sobota, 12 października 2019

"Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem..." - wciągający thriller Alex North "Szeptacz".



Pisarz Tom Kennedy stracił nagle żonę. Jej nieoczekiwana śmierć okazała się ogromnym ciosem, z którym nie potrafi sobie poradzić. Został sam z synem i nie jest mu lekko, zwłaszcza w chwilach, kiedy ciężko mu odnaleźć wspólny język z dzieckiem. Chcąc uciec od przeszłości i uporać się z bólem, z traumą, oboje postanawiają zmienić otoczenie. Za idealny cel obierają Senne Featherbank. Okazuje się jednak, że w miasteczku niegdyś rozegrały się dramatyczne wydarzenia. Dwadzieścia lat wcześniej opanował je seryjny morderca, polujący na małych, kilkuletnich chłopców. Zbrodniarz uprowadził i zamordował pięciu młodzików... Z racji swoich metod i zwyczajów, jakim było szeptanie pod oknami ofiar, prasa przydzieliła mu przydomek Szeptacza. 

Nowy początek dla Toma i jego syna traci urok, kiedy w okolic wysypiska śmieci ginie mały chłopiec. Wszystko wskazuje na to, że koszmar sprzed lat powraca! Prowadzący sprawę detektywi odnajdują zbyt wiele podobieństw do działania Szeptacza.  Tom traci nadzieję na powrót do normalności, a kiedy chłopiec zdradza ojcu, że pod oknem swojej sypialni słyszy szepty, wszystko się zmienia...


Kiedy w moje ręce trafiła klimatyczna paczucha, poczułam, że będzie się działo. Intrygująca okładka książki, zamknięte w małym pudełeczku zatyczki do uszu i zapowiedź przerażającej historii zrobiły na mnie wrażenie! "Szeptacz" to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku - czy słusznie? Bestsellerowy pisarz Steve Cavanagh określił go mianem najlepszego thrillera kryminalnego ostatnich 10 lat. 

Po dotarciu do ostatniej strony poczułam coś w stylu "wow, to było coś!". Coś fascynującego wciągającego bez granic. Coś przerażającego, poruszającego najciemniejsze zakamarki wyobraźni. Coś wzbudzającego niepokój, strach, odkrywającego te strony ludzkiej natury, o których niekoniecznie chcemy wiedzieć. Coś, co ściska gardło, szarga emocjami i mrozi krew w żyłach.  

Fabuła "Szeptacza" jest tak skonstruowana, że nie sposób się od niej oderwać. Przeraża, niepokoi, ale i sprawia, że chce się więcej. Miałam wrażenie, że wpadłam w wir pędzącej akcji i nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do końca. Ostatnimi czasy sięgałam głównie po powieści obyczajowe, "Szeptacz" okazał się rewelacyjną odskocznią. Ogromnie emocjonująca lektura przeniosła mnie do świata, którego nieodłącznym elementem był mroczny klimat. Przyznam szczerze - ogromnie ucieszyłabym się, gdyby tę mroczną aurę jak najszybciej przeniesiono z papieru na kinowy ekran. Prawa do ekranizacji zostały już zapewnione, także pozostaje tylko czekać!

"Szeptacza" polecam bez cienia wątpliwości. Tę książkę czyta się naprawdę dobrze, nie tylko ze względu na aurę, ale i styl autora, przemyślaną historię czy wątki psychologiczne. Idealna na długie, jesienne wieczory, które tylko podkręcą klimat.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

niedziela, 6 października 2019

COPPER CREEK: "Aleja Magnolii" Denise Hunter.

Daisy, przepiękna i mądra dziewczyna, wiele znaczy dla Jacka, który się w niej zakochał już dawno temu. Sęk w tym, że nie wie, jak jej o tym powiedzieć. Problem stanowi nie tylko odnalezienie w sobie odwagi i pokonanie tym samym swojej nieśmiałości, ale i sam rodzaj relacji, jaka ich łączy.

