sobota, 8 grudnia 2018

"Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania" Stephen Hawking

Fizyka nigdy nie należała do moich ulubionych przedmiotów. Niektóre kwestie wydawały mi się ciekawe, zaś inne (większość) strasznie nudziły. Nie spotkałam się też z osobą, która tajniki tej nauki przekazałaby mi w sposób jasny i klarowny. Być może dlatego unikałam jak ognia zagadnień związanych z fizyką. Niedawno jednak bliżej zainteresowałam się zmarłym już Stephenem Hawkingiem i jego dorobkiem zawodowym. Niedługo później moją uwagę przykuła ostatnia książka tego światowej sławy kosmologa i to właśnie ją chciałabym Wam dziś zaprezentować.


"Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania" porusza kwestie, które nurtowały choć raz w życiu każdego z nas. Skąd wzięła się ludzkość? Jak będzie wyglądała nasza przyszłość i czy rozwijająca się wciąż technika pozwoli nam przetrwać? Książka pełna jest poglądów autora na temat najpoważniejszych zagrożeń. Lektura została podzielona na 10 rozdziałów poruszających zagadnienia dot. m.in. naszego istnienia, czarnej dziury, życia na naszej planecie. Każde z nich zostały przez autora wyjaśnione w sposób prosty, rzeczowy. Przepaść między nudnymi podręcznikami naszpikowanymi niezrozumiałą dla wielu teorią a dziełem Hawkinga jest ogromna. Ostatnia książka wybitnego intelektualisty napisana jest w sposób przystępny, w moim odczuciu każdy może po nią sięgnąć bez obaw, że zatopi się w abstrakcyjnych, nieczytelnych dylematach. Opisywane przez Hawkinga kwestie były jego pasją, co pozwala mi sądzić, że to między innymi dlatego treść jest tak klarowna. 

Autor ukazuje w swej książce świat, tłumaczy go, a także zastanawia się nad przyszłością. Do swych analiz nie używa tylko i wyłącznie fizycznej nomenklatury, nie zamyka się hermetycznie w tej dziedzinie, ale sięga do różnych kultur, literatury czy religii. Poglądy Hawkinga to jedno, ale drugą stroną medalu są nasze przemyślenia. "Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania" nie stanowią treści, dzięki której poznamy czyjś punkt widzenia. Charakter tego utworu sprawia, że sami zaczynamy rozważać pewne kwestie. A to we wszelkiej maści książkach lubię.


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.


środa, 28 listopada 2018

Idealna na długie wieczory: "Być może kiedyś" Lauren Graham.

Błyskotliwa, urocza i przezabawna powieść o początkującej młodej aktorce, która próbuje zrobić karierę w Nowym Jorku – i nie zwariować.



Nowy Jork, styczeń 1995. Franny Banks ma przed sobą już tylko 6 miesięcy, aby zrealizować swój cel. Marzyła o podbiciu Broadwayu w trzy lata, a póki co ma na swoim koncie reklamę świątecznych swetrów i pracę na stanowisku kelnerki w klubie komediowym. Chciała być gwiazdą, ale rzeczywistość zweryfikowała jej plany. Wsparcie ze strony współlokatorów (w tym najlepszej przyjaciółki) niewiele pomaga, bo to raptem dwie osoby kibicujące jej karierze… Franny pod wpływem zbliżającego się deadline'u rozmyślała nawet o powrocie do domu i założeniu rodziny, na szczęście ambicje jej na to nie pozwalają.

Jak potoczą się losy dziewczyny? Czy uda jej się osiągnąć sukces, o którym marzyła?

"Być może kiedyś" to moje pierwsze, czytelnicze spotkanie z twórczością Lauren Graham, amerykańskiej aktorki. Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że nie było ono udane. Ta książka ma w sobie coś, co przyciąga jak magnes. Opowieść o dziewczynie, dla której zostanie gwiazdą Hollywood jest niczym spełnienie amerykańskiego snu, trafiła w mój gust. Lauren Graham przelała na papier to, jak wyglądało w latach 90. dojście do kariery aktorskiej. Autorka pokazała w tej historii, jakie blaski i cienie czekały i właściwie nadal czekają na aktorów. Ich droga z pewnością nie jest usłane różami, nie zawsze trafiają się role życia, czasem los serwuje pechową kartę. Mimo całej tej przewrotności, w człowieku zawsze powinna być nadzieja, że marzenia naprawdę mogą się spełnić. Ważna jest też przyjaźń, obecność drugiej osoby, która wesprze na duchu.

Styl autorki przypadł mi do gustu, jest przyjemny w odbiorze. "Być może kiedyś" to błyskotliwa lektura, idealna na długie wieczory. A takich mamy teraz wiele ;). Bardzo podobały mi się opisy Nowego Jorku z tamtych czasów. Świetnie skomponowały się z wydarzeniami przedstawionymi w książce, nadając im barwne tło i niepowtarzalny klimat oraz pobudzając wyobraźnię.

Książka "Być może kiedyś" trafiła do mojego serducha. Miałam czasem wrażenie, że kartki przewracają się same. Zdecydowanie za szybko dotarłam do końca! Mnie się podobało, a czy Wy poczujecie chemię? Najlepiej sprawdzić w praktyce ;). 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

sobota, 24 listopada 2018

ŚWIĄTECZNE CZYTANIE: Magdalena Majcher "Cud grudniowej nocy".

Święta dla jednych są bardzo radosnym i rodzinnym okresem, wyczekiwanym już kilka tygodni wcześniej, dla innych zaś to smutny czas, przywodzący na myśl bolesne wspomnienia, od których chce się uciec. Podobnie jest u bohaterek najnowszej powieści Magdeleny Majcher "Cud grudniowej nocy".



Dwa pokolenia
Pięć kobiet
Jedna noc, która może odmienić ich życie

Dla Magdaleny Boże Narodzenie jest znienawidzonym świętem. Kiedy tylko zbliża się w kalendarzu ta magiczna data, ona ucieka przed nią w pracę. Wydarzenia z przeszłości nie pozwalają cieszyć się na myśl o grudniowych uroczystościach.

Kamila zawsze była cicha, nie wychylała się z cienia swojej siostry Kingi. Ciężko było jej zaznać poczucia stabilizacji, ponieważ brakowało jej pewności siebie i wsparcia ze strony bliskich, zwłaszcza swojej matki. Życie Kingi jest za to idealne… ale tylko na Instagramie. Tam łatwo zretuszować to, co nie jest doskonałe. A jej codzienność musi być przecież pokazana od najlepszej strony, "lajki" same się nie nabiją, a jej bardzo zależy na pozytywnej opinii innych… Kolorowa otoczka swojego życia w mediach społecznościowych nie zawsze wiąże się z prawdziwą rzeczywistością, a ta nie musi być faktycznie taka wspaniała...

Teresa, mama Kingi i Kamili, na co dzień skupia się na wszystkich, tylko nie na sobie. Chciałaby teraz ochłonąć, odrzucić w kąt zamartwianie się o innych i wreszcie zrobić coś dla siebie. Maria, mama Magdaleny, pragnie zaś spędzić Boże Narodzenie w tradycyjny sposób. Marzy, aby zgromadzić przy świątecznym stole całą rodzinę i z radością rodzinnie celebrować ten wyjątkowy czas.

W Wigilię spełniają się marzenia. Czy ten magiczny czas cudów nadejdzie również dla bohaterek powieści?

