środa, 22 marca 2017

Herbaciany zakątek: O miłości do herbaty słów kilka. Rozdanie.

Hej! Na początku tego roku obiecałam Wam, że na blogu będą pojawiać się nowe cykle. O przyrzeczeniu rzecz jasna nie zapomniałam. W wolnych chwilach rozmyślałam nad poszczególnymi koncepcjami i cierpliwie wyczekiwałam momentu, w którym będę mogła zakasać rękawy i zabrać się do roboty. Niestety, nadal nikt nie wymyślił sposobu na rozciągnięcie doby, co pozwoliłoby nie tylko na wydłużenie dnia, ale i całych tygodni. Moich tygodni. Na szczęście, gdzieś pomiędzy obowiązkami, udało mi się wpleść prace nad nowym cyklem, no i oto z nim przybywam! Od dziś na blogu pojawiać się będą wpisy na temat HERBATY


Moja miłość do tego napoju rozwinęła się właściwie w okolicach końca gimnazjum i początku technikum. Wcześniej zadowalałam się zwykłą, czarną herbatą, nierzadko z dodatkiem cytryny i odrobiny cukru. W pewnym momencie poczułam jednak, jak to kobieta, chęć zmian. Zaczęłam więc próbować. Kupowałam coraz to nowsze smaki, odmiany i zaparzałam kubek za kubkiem. Jako tako wyrobiłam swój gust, aczkolwiek wciąż jeszcze wiele przede mną, szczególnie w przypadku herbat sypanych. 


Uzależnienie od herbaty postrzegam pozytywnie. Przecież to nie papierosy lub alkohol, które sprytnie degradują nasz organizm! Herbata pozytywnie wpływa na samopoczucie, pobudza dzięki teinie, a za sprawą teofiliny i teobrominy posiada właściwości moczopędne. Flawonoidy obniżają poziom cholesterolu we krwi, neutralizują wolne rodniki i działają przeciwrakowo. W napoju znajdziemy też sole mineralne, zasady purynowe, witaminę K. Właściwości herbaty odnalazły zastosowanie nie w przemyśle spożywczym, ale i kosmetycznym. 


Kiedyś nie przywiązywałam wagi do procesu parzenia, po prostu zalewałam torebkę i piłam w swoim tempie, czasem w ogóle nie wyjmując jej z kubka. Dopiero później zainteresowałam się tematem prawidłowego przygotowania herbaty, który przecież jest niezwykle ważny! I tak:
  • herbatę należy parzyć przynajmniej przez 2 minuty,
  • parzona mniej niż 3 minuty działa pobudzająco,
  • herbata parzona powyżej 5 minut pozwala się zrelaksować, przynosi ukojenie,
  • parzenie trwające kilkanaście minut może niekorzystnie wpłynąć na żołądek (podrażnia go), natomiast ma zbawienny wpływ na błonę śluzową jelit w trakcie biegunki.

Oczywiście są to ogólniki, ponieważ na rynku mamy dostępnych wiele różnych odmian herbat, zieloną, białą, czerwoną, yerbę itd. Każda z nich charakteryzuje się własnymi, specyficznymi cechami i wymaga właściwego dla niej traktowania. Tematy związane z poszczególnymi rodzajami herbaty będą poruszane w kolejnych postach, w których pojawią się także moje ulubione marki i smaki :). No a skoro jesteśmy już przy tym temacie... 

Przygotowałam dla Was HERBACIANY KONKURS!


Do wygrania jest 30 torebek herbat - 24 różnych smaków, 6 z nich jest zdublowanych. Co trzeba zrobić, aby zostać zwycięzcą? Wystarczy, że w komentarzu wyrazicie chęć udziału w konkursie, a także napiszecie, jaka herbata jest Waszą ulubioną i uzasadnicie swój wybór. Będzie mi bardzo miło, jeśli mnie zaobserwujecie na bloggerze i fb, a na swoim blogu/facebooku/instagramie umieścicie grafikę konkursową z linkiem do rozdania, ale nie jest to warunek konieczny. Czas na wzięcie udziału macie do 15.04.2017 r. do godziny 23:59. Zgłoszenia po tym terminie nie będą brane pod uwagę. W ciągu kilku dni zostaną ogłoszone wyniki. Organizatorem konkursu oraz fundatorem nagrody i jej wysyłki jestem tylko i wyłącznie ja. 

Życzę powodzenia! Karolina :).

Zdjęcia zamieszczone w poście, poza grafiką konkursową, zostały pobrane z serwisu Pixabay.

niedziela, 12 marca 2017

Pyszne ciacho z kremem - jagielnik Raffaello.

Smaczne ciasto na weekend to w niektórych domach sprawa obowiązkowa. Mimo wielkich chęci, nie zawsze mam czas na upichcenie czegoś w piątek. Ostatnio udało mi się wygospodarować kilka chwil na kuchenne przyjemności. Po udanym, pierwszym podejściu do jaglanego Raffaello, postanowiłam okrągłe kulki zastąpić całym ciastem. Niestety, nie jest to wersja fit - sporą część stanowi krem, bez którego moja druga połówka raczej nie skosztowałaby tych pyszności.


SKŁADNIKI:
  • 1 szklanka surowej kaszy jaglanej (około 2 torebki),
  • 2 szklanki wrzątku,
  • 2 szklanki wiórków kokosowych,
  • 1,5 szklanki podgrzanego, ciepłego mleka,
  • 3-4 łyżki cukru trzcinowego,
  • 350 g śmietanki 30-36%,
  • 1,5 opakowania mascarpone,
  • 3 tabliczki białej czekolady,
  • wiórki do dekoracji.

PRZYGOTOWANIE:

1. Do garnuszka wrzucamy kaszę jaglaną, chwilę podprażamy, stale mieszając. Ostrożnie zalewamy wrzątkiem i gotujemy do miękkości, aż kasza wchłonie wodę.
2. Kaszę zalewamy mlekiem, dodajemy wiórki i cukier. Gotujemy od 3 do 5 minut, najlepiej do wchłonięcia płynu.
3. Ostudzoną masę blendujemy, przekładