są nudne, proste, ale nie są też wyszukane. Pisarka wspaniale operuje słowem, a to sprawia, że czytelnik może z przyjemnością zatopić się w lekturze. Bohaterowie budzą sympatię, ich kreacja zdecydowanie przypadła mi do gustu. No same plusy! Nawiasem mówiąc, panie w szczególności pokochają kobiece pióro Prowse. "Szczypta miłości" to wspaniały romans z przesłaniem. 

Amanda Prowse zaserwowała swoim czytelnikom wspaniałą powieść. Jeśli wahacie się, czy sięgnąć po tę pozycję, odrzućcie wszystkie PRZECIW - warto. Uśmiejecie się, wzruszycie, przeżyjecie radości, smutki, doświadczycie zaskoczenia. Cały wachlarz emocji kryje się w tej książce :)!

Za egzemplarz powieści "Szczypta miłości"
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.



sobota, 23 września 2017

Zimowa opowieść o miłości: Anna Dąbrowska "Jutro będziemy szczęśliwi".

Uwielbiam powieści o miłości, dzięki którym mogę poczuć świąteczny klimat. Fakt, do grudnia jeszcze daleko, ale przyznam,  że gdy nadchodzi jesień, moje myśli często wybierają się na spacer w okolice Bożego Narodzenia. Bardzo się więc ucieszyłam, gdy otrzymałam do recenzji zachowaną w zimowym klimacie powieść Anny Dąbrowskiej "Jutro będziemy szczęśliwi"


"Życie pisze własne scenariusze"

Zuza od trzech lat próbowała doprowadzić swoje życie do ładu. Chciała zacząć od nowa, jednak skomplikowana sytuacja nie ułatwiała jej tego. Gdyby tylko miała u boku swą wielką miłość... Niestety, Adam zniknął bez słowa, mimo obietnicy, że nigdy tego nie zrobi, że będą razem już na zawsze. Zuza ze swoim złamanym sercem podświadomie czekała na jego powrót. Pozostawiona bez słowa wyjaśnienia wyobrażała sobie to, co mogło się wydarzyć. W głowie tworzyła własne scenariusze tego, co mogło spowodować taki obrót spraw. Co z pięknymi chwilami, które dzieliła ze sobą dwójka zakochanych? Co ze wspomnieniami? I to wszystko już stracone?

Bohaterka postanowiła zostać w Urokliwym, małym miasteczku, gdzie mogła pomagać rodzicom w prowadzeniu interesu. Z całego serca chciała w końcu zapomnieć o byłym chłopaku, zrobić krok na przód, zostawiając za sobą przeszłość. Wdała się nawet w dziwną relację ze swoim przyjacielem, ale nagle do Urokliwego powrócił Adam. Zjawił się w miasteczku i ponownie zapragnął zaistnieć w świecie Zuzy. Wywołał tym niemałe zamieszanie, zwłaszcza, że rany po nieoczekiwanym rozstaniu wciąż jeszcze się nie zagoiły... Jak potoczyły się losy bohaterów? Czy Adam wyjaśnił Zuzie, dlaczego tak nagle zniknął bez żadnego słowa wyjaśnienia? Czy ich drogi ponownie się złączyły?

Najnowsza książka Anny Dąbrowskiej oczarowała mnie. Przepełniona jest magią, miłością, tęsknotą. Otuliła mnie niczym ciepły szalik w mroźny dzień. Rozgrzewała niczym kubek gorącej, zimowej herbaty. Wywoływała uśmiech na twarzy dzięki sporej dawce akcentów humorystycznych. Zmuszała do refleksji, przemyśleń. "Jutro będziemy szczęśliwi" to prawdziwa perełka, nie tylko na jesień czy zimę. Sprawdzi się świetnie o każdej porze roku, ponieważ przepełniona jest takimi prawdami życiowymi, które zdecydowanie mają charakter uniwersalny. Nowa powieść Anny Dąbrowskiej ukazuje też, jak przykre w konsekwencjach mogą być niewłaściwe decyzje, jak przewrotny bywa los...