Świąteczne lektury zawsze kojarzyły mi się z ciepłymi historiami, czasem nawet okraszonymi sporą dawką literackiego lukru. To taki czas, kiedy mam ochotę na tego typu powieści. Muszę przyznać, że "Cud grudniowej nocy" odbiega od tej wizji, ale byłam na to przygotowana. Ta historia owszem, została zachowana w ramach świątecznego klimatu, aczkolwiek daleko jej od wyidealizowanej, z ogromną dawką słodyczy. Autorka w swoich powieściach porusza często kwestie, które nie zawsze są wygodne dla człowieka. Uważam to za dobrą praktykę, nie ma bowiem mowy o sztucznym ubarwianiu świata. Sięgając po "Cud grudniowej nocy" byłam przygotowana na realistyczne spojrzenie na świat bohaterów i właśnie to dostałam. Autorka pokazuje życie takim, jakie ono jest. Są blaski, ale są też cienie codzienności. Bohaterowie zmagają się z takimi problemami, jak tysiące innych ludzi, dzięki czemu najnowsza powieść pani Magdy ma realistyczny wydźwięk. Pisarka rzuca światło na realne problemy i rozterki, które mogą dotknąć lub już dotknęły kogoś z nas. Nie ma tu naciąganych, wyidealizowanych wątków. Tak właśnie pisze pani Magda. Przyjemny w odbiorze styl to jedno, ale ważne jest odpowiednie zaserwowanie czytelnikom fabuły, a tutaj z pewnością nie ma na co narzekać. 

Choć "Cud grudniowej nocy" nie jest typową, świąteczną historią, to bardzo Wam ją polecam. Powieść pozwoli zatrzymać się na chwilę i zmusi do refleksji. Czasem bywa źle, nawet bardzo, ale w człowieku zawsze powinna być nadzieja na lepsze jutro.



Za wspaniałą paczuchę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Ranczo Staffordów: "Dom na farmie" Ruth Logan Herne.

Ruth Logan Herne powraca z kolejną częścią cyklu "Ranczo Staffordów". Po bardzo przyjemnej w odbiorze lekturze "Z powrotem w siodle" przyszła pora na najnowszą powieść autorki, "Dom na farmie". Czy drugi tom okazał się godny uwagi? Zapraszam do lektury recenzji :).


Nick Stafford nie miał łatwo. Kiedy jego bracia wyjechali z rodzinnego domu, aby realizować swoje pasje, on pozostał na ranczu i ciężko tam pracował. Co więcej, po tym, jak rzuciła go żona, samotnie wychowywał córki, a łatwym zadaniem to nie jest. Nick doskonale pamiętał, jak rozpad małżeństwa jego rodziców odbijał się na nim. Ojciec nie potrafił sobie poradzić z wychowaniem syna, a Nick nie chce zafundować swoim dzieciom takich samych wspomnień. Nie jest to łatwe, zważywszy, że musi zmierzyć się z problemami emocjonalnymi i szkolnymi córek.

Elsa Andreas rozsypała się po tym, jak spotkała ją wielka tragedia. Doktor porzuciła swój zawód i zrezygnowała z praktyki terapeutki rodzinnej. Ukojenia szukała w domu w lesie. Zaszywając się na obrzeżach Gray's Glen, zbudowała wokół siebie coś na kształt muru ochronnego, bariery niosącej bezpieczeństwo i zapomnienie... Kiedy jej siostra, dyrektorka szkoły, do której uczęszczają córki Nicka, upatruje dla nich wsparcia ze strony Elsy, przyszłość zaczyna się kształtować w lepszych barwach. Kobieta wierzy, że Elsa nie tylko poda dziewczynkom pomocną dłoń, ale i sama wyjdzie do innych ze swojej strefy komfortu, w której się zabunkrowała. 

Czy porzucony mężczyzna i kobieta pozbawiona nadziei będą umieli współpracować dla dobra dwójki wspaniałych dzieci? 

"Dom na farmie" to życiowa powieść obyczajowa, porywająca od pierwszych stron. Autorka nie szczędziła emocji. Na stronach powieści odnajdziemy właściwie wszystko to, co spotyka nas w życiu codziennym - są ludzkie dramaty, problemy, z którymi muszą radzić sobie bohaterowie, ale i nadzieje na lepsze jutro. Nie brakuje także wątku związanego z cieplejszymi uczuciami, mam tu na myśli oczywiście miłość, na którą autorka spojrzała z różnych perspektyw. Skupiła się nie tylko na tej łączącej kobietę i mężczyznę, ale również przybliżyła bezwarunkowe uczucie na linii rodzice-dzieci. Miłość w życiu człowieka ma wielką wagę, ale bez odpowiedniego podejścia i dbania o nią, nie zdziała cudów. Trzeba ją pielęgnować i nosić w sercu kojącą wiarę.