Daisy docenia to, w jaki sposób ułożyła swoją codzienność. Małomiasteczkowe, spokojne życie i praca w rodzinnej kwiaciarni sprawiają jej radość, przyjemność. Jest jedno "ale" - brakuje jej bratniej duszy, kogoś, z kim mogłaby dzielić każdą z chwil. Chciałaby kochać i być kochana. Dziewczyna decyduje się założyć konto na portalu randkowym. Początek nie wróży szczęśliwego zakończenia, to raczej pasmo porażek, jednak kiedy trafia na TJ-a, wszystko się zmienia.

Noah, chcąc pomóc przyjacielowi w szukaniu szczęścia, postanawia założyć mu konto w aplikacji randkowej. Oczywiście Jack totalnie nie ma o tym pojęcia. Kiedy Noah opowiada o swojej intrydze, o tym, że skorzystał z jego inicjałów i wrzucił kilka niewyraźnych zdjęć, Jack ma ochotę go zamordować. Ostatecznie daje się wciągnąć w tę pokręconą historię, bowiem widzi w tym wszystkim szansę na zbliżenie się do Daisy. Z jednej strony może poznać jej zupełnie inne oblicze, ale z drugiej gra jest ryzykowna. Jack wie, że może to zburzyć cały fundament ich relacji...


"Aleja Magnolii" to kolejna, trzecia już część znakomitej serii Copper Creek (znajomość poprzednich nie jest konieczna, aby rozeznać się w akcji). Och, jak ja uwielbiam Denise Hunter i historie wychodzące spod jej pióra! Powieści obyczajowe tej autorki są wyważone, przyjemne w odbiorze, subtelne. Pisarka nadaje swoim książkom naturalny, życiowy charakter, z realistycznymi bohaterami. Nie koloryzuje rzeczywistości, serwuje czytelnikom wiarygodne historie, które niejednokrotnie zmuszają do refleksji. 

Jack nie potrafił się do końca otworzyć przed Daisy i wprost powiedzieć o swoich uczuciach. Wątek ten jest swego rodzaju lekcją dla czytelnika - nie można zamykać się przed ukochaną osobą z obawy o odtrącenie. Każda relacja wymaga szczerości, zwłaszcza, kiedy w grę wchodzą uczucia. Rozmowa, rozmowa, jeszcze raz rozmowa - bez tego ciężko zbudować udany związek, w którym będą liczyć się potrzeby obu stron.

Choć mogłoby się wydawać, że "Aleja Magnolii" opiera się tylko na wątku miłosnym, to muszę Was uprzedzić, że tak nie jest. Poza uczuciami głównych bohaterów, ważną kwestią stała się przeszłość Daisy. Dziewczyna zetknęła się z rodzinnym sekretem, który wiele zmienił w jej życiu. Autorka podkreśla wagę przebaczenia, zrozumienia i akceptacji, jak w każdej ze swoich książek.

Po tych wszystkich lekturach, jakie wyszły spod pióra Denise Hunter, a jakie miałam okazję przeczytać, mogę w ciemno decydować się na kolejne historie. Ani "Aleja Magnolii", ani żadna inna książka tej autorki nie zawiodły mnie. Jej wspaniałe powieści obyczajowe trafiają za każdym razem w moje serce i mam nadzieję, że i Wy pokochacie lub już pokochaliście twórzczość Denise Hunter :).

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dreams.


Zobacz także:

sobota, 5 października 2019

ROMANS INNY NIŻ WSZYSTKIE: Izabela Skrzypiec-Dagnan "Świetnie się bawię w twoich snach".

Macie czasem wrażenie, że jesienne, długie wieczory z książką mają swój urok, coś z magii? Ja owszem. I choć kombinacja koc, herbata, świece i lektura nadaje się właściwie na każdą porę roku, to teraz smakuje jakoś lepiej. Zwłaszcza, że ostatnio trafiam na wyjątkowe perełki. Dziś chciałabym zaprezentować świetną, polską, debiutancką powieść Pani Izabeli Skrzypiec-Dagnan pt. "Świetnie się bawię w twoich snach".