W moim subiektywnym odczuciu autorka doskonale wie, jak trafić do czytelnika, jak wywołać emocje. Nawet przez sekundę czytania nie poczułam nudy. W powieści "Jutro będziemy szczęśliwi" nie rzuciły mi się w oczy żadne utarte schematy. Idealnym zabiegiem było przedstawienie historii bohaterów z ich własnej perspektywy. Wydarzenia poznajemy oczami zarówno Zuzy, jak i Adama. To sprawia, że czujemy się bliżej tej dwójki, bardziej przeżywamy treść powieści.

 "Jutro będziemy szczęśliwi to książka, która rozgrzeje cię jak ciepła herbata z miodem, cytryną… i gwiazdką anyżu."

Jeśli szukacie wyjątkowej historii obyczajowej, której treść krąży wokół tematu miłości i wyjątkowego klimatu świątecznego, to koniecznie musicie sięgnąć po tę lekturę! Ze swojej strony mogę dodać jeszcze jedno słowo - POLECAM.

Za egzemplarz powieści "Jutro będziemy szczęśliwi"
serdecznie dziękuję Zysk i S-ka Wydawnictwo.

poniedziałek, 18 września 2017

Trochę klasyki: Truman Capote "Ostatni autobus i inne opowiadania".

Po klasykę sięgałam właściwie tylko za czasów szkolnych. Wówczas towarzyszyły mi jedynie te pozycje, które znalazły się na liście lektur, a i często nie ze wszystkimi zapoznawałam się bliżej. Klasyczna literatura zagraniczna była mi zupełnie obca. Kiedy w zapowiedziach Domu Wydawniczego Rebis znalazłam książkę "Ostatni autobus i inne opowiadania" autorstwa Trumana Capote'a, od razu pomyślałam, że muszę ją przeczytać!


Truman Garcia Capote, a właściwie Truman Streckfus Persons, to wybitny pisarz amerykański. Z jego twórczością zetknęłam się pierwszy raz, aczkolwiek niegdyś obiło mi się co nieco  na ten temat o uszy. Kojarzycie lub znacie słynne "Śniadanie u Tiffany'ego"? To właśnie Truman Capote jest jego autorem. Być może słyszeliście także o nie mniej sławnym utworze "Z zimną krwią". Ta powieść dokumentalna odniosła sukces w wielu krajach, a jej ekranizacja była nominowana aż czterokrotnie do Oscara.

"Ostatni autobus i inne opowiadania" to zbiór krótkich utworów pisarza, które niedawno odnaleziono w archiwum Nowojorskiej Biblioteki Publicznej. Opowiadania te Capote napisał mniej więcej w wieku dwudziestu lat, kiedy jeszcze nie miał wielkich sukcesów na swoim koncie, a jego największe dzieła miały dopiero powstać. Trzeba jednak przyznać, że treść zawarta w tej niewielkiej objętościowo książce może być dla czytelnika o wiele więcej warta niż opasłe tomiszcze jakiejkolwiek innej lektury. Opowiadania Capote'a są bardzo różnorodne. Krótkie, z pozoru nic nie znaczące historyjki, potrafią zmobilizować czytelnika do refleksji. W książce znajdują się opowiadania o zbrodni i przemocy, o uprzedzeniach na tle rasowym. Truman Capote stworzył także historie dotyczące niesprawiedliwości, biedy, rozpaczy, tęsknoty, wiary, prawa, ale także tych przyjaźniej brzmiących tematów - szlachetności, mądrości, współczucia. Amerykański pisarz doskonale wiedział, jak operować słowem, jak je kształtować, aby w minimum treści zawrzeć maksimum przekazu.

W książce swoje miejsce znalazł także Hilton Als, pracownik "New Yorkera", amerykański pisarz i krytyk teatralny. Został on autorem przedmowy, dzięki której czytelnik ma szansę bliżej poznać postać Trumana Capote'a, jego inspiracje, doświadczenia, a to z kolei pozwala na lepsze zrozumienie twórczości artysty.

"Ostatni autobus i inne opowiadania" to doskonały przykład na to, że czasem warto odłożyć na bok obyczajówki, kryminały czy inne popularne i mniej popularne powieści i sięgnąć po klasykę. Poznanie twórczości Capote'a z jego młodości było dla mnie ogromną przyjemnością. A to przecież dopiero początek, najlepsze przede mną! 

Za egzemplarz książki "Ostatni autobus i inne opowiadania"
serdecznie dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis.

sobota, 16 września 2017

Kowno - Muzeum Diabłów.