Książki publikowane przez Wydawnictwo Dreams zawsze będą mi się kojarzyć z powieściami przyjemnymi w odbiorze, z nienaciąganymi, naturalnymi historiami. Tak też było i w tym przypadku. Autorka w sposób przemyślany wykreowała charaktery postaci i pokierowała akcją, bez zbędnego "owijania w bawełnę". Nic nie działo się na siłę, relacje między bohaterami były dla mnie naturalne, rozwijały się w swoim tempie.

"Dom na farmie" to lekka, ale życiowa, niesztampowa obyczajówka, w sam raz na leniwy weekend. Ta książka zmusi Was do refleksji, chwilami wyciśnie z oczu łzę, a innym razem pokrzepi serce.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dreams.


wtorek, 13 listopada 2018

Wstrząsająca historia Polki w książce Laili Shukri "Jestem żoną terrorysty".

Większość z Was na pewno kojarzy Lailę Shukri, polską pisarkę, która celowo ukrywa się pod pseudonimem artystycznym. Kobieta mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i jest żoną jednego z najbogatszych szejków. Posiada taką wiedzę i zna takie historie, których ujawnianie na światło dzienne pod swoją prawdziwą tożsamością nie byłoby bezpieczne, stąd też pseudonim Laila Shukri. Autorka znana jest z wielu książek, których tematyka dotyczy życia i kultury na Bliskim Wschodzie. Ostatnio zaserwowała czytelnikom powieść "Jestem żoną terrorysty" - historię jednej z Polek. Zapraszam na recenzję.


Przemilczana prawda o rodzinach zaangażowanych w terroryzm. 

Klaudia w jednym czasie straciła zarówno miłość, jak i pracę. Aby wrócić do swojego rytmu i odzyskać równowagę, postanawia wyjechać do Maroka. Na miejscu poprzez znajomych poznaje Raszida, z którym zaczyna ją coś łączyć. Egzotyczny klimat i przystojny, bardzo romantyczny mężczyzna uderzają Klaudii do głowy. Kobieta niczym nastolatka zakochuje się w dopiero co poznanym Raszidzie,, a kiedy ten proponuje jej przyjazd do Londynu, nie odmawia, ponieważ widzi w tej sytuacji szansę na zaznanie upragnionego szczęścia. Niedługo później okazuje się, że bajkowy romans ma swoje drugie dno - Klaudia wpada prosto do siatki terrorystycznej, szkolącej dzieci pod kątem terrorystów-samobójców...

"Jestem żoną terrorysty" to wstrząsająca lektura. Autorka ukazała, jakie oblicza w obecnych czasach może mieć terroryzm. Niestety, ale o wielu niebezpiecznych kwestiach nie mówi się publicznie, a szkoda, bo rzeczywistość okazuje się bardziej brutalna i dramatyczna, niż mogłoby się wydawać. Przyznam, że Laila Shukri otworzyła mi oczy na pewne sprawy, z którymi nigdy wcześniej się nie spotkałam. Być może za mało artykułów trafiało w moje ręce, a być może media starannie dobierają te informacje, które wygodnie jest im przedstawiać. Niemniej jednak książka dostarczyła mi wiele nowych informacji, a te wzbudzały niedowierzanie i poniekąd strach. Oprawcy potrafią wykorzystywać słabości drugiej strony i wciągnąć ją w niebezpieczną grę (marząca o szczęściu Klaudia uległa czarującym słówkom szeptanym przez Raszida), by potem móc wykorzystywać do swoich celów. Niektóre akty terroryzmu są dla mnie wręcz nie do pomyślenia, zwłaszcza, że do "brudnej roboty" wykorzystywane są także dzieci… Ten aspekt najbardziej mnie zasmucił.

Laila Shukri swą powieścią zdecydowanie zmusza do zatrzymania się na chwilę i przemyślenia niektórych rzeczy. Gdzieś na świecie rozgrywają się dramatyczne wydarzenia, o których nie zdajemy sobie sprawy... "Jestem żoną terrorysty" wciąga i szokuje. Gorąco polecam.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.