Jak jeden nieprzemyślany krok może wpłynąć na nasze życie?

Jula i Krystian byli niegdyś prawdziwie kochającą się parą. Teoretycznie sprawa wydaje się prosta - są uczucia, jest związek. Niestety, nie zawsze bywa tak kolorowo. Oboje żyją teraz osobno i starają się poukładać swoje życia na nowo, mimo, że w duszy odczuwają smutek i tęsknotę. Jula ukojenia szuka w ramionach starszego od siebie mężczyzny, Rafała, Krystian zaś fascynuje się wnętrzem Darii, jakże odmiennej od dawnej ukochanej. Pewnego dnia los znowu krzyżuje ich drogi. Spotkanie sprawia, że dawne uczucia wracają...

Czy warto angażować się w coś nowego, czy lepiej ratować coś, w co już włożyliśmy serce - reację, która może okazać się czymś naprawdę dla nas ważnym?

Książka "Świetnie się bawię w twoich snach" rozłożyła mnie na łopatki. Izabela Skrzypiec-Dagnan zaserwowała czytelnikom kawał rewelacyjnego romansu, w którym nie ma miejsca na schematy utarte już w tego typu literaturze. Książkę połyka się ekspresowo, nie tylko ze względu na wciągającą historię, krótkie rozdziały czy według mnie przystępny w odbiorze styl autorki, która, kolokwialnie mówiąc, nie owija w bawełnę. Bohaterowie nie są przerysowani, ich codzienność nie jest usłana różami, dzięki czemu łatwiej jest odnaleźć się w ich świecie. Problemy, uczucia, rozterki, coś, co się kończy i coś, co się zaczyna - nie brzmi znajomo? Ach, zapomniałabym - emocje, emocje, jeszcze raz emocje. Momentami miałam wrażenie, że i ja odczuwam to samo, co występujące w powieści postaci - tęsknotę czy smutek.

W powieści "Świetnie się bawię w twoich snach" czytelnik ma możliwość zwolnienia codziennego tempa i zastanowienia się nad kilkoma aspektami życia, uczuć. Miłość jest jak kwiat - niepielęgnowana usycha, kończy się. Tak ważna i głęboka relacja z drugą osobą wymaga pewnych poświęceń, kompromisów, pracy. Czasem trzeba zawalczyć o uczucie, podjąć trudne decyzje, nie zawsze bowiem jest cukierkowo jak w najpiękniejszej bajce.

Z czystym sumieniem mogę polecić debiutancką powieść Pani Izabeli Skrzypiec-Dagnan. To historia szczera, intrygująca, napisana w sposób realistyczny. Na pewno mogę ją zaliczyć do jednych z najlepszych książek, jakie miałam okazję przeczytać w tym roku.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

wtorek, 1 października 2019

HISTORIA PRAWDZIWA: Anna Naskręt "Uwięziony krzyk".

Anna była młodą, energiczną kobietą. Miała kochającego męża, cudowną córeczkę, ogrom planów na przyszłość i przede wszystkim wiele marzeń do zrealizowania. Nie dokuczała jej żadna choroba, wszystko układało się dobrze... aż do czasu. Pewnego dnia cały świat Anny runął w gruzach. Wcześniej cieszyła się zdrowiem, ale w wieku 24 lat ucierpiała przez udar mózgu.

"Uwięziony krzyk" to prawdziwa historia kobiety, która została sparaliżowana, zamknięta w pełni świadoma w swoim ciele. Jej mózg wciąż funkcjonował, jednak ona sama nie miała możliwości skontaktowania się z innymi, a trzeba zaznaczyć, że to waśnie na nich była całkowicie zdana. Wyobraźcie sobie tę niemoc, ból nie tylko fizyczny, ale i psychiczny, jaki ogarnia człowieka w takiej chwili... 


