czwartek, 12 grudnia 2019

Cztery pory roku w Bieszczadach - przepiękny album od Wydawnictwa BOSZ.

Chcieliście kiedyś, w myśl popularnego powiedzenia, rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Łatwo powiedzieć, ale czasem trudniej zrobić. A gdyby tak móc poznać magiczne zakątki tej cudownej krainy, zupełnie nie ruszając się z domu? Niemożliwe staje się możliwe - wystarczy sięgnąć po bogato ilustrowany album "Bieszczady", wydany w formacie A4. 


Książka została podzielona na cztery części, a każda z nich ukazuje uroki Bieszczad o innej porze roku. W ten sposób odbiorca ma okazję poznać tę magiczną krainę wiosną, latem, jesienią oraz zimą. 



Każda strona to przepiękne, urzekające, całostronicowe fotografie przyrody. Agnieszka i Włodzimierz Bilińscy, Marek Kosiński, Marcin Nawrocki, Piotr Skórnicki, Leszek Szurkowski, Jan Włodarczyk uchwycili w kadrach m.in. drzewa, lasy, zwierzęta, rośliny, wodę. Oko cieszą zarówno krajobrazy, portrety fauny, jak i zdjęcia makro. Jeśli można zakochać się w miejscu na odległość, to właśnie ten album jest tego idealnym przykładem. 




"Bieszczady" to przepięknie wydana pozycja, która stanowi rewelacyjny pomysł na prezent. Podbije serca podróżników, miłośników gór, ale nie tylko. Tym, którzy byli już w Bieszczadach, przypomni o ich pięknie, a tym, którzy jeszcze nie mieli okazji odwiedzić tej magicznej krainy, zaczaruje serce i zachęci do nadrobienia tych braków :).

Album dostępny jest pod adresem: KLIK.

Recenzja powstała w ramach współpracy z portalem Bookhunter.pl.

niedziela, 8 grudnia 2019

Wciąga bez granic: Gabriela Gargaś i Marcel Woźniak "Tysiąc obsesji".


On jest wszystkim, o czym marzyła. Ona – tym, czego on nie może mieć.

Książka, która wciąga bez granic. Książka, od której nie można się oderwać. Książka, która wywołuje szereg emocji. Książka pełna pasji, a także mroku. Zapraszam na recenzję "Tysiąc obsesji" autorstwa Gabrieli Gargaś i Marcela Woźniaka.

Los bywa nieprzewidywalny. Łączy często drogi osób, które teoretycznie nigdy nie powinny się ze sobą spleść. A jednak. Anika ma narzeczonego, dziewięcioletniego synka i plany na przyszłość - pragnie wziąć ślub ze swoim partnerem. Robert, biznesmen będący emerytowanym piłkarzem, nie może pochwalić się tak pozytywnymi planami. Nie dość, że jest w separacji z żoną, to jeszcze nie potrafi porozumieć się ze swoim dorastającym synem. Anika i Robert spotykają się przypadkiem... Przypadek jednak staje się niebezpieczną grą. Chwila rozmowy i rosnące napięcie sprawia, że na tym jednym spotkaniu się nie kończy. Oboje wpadają w wir namiętności, ale i w świat pełen niebezpieczeństw, tajemnic, mroku...

Trzy miesiące później na Dworcu Centralnym zostają znalezione zwłoki pewnego mężczyzny. 



Po dotarciu do końca lektury, na usta cisnęło mi się słowo... "WOOOOOW". Naprawę, wielkie, ogromnie "WOOOOOW". Spodziewałam się elektryzującej historii, ale nie sądziłam, że moje oczekiwania zostaną spełnione znacznie ponad zakładany poziom. Ta książka wciąga bez granic, wręcz obsesyjnie, zupełnie jak w tytule. Tutaj nie ma miejsca na nudę, a elementy zaskoczenia to coś, co nie jest obce autorom. Wątek miłosny nie jest jedynym tematem poruszonym w tej historii. Autorzy zaserwowali również fragmenty kryminalne, które stanowią ciekawe urozmaicenie tej książki.

Co do stylu, w jakim została utrzymana ta historia, muszę przyznać, że gdyby nie informacja odnośnie autorów, nie zauważyłabym, że pracował nad nią duet. Powieść czyta się tak, jakby napisała ją jedna osoba, co uważam za spory plus. Kiedyś trafiłam na lekturę, w której wyraźnie wyczuwało się odmienne style autorek i o ile jednej twórczość bardzo ceniłam, druga była mi obca i niestety nie wzbudziła mojej sympatii. Na pochwałę zasługuje także różnorodna kreacja bohaterów. Jedni budzili dobre emocje, inni wręcz nienawiść, zwłaszcza, że po bliższym poznaniu cała pozytywna otoczka opadała i ukazywała się prawdziwa twarz. 