Z muzeami bywa różnie. Niektóre nudzą jak flaki z olejem, inne zaś przyciągają tematyką. Wiadomo, każdy ma swoje gusta i zainteresowania, od których tak naprawdę wszystko zależy. Dziś chciałabym przedstawić miejsce, które odwiedziliśmy podczas naszej sierpniowej wyprawy na Litwę. Mnie totalnie zauroczyło (mogłabym śmiało określić je jako kowieńskie must see), natomiast Adama już niekoniecznie - mowa o Muzeum Diabłów w Kownie.


ODROBINA HISTORII

Antanas Žmuidzinavičius, litewski malarz, pewnego razu otrzymał w prezencie urodzinowym drewnianą figurkę diabła. Mężczyzna postanowił zebrać 13 sztuk czartów, czyli diabelski tuzin. Figurek jednak ciągle przybywało - malarzowi przekazywano je w prezencie, dostawał je nie tylko od znajomych z Litwy, ale i z różnych zakątków globu. Ostatecznie w kolekcji artysty przez 19 lat pojawiło się aż 260 figurek, czyli 20 diabelskich tuzinów. Antanas 5 lat przed swoją śmiercią, w 1961 roku, zbiory przekazał Skarbowi Państwa. W 1966 roku zostały one udostępnione dla zwiedzających. Kolekcję po śmierci artysty nadal wzbogacano. Na trzech piętrach muzeum obecnie znajdują się eksponaty etnograficzne i archeologiczne. Zebrano ponad 2000 diabłów i jego odmian.




DIABŁY Z RÓŻNYCH STRON ŚWIATA

W przeszklonych gablotach muzeum można odnaleźć wiele odmian diabłów, diabełków, czartów z całego globu. Znajdują się tam figurki oczywiście z Litwy, ale też m.in. z Rumunii, Ukrainy, Kuby, Skandynawii, krajów alpejskich czy Polski. Zwiedzający mają szansę poznać recepturę na eliksir młodości, dowiedzieć się, jak wyglądało święto diabła w Wenezueli czy Noc Walpurgii. Wszystkie ekspozycje zawierają informacje w czterech językach, w tym w języku polskim.




DIABEŁ I...

... czarownica, kobieta, pieniądze, młyn, muzykanci, klęski żywiołowe, wódka, rośliny, zwierzęta, człowiek - tabliczki w muzeum w interesujący sposób wyjaśniały te powiązania. Czy wiedzieliście, że zmarłe czarownice zostawały żonami czartów, a litewski diabeł był najbogatszą istotą mityczną, której majątek mierzono właśnie w pieniądzach? Co więcej, według niektórych wierzeń diabły żyły w młynach, gdzie pomagały młynarzom w obracaniu skrzydeł i żaren. Niektóre osobniki chlubiły się rolą muzykantów. Wierzono, że chcąc nauczyć się gry na skrzypcach, wystarczy pójść o północy na skrzyżowanie, a pojawi się diabeł i wszystkiego nauczy. Podobną informację usłyszałam już dawno temu, kiedy jeszcze byłam dzieckiem. Nigdy wcześniej za to nie spotkałam się z teorią, jakoby w szalejącej trąbie powietrznej diabły leciały na obiad!



INFORMACJE PRAKTYCZNE

Zanim wybierzecie się do kowieńskiego Muzeum Diabłów, sprawdźcie dni i godziny otwarcia oraz cennik biletów - możecie zrobić to TUTAJ. Od naszej wizyty ceny się nie zmieniły, jednak różnie to bywa. Jeśli kolekcjonujecie pamiątki z wyjazdów, to warto mieć ze sobą kilka nadprogramowych euro. Na parterze znajdziecie całą masę gadżetów. Szczerze mówiąc teraz trochę żałuję, że nie skusiłam się na żaden z nich. Tym bardziej, że wchodziłam na bilecie ulgowym (czary mary :D), więc mieliśmy "zaoszczędzoną" gotówkę. Mądry Polak po szkodzie, co nie?

Kierując się swoją subiektywną opinią, Muzeum Diabłów śmiało mogę polecić wszystkim odwiedzającym Kowno! Czy ktoś z Was miał już okazję zobaczyć diabelskie zbiory w sercu Litwy :)? Pozdrawiam, Karolina.

poniedziałek, 11 września 2017

Kowno - spacer po mieście. Co warto zobaczyć?

Cześć Wszystkim! Jak tam po weekendzie? Wypoczęci? Mam nadzieję, że macie teraz wolną chwilę, bowiem przygotowałam kolejny post turystyczny dotyczący sierpniowego wyjazdu. Odwiedziliśmy już wspólnie Stańczyki oraz Żerdziny. Tym razem przenosimy się do KOWNA, drugiego co do liczebności miasta litewskiego, będącego niegdyś stolicą Litwy.

Z Polski wyjechaliśmy o 7:00, do Kowna zaś dojechaliśmy przed 10:00. Biorąc pod uwagę małą przerwę na zatankowanie jeszcze w kraju (na Litwie paliwo jest droższe) oraz zmianę czasu (godzinę do przodu) droga zajęła nam niespełna 2 godziny. Auto zostawiliśmy na placu pod dawnym, zamkniętym już marketem PRISMA (Jonavos g. 60), unikając tym samym opłat za parkowanie w centrum. Do wszelkich atrakcji mieliśmy z 10, może 15 minut drogi, także już po 10:00 rozpoczęliśmy zwiedzanie miasta. 

CO WARTO ZOBACZYĆ W KOWNIE?

1. Klimatyczne uliczki i deptaki Starego Miasta - już na samym początku trafiliśmy na urocze zakątki miasta. Kowno dopiero budziło się do życia. Większość sklepików i kawiarni otwierała się dopiero o 11:00. Ja oczywiście szukałam sklepiku z pamiątkami, musiałam przecież zakupić pocztówki (średnio 0,40-0,45 euro za sztukę) i magnes na lodówkę (1,20 euro).







2. Bazylika archikatedralna Świętych Apostołów Piotra i Pawła - ten kościół gotycki, pochodzący z XV wieku był pierwszą atrakcją. Jest to największa świątynia katolicka na Litwie. Bazylikę zlokalizowano na terenie Starego Miasta, zaraz obok Placu Ratuszowego. W pobliżu znajduje się punkt IT, gdzie można pobrać darmowe mapy miasta lub po prostu nabyć pamiątki.





3. Plac ratuszowy z Ratuszem i Kościołem Jezuitów - zabudowa Rynku jest najbardziej charakterystycznym zabytkiem Starego Miasta. To jedyny na Litwie zachowany w całości tak duży fragment zabudowy placu. Środek Rynku zajmuje Ratusz z XVI wieku, nazywany przez mieszkańców "Białym łabędziem". Budowla liczy 53 metry wysokości. W październiku 2003 roku została wpisana na listę architektonicznego dziedzictwa Litwy. Obok znajduje się Kościół Jezuitów pw. św. Franciszka Ksawerego, wybudowany w latach 1666-1720.



4. Zamek - a właściwie jego ruiny ruiny, które usytuowane są w "międzyrzeczu", u ujścia rzeki Wilii do Niemna. Zamek zbudowano w II połowie XIV w., a następnie rozbudowano go w XVI w. W 2010 roku rozpoczęto prace rekonstrukcyjne. Obecnie w zamku znajduje się niewielkie muzeum, a w okolicy zwiedzający mają okazję odpocząć w parku.




5. Kościół Witolda - ta katolicka świątynia pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP została ufundowana przez Księcia Witolda na początku XV wieku. Tę gotycką budowlę przekazano niegdyś franciszkanom. Wielokrotnie była niszczona i odbudowywana.



6. Aleja Wolności - aleja ta łączy Stare Miasto z Nowym Miastem. Rozciąga się począwszy od kowieńskiej Starówki, aż do okazałego Kościoła św. Michała Archanioła. Jest jedną z najdłuższych ulic w Europie, z przeznaczeniem dla ruchu pieszego. Niewątpliwego uroku alei dodają posadzone na środku lipy, tworzące dodatkowy korytarz dla spacerowiczów. 