"Uwięziony krzyk" to jedna z tych książek, które głęboko wsiąkają w czytelniczą duszę. Historie takie jak ta zmuszają do refleksji, pozwalają dostrzec coś dobrego w chwili, gdy wszystko wydaje się być na straconej pozycji. Jeśli zaciśniemy zęby, nawet w beznadziejnie trudnym momencie swojego życia, wciąż będziemy mogli doświadczyć wspaniałych chwil. Nie, powracanie do normalności po tak ciężkim doświadczeniu, a właściwie tragedii, jaką jest udar mózgu, nie jest bułką z masłem, nawet gdy walczymy z całych sił. To czas, kiedy stawia się czoła losowi, kiedy ogarniają człowieka dość skrajne emocje, bowiem jako niepełnosprawny uzależniony jest niczym roślina od opieki innych i nie może żyć normalnie, jak wcześniej. Pokrzepiający w tym wszystkim jest fakt, że w tym zamkniętym świecie każdy krok do przodu staje się małym sukcesem, drobne rzeczy cieszą, a źródłem radości staje się to, co już się osiągnęło, nawet etapami. "To (...) historia mojego osobistego, największego w życiu, zwycięstwa".

Autorka w swej biograficznej książce opowiada, jak mimo prognoz lekarzy, którzy nie dawali jej szans na przeżycie, stanęła na nogi. Mówi, porusza się, a to wszystko dzięki samozaparciu, determinacji i cierpliwości, której nauczyła się w trakcie walki o zdrowie. "Uwięziony krzyk"chwyta za serce, wzrusza, daje nadzieję, a czasem nawet i rozśmiesza - Pani Anna nie szczędziła sobie w pewnych momentach akcentów humorystycznych :). Gorąco polecam tę niełatwą, ale rewelacyjną pozycję, z której można wynieść wiele wartościowych wskazówek. To swego rodzaju lekcja, którą przeszła pewna kobieta, a z której my możemy coś wynieść dla siebie.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

środa, 18 września 2019

SZENTENDRE: Malownicze miasto na północy Węgier. Galeria zdjęć.

Kocham miasta i miasteczka, których malowniczy charakter cieszy oko i przynosi przyjemność ze spaceru ich uliczkami. Zwłaszcza, jeśli podczas mojej wizyty nie są zalewane tłumami szwędających się turystów ;). W zeszłym roku, podczas naszej wyprawy na Węgry, odwiedziliśmy cudowne Szentendre. 






Na poznanie węgierskiej perełki (Szentendre określane jest mianem najpiękniejszego miasteczka w kraju) mieliśmy niespełna pół dnia. Pierwszą część dnia przeznaczyliśmy na zwiedzanie Esztergomu (pisałam o nim TUTAJ), drugą zaś spędziliśmy właśnie w malowniczym Szentendre. Głównym celem było odwiedzenie fantastycznego Muzeum Marcepanu, jednak temu miejscu zamierzam poświęcić osobny, najbliższy wpis podróżniczy. Dziś chciałabym zaprezentować miasto uchwycone w kadrach.









Szentendre pełne jest krętych i wąskich uliczek, kolorowych dekoracji, kawiarni, restauracji i sklepików z bibelotami, które o dziwo nie drażnią, a wręcz nadają wdzięku.







Miasto położone jest nad Dunajem. Nie omieszkaliśmy chwilę odpocząć nad jego brzegiem. Chwila relaksu nad wodą przed podróżą do oddalonego o około 25 km Budapesztu była ostatnim punktem do odhaczenia przed powrotem do samochodu.





A skoro już mowa o aucie, to zaserwuję informację praktyczną dla zmotoryzowanych. Samochód zostawiliśmy na bezpłatnym wówczas parkingu (2018 r.) przy jednej z ulic - zdjęcie zamieszczam poniżej. Z zaparkowaniem osobówki nie było problemu, natomiast inny Polak męczył się, żeby wykręcić tam kamperem.


Miasto zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Polecam na jednodniowy, letni, wakacyjny wypad. Obowiązkowym punktem do odwiedzenia jest wspomniane przeze mnie Muzeum Marcepanu - o tym dlaczego, przekonacie się już niebawem :). K.