Miłość, pożądanie, obsesje, sensacja, zamieszanie, bałagan, zdrada, tajemnice, kłamstwa, śmierć - ta kompilacja wciąga! Polecam :).

Recenzja powstała w ramach współpracy z portalem Bookhunter.pl.

piątek, 29 listopada 2019

Szczenięce lata jednego z najsłynniejszych psich bohaterów literackich - W. Bruce Cameron i jego cudna powieść "Był sobie szczeniak. Bailey".

Któż nie zna Baileya? Historia tego przesympatycznego psiaka podbiła serca zarówno czytelników, jak i kinomaniaków. Tym razem autor zaserwował jego historię z lat szczenięcych. 




Kiedy Bailey poznał ośmioletniego Ethana, wiedział, że to będzie więź na zawsze, na dobre i na złe, choćby nie wiadomo co się działo. Nie tylko bawił się z chłopcem, ale poznawał życie na famie, a czasem nawet broił. I jak to w przyjaźni bywa, czasem na horyzoncie pojawiają się trudne chwile, w których trzeba się wzajemnie wspierać. Bailey jako bystry czworonóg postawił sobie za cel obronę Ethana. Pytanie tylko, czy uda mu się ochronić chłopca przed naprawdę poważnymi kłopotami?


"Był sobie szczeniak. Bailey" to przepiękna historia o przyjaźni między człowiekiem a zwierzęciem. Autor ukazał nie tylko dobre chwile takiej relacji, które zostają zamknięte w księdze wspomnień jako te radosne, pełne szczęścia i uśmiechu. W. Bruce Cameron zawarł na kartach tej historii przesłanie - posiadanie zwierzęcia to nie tylko dobre strony. Bywają chwile trudniejsze, bowiem czy to pies, czy kot, czy też każdy inny domowy pupil, wszystkie te istoty potrzebują odpowiedniej opieki, a to nie zawsze jest łatwą sprawą. Posiadanie zwierzęcia ma swoje blaski, ale i cienie. Jak każde inne stworzenie ma swoje uczucia - niekoniecznie w takiej samej postaci, jak nasze, ludzkie. Opiekun, człowiek, przyjaciel takiej istoty musi pamiętać o odpowiedzialności. 

Szczenięce lata bohatera "Był sobie pies" rozczuliły moje serducho. Z jednej strony oczarowała mnie sama historia, z drugiej zaś w głowie gdzieś chowało się pytanie - jak wyglądało "dzieciństwo" naszego Pimpeusza? Adoptowaliśmy go już jako dorosłego psiaka, którego przeszłość nie była nikomu znana...

"Oto pełna ciepła ilustrowana opowieść dla dzieci o wesołych przygodach zabawnego psiaka, którego pokochał świat!"- z tym się nie do końca zgadzam! Nie tylko dla dzieci, nie tylko dla młodzieży, również i dla dorosłych, ba, wszystkich kochających psy! Choć muszę przyznać, że ta książka będzie idealnym prezentem dla najmłodszych, którzy marzą o czworonożnym przyjacielu. Pomoże im wiele spraw zrozumieć i przede wszystkim nie sprawi trudności w odbiorze, napisana jest bowiem naprawdę przystępnym językiem, zachowana w lekkim stylu. Święta lada moment, warto więc pomyśleć o takiej niespodziance pod choinką ;).

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

piątek, 22 listopada 2019

ŚWIĄTECZNE CZYTANIE: Terri Blackstock "Dosięgnąć świąt".


"Fanaberie starszej pani, gburowaty taksówkarz i zapracowana prawniczka.
Czy z tego układu wyniknie coś dobrego?"




Nieco zgorzkniały taksówkarz Finn Parrish w wyniku pewnych wydarzeń spędza cały dzień w klinice ze starszą panią poruszającą się na wózku. Kobieta cierpi na demencję. Na tyle przypomina mu jego matkę, którą pod koniec jej życia zawiódł, że postanawia staruszce pomóc. Z drugiej strony nie rozumie też, dlaczego rodzina kobiety nie interesuje się jej losem...


Sydney Batson obawia się o swoją posadę. W kancelarii adwokackiej, w której pracuje, zapowiadają się zwolnienia. Decyduje się na poprowadzenie pewnej nieczystej sprawy jako obrońca. Sfrustrowana i przepracowana prawniczka ma żal do siebie i do całej tej sytuacji, że nie ma nawet czasu, aby zapewnić opiekę dla babci...

Jak los pokrzyżuje drogi bohaterów? Co wyniknie z tej przeplatanki?