7. Kościół św. Michała Archanioła - pamiętam, jak spacerując Aleją Wolności od Starego Miasta, mym oczom ukazał się wspaniały widok. Był to właśnie kościół św. Michała Archanioła. Od razu wiedziałam, gdzie musimy podążać. W środku zastaliśmy ciekawe wnętrze, aczkolwiek sam budynek o wiele bardziej nam się podobał. Ten dawny kowieński sobór prawosławny zbudowano w 1893 roku. Od 1919 roku użytkowany był jako garnizonowy kościół katolicki. Potem, w 1960 roku zamknięto go dla celów kultowych. W 1965 roku został zamieniony na galerię sztuki. Dopiero po odzyskaniu niepodległości przez Litwę, w 1991 roku stał się siedzibą parafii rzymskokatolickiej.



8. Muzeum Wojskowe im. Witolda Wielkiego - jest to jedno z najstarszych placówek muzealnych w kraju. Miejsce prezentuje historię Litwy, a także posiada kolekcję różnych broni. Gmach muzeum został uwieczniony na banknocie 20-litowym.



9. Muzeum Diabłów - ten smaczek pozostawiam na kolejny wpis, bo jest o czym opowiadać! 

Jak z tej wirtualnej perspektywy podoba Wam się Kowno? Mieliście już okazje wybrać się na Litwę, czy to dopiero przed Wami? Pozdrawiam cieplutko z chłodnego Trójmiasta! Karolina.

środa, 6 września 2017

Zakupy w Kontigo: żele pod prysznic, peeling, mus do ciała.

Cześć Wszystkim :)! Całkiem niedawno skusiłam się na niewielki kosmetyczny shopping. Na celowniku miałam markę BIOLOVE dostępną w Kontigo. Zakupy online są bardzo wygodne, zwłaszcza, jeśli w zasięgu nie ma sklepu oferującego Wasze ulubione kosmetyki. Tym razem padło na nowe, limitowane zapachy żeli pod prysznic, owocowy peeling oraz mój ukochany, ciasteczkowy mus do ciała.

1. SHOWER GEL - PEACH, DRAGON FRUIT, PINEAPPLE - LIMITOWANE ŻELE POD PRYSZNIC zwróciły moją uwagę od razu, gdy tylko pojawiły się w sprzedaży. Wiedziałam, że wcześniej czy później skuszę się na któryś z wariantów. Albo na kilka, bo jak widzicie, skończyło się na trzech sztukach.


2. PEELING STRAWBERRY - dobry, truskawkowy zdzierak wylądował w moim wirtualnym koszyku przy okazji, bowiem przy zakupie 3 żeli mogłam dorzucić za darmo jeden z peelingów. W swojej kosmetycznej karierze używałam już m.in. pomarańczowych, czekoladowych, malinowych, kawowych zdzieraków, jednak nigdy nie miałam do czynienia z wariantem truskawkowym. Zdradzę Wam, że to był strzał w dziesiątkę! Niedługo pojawi się recenzja tego produktu :).


3. BODY MOUSSE COOKIE - jeśli chodzi o mazidła do ciała, to jest to jeden z moich największych ulubieńców. Szczegółową recenzję kosmetyku znajdziecie TUTAJ.


4. PREZENT DO ZAMÓWIENIA - BŁYSZCZYK MOOV. Na usta aplikuję jedynie bezbarwne masełka NIVEA, tak więc gratis oddałam kuzynce :).


Odkąd odkryłam produkty BIOLOVE, wiedziałam już, że nigdy nie może ich zabraknąć w moim kosmetycznym królestwie, co pewnie już zauważyliście po częstotliwości pojawiania się tej marki na blogu :D. Pamiętam, że wiele z Was było zaciekawionych tymi kosmetykami - czy coś się w tej kwestii zmieniło? Poszły już pierwsze zamówienia, czy nadal jesteście przed? Czekam na wieści i opinie :). Buziaki, K.

wtorek, 5 września 2017

Każdy skrywa pewne tajemnice... Deborah Moggach "Przemilczane tajemnice".

Cztery różne zakątki świata - Europa, Afryka Zachodnia, Chiny, Stany Zjednoczone. Kilka bohaterów. Kilka tajemnic. Równolegle rozgrywające się wydarzenia. Zapraszam na recenzję książki "Przemilczane tajemnice" autorstwa Deborah Moggach, bestsellerowej pisarki brytyjskiej.


"Każdy, niezależnie od tego, w jakim miejscu na świecie żyje, skrywa pewne tajemnice. Czy zatem komukolwiek można ufać?"

Europa, Londyn - Petra skończyła 60 lat i wciąż jest samotna. Jej życie uczuciowe nigdy nie było usłane różami. Nawet teraz, kiedy już dawno weszła w dojrzały wiek, wątek miłości wciąż wiązał się z jedną wielką katastrofą. Los postanawia zesłać na jej drogę Jeremy'ego. Znajomy z dawnych lat przyjeżdża w odwiedziny z zagranicy. Kobietę nieoczekiwanie trafia strzała amora. Wszystko byłoby w porządku, gdy Jeremy nie był mężem Beverley, będącej jej najlepszą przyjaciółką.

Afryka Zachodnia - to właśnie tu mieszka Bev i Jer. Ich związek wydaje się być idealny. Nieustające pasmo przygód i codzienność przepełniona miłością i szczęściem - tak właśnie prezentuje się małżeństwo Beverley i Jeremy'ego w sieci, gdzie kobieta zamieszcza sugerujące sielankę wpisy i fotografie. Internet to jedno, ale czy rzeczywistość jest tak samo bajeczna i kolorowa? Kto przekazuje prawdę? Jeremy czy Beverley? Jak zachowa się Petra, gdy w wyniku pewnych nieprzewidzianych okoliczności będzie musiała wybrać się do swojej przyjaciółki? Kobieta przecież od dawna oszukuje Bev...

Teksas, Stany Zjednoczone - Lorrie, matka i żona, przez własną głupotę i brak rozsądku traci wszystkie swoje oszczędności w wyniku oszustwa. Wspólne, małżeńskie konto zostało wyczyszczone, wszystkie pieniądze zniknęły, co do ostatniego dolara. Kobieta postanawia więc wziąć udział w pewnym układzie, będącym największą mistyfikacją w jej dotychczasowym życiu... Jakie będą skutki tej decyzji, czy było warto?

Chiny - Li Jing jest młodą żoną bardzo bogatego biznesmena. Niestety, ich rodzina nie jest w pełni kompletna, nie mogą bowiem mieć dzieci. Kobiecie ciężko jest odnaleźć się w tej trudnej sytuacji, zwłaszcza, że na jej barkach spoczywa pewna zagwozdka - co tak naprawdę kryje się pod przykrywką dziwnych delegacji męża do Afryki? 

"Nikt na świecie nie zna naszych tajemnic... nie wie, że ja zrujnowałam życie Bev, a ona moje."

Muszę przyznać, że najnowsza książka Deborah Moggach mnie oczarowała. To prawdziwy majstersztyk, połączenie humoru, ale i intrygujących tajemnic. Kiedy sięgam po książkę, oczekuję, że mnie wciągnie, że nie będę się chciała od niej oderwać, a ciekawość, co kryją kolejne strony powieści, okaże się większa niż inne sprawy zajmujące mój czas i myśli. W tym przypadku własnie tak było. Czytając nową powieść Deborah chciałam więcej i więcej. Intrygowało mnie to, jak potoczą się losy bohaterów, jakie jeszcze niespodzianki przygotowała autorka. "Przemilczane tajemnice" to powieść pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i rosnącego napięcia. Historia przedstawiona przez autorkę zaskakuje. Bohaterowie są interesujący. Deborah Moggach dobrze wykreowała ich charaktery, dopracowała ich zachowania. 

Przy tej książce nie będziecie się nudzić. "Ekspresyjna podróż" - ten cytat powinien już Wam wiele wyjaśnić. Pozycja "Przemilczane tajemnice" raz wywoła wzruszenie, innym razem przywoła uśmiech na twarzy, a nawet i wybuchy śmiechu. Podniesie napięcie, zadziwi, zaszokuje. Czytelnik odnajdzie w niej kilka cennych prawd i spostrzeżeń. Po prostu - jest świetna.

Za egzemplarz powieści "Przemilczane tajemnice"
serdecznie dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis.


sobota, 2 września 2017

Pozycja wyjątkowa: "Tańcząc z delfinami" Bonnie Leon.

Po serii lekkich powieści, a także tych nasyconych gorącymi uczuciami, które tak naprawdę czyta się dla relaksu, postanowiłam sięgnąć po coś innego. Po coś, co wywoła we mnie bardzo pozytywne emocje. Po coś, co przepełnione będzie mądrością, głębią. Sięgnęłam więc po "Tańcząc z delfinami" autorstwa Bonnie Leon. Wybór okazał się być strzałem w dziesiątkę!


Claire Murray jest piękną, młodą dziewczyną. Ma zaledwie 22 lata i więc teoretycznie ma przed sobą świetlaną przyszłość, wiele możliwości rozwoju, przyjaciół obok i powinna z tego wszystkiego czerpać przyjemność. Niestety, bohaterka od lat musi zmagać się z tajemniczą chorobą. Dysautonomia powoduje u niej ból i wnosi wiele ograniczeń... Claire nie chce jednak czuć się zdominowaną przez chorobę - wraz ze znajomymi z grupy wsparcia dla osób przewlekle chorych postanawia wybrać się na wyprawę przez całe Stany. Głównym celem podróży ma być Floryda, gdzie będzie można popływać z delfinami. Claire, stary zrzęda Tom, była hipiska Willow i maniakalna Taylor wyruszają więc razem na wycieczkę. Nie obywa się bez przygód - już pierwszego dnia wpadają w tarapaty. Złe samopoczucie Toma uniemożliwia mu kierowanie pojazdem, na szczęście w tej sytuacji grupce znajomych pomaga przypadkowo spotkany Sean Sullivan, tajemniczy autostopowicz, który zgadza się poprowadzić ich kampera. Z pozoru zdrowy, wewnątrz głęboko poraniony... Jak potoczą się losy przyjaciół? Czy dotrą do wymarzonego celu mimo towarzyszących im ograniczeń?

"Tańcząc z delfinami" to powieść przepełniona mądrością. Choć wiele w niej aspektów optymistycznych, to autorka zawarła też cięższe tematy, takie jak choroba, trudne momenty i trudne wybory, słabości, cierpienie i inne troski. Bonnie Leon przedstawia rzeczywistość taką, jaką ona jest lub też może być. Nie koloryzuje na siłę wydarzeń, kształtuje je w ten sposób, aby każdy mógł zrozumieć, że wszystko zależy od nas samych. Chcemy skupić się na swoim nieszczęściu? Proszę bardzo, ale wówczas nie uda się czerpać z życia tego, co dobre, co sprawia radość. Człowiek czasem powinien zaufać losowi, uwierzyć w siebie i zacząć pokonywać własne słabości. Mimo różnych ograniczeń, np. chorób, każdy ma szansę na przyjaźń, miłość, czerpanie z życia przyjemności i realizowanie marzeń. Myślę, że tematyka tej książki nie została wybrana przypadkowo. Bonnie Leon w swoim życiu doświadczyła wypadku, w wyniku którego utraciła sprawność. 

Na plus zasługuje poruszenie w powieści aspektu podróżniczego. Jak pewnie zauważyliście, na blogu bardzo chętnie zamieszczam wpisy związane z turystyką. Cieszyłam się bardzo, że Bonnie Leon zawarła w swojej książce opis podróży przez cały kraj. Szkic miejsc, jakie odwiedzali bohaterowie, pobudzał moją wyobraźnię. Ameryka ostatnio stała się jednym z moich i mojej drugiej połówki zainteresowań, namiętnie oglądamy relację z podróży po tym kontynencie ekipy Busem Przez Świat. Oczywistym było więc, że opisy związane z USA także mnie zainteresują i wciągną.

Na początku trochę się bałam, że trafiłam na kolejną książkę pokroju "Gwiazd naszych wina". Nie zrozumcie mnie źle, lubię tę książkę, jednak od "Tańcząc z delfinami" oczekiwałam o wiele więcej. Autorka zdecydowanie stanęła na wysokości zadania i zafundowała czytelnikom kawał dobrej lektury. Cóż mogę więcej napisać... Jeśli kochacie powieści, które dają do myślenia, pobudzają do refleksji - ta powieść jest dla Was. Jeśli uwielbiacie wątki podróżnicze - ta powieść jest dla Was. Jeśli oczekujecie od książki pewnej dozy optymizmu, podniesienia na duchu - ta powieść jest dla Was!

Za egzemplarz powieści "Tańcząc z delfinami"
serdecznie dziękuję Dreams Wydawnictwo.