"Dosięgnąć świąt" to niewątpliwie nieszablonowy, nieprzeciętny, oryginalny romans z tematem świątecznym w tle. Autorka zaserwowała czytelnikom przeuroczą historię, która wywoła na ich twarzach uśmiech, rozbawi nie raz i nie dwa, ale i wzruszy, skłoni do przemyśleń, refleksji. Człowiek często kieruje się niewłaściwymi priorytetami w swoim życiu. Czasem nie ma okazji, aby to zauważyć. Autorka stara się zwrócić uwagę odbiorcy na to, co tak naprawdę w codzienności (przepełnionej często nieustającą gonitwą na szczyt) jest najważniejsze. Dzięki temu ten nieprzeciętny romans śmiało można określić jako życiowy, uniwersalny, idealny dla każdego i w każdym momencie.

Najnowsza książka Terri Blackstock została napisana w takim stylu, że właściwie czytelnik płynie przez jej karty, zatapiając się w tej prostej, ale jakże urokliwej powieści. Cała ta historia, dobrze wykreowani bohaterowie, spory ładunek emocjonalny przyciągają jak magnes. Lektura "Dosięgnąć świąt" właściwie od pierwszych stron powoli podbijała moje serce, by na koniec ono zapłakało - "Jak to, już koniec?!". Jestem zauroczona tą historią i bardzo się cieszę, że właśnie ją wybrałam na rozpoczęcie sezonu ze świątecznymi książkami.

Drodzy, ogromnie polecam Wam tę lekturę! Jestem przekonana, że jej treść Was nie zawiedzie. Przygotujcie sobie tylko kocyk, zaparzcie przepyszną herbatę lub przygotujcie coś słodszego, np. kakao, a potem już zatapiajcie się w treści książki. W takiej atmosferze będzie smakować jeszcze bardziej!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dreams.


niedziela, 17 listopada 2019

Thriller futurystyczny: Peter Høeg "Efekt Susan".


"Opowiesz jej o swoich największych tajemnicach"


Susan Svendsen posiada pewną wyjątkową umiejętność. Potrafi skłonić rozmówcę do wyjawienia swoich sekretów. Skłanianie ludzi do nieświadomego wyjawiania tajemnic i skrywanych myśli wykorzystywała przez wiele lat, jednak przyszła pora, kiedy ten dar zamienił się w ostatnią deskę ratunku dla niej i jej rodziny, grozi im bowiem więzienie.

Tajemniczy urzędnik państwowy składa Susan ofertę. Jedynym ratunkiem z tej sytuacji jest odnalezienie byłych członków Komisji Przyszłości, rzecz jasna ściśle tajnej. Kobieta ma wykorzystać swoje zdolności i dowiedzieć się od tych osób, co zawierał ostatni raport komisji. Sprawa jednak nie jest taka prosta, ponieważ ktoś bardzo potężny nie życzy sobie ujawnienia treści raportu. 

Na Susan czeka wiele trudności. Musi wykorzystać nie tylko swój dar, ale zarówno wiedzę, jak i szalone pomysły. Okazuje się bowiem, że sprawa nie jest taka prosta, a droga do rozwiązania śledztwa będzie bardzo kręta.

"Efekt Susan" to książka nietypowa. Pierwszy raz miałam do czynienia z thrillerem futurystycznym. Nie powiem, żeby stał się moim ulubionym rodzajem literackim, bo tak nie jest. Było to coś nowego, jednak jednorazowego. 

Po pierwsze, nie do końca pasowało mi zaserwowanie w tak dużym natężeniu przeszłości Susan, zwłaszcza, że przeplatanie jej z teraźniejszością wprowadzało w moich myślach trochę zamętu. Chwilami miałam problem z odnalezieniem się w tej całej sytuacji, w tym ciężkim, zawiłym śledztwie. Po drugie, zdarzały się momenty, że czułam się po prostu zmęczona lekturą. Nie wiem, czy to te opisy mnie tak znużyły, czy powolnie rozwijająca się akcja, przynajmniej na początku książki. Później, muszę przyznać, wydarzenia nabrały tempa. Wśród wszechobecnego chaosu zawsze to jakiś plus. Ach, jeszcze bohaterowie... Z nimi także nie poczułam chemii. Nie było tego czegoś...

Peter Høeg zaintrygował mnie pomysłem na zdolność wyciągania z ludzi sekretów. Ogólny zarys fabuły z okładkowego streszczenia również wzbudził moją ciekawość. Niestety zagłębienie się w lekturę i w szczegóły (niektóre z nich w sumie nic nie wnosiły, poza rozproszeniem uwagi) nie wzbudziło już we mnie tak pozytywnych emocji. Mnie "Efekt Susan" nie powalił na kolana, ale myślę, że niektórym czytelnikom może przypaść do gustu :).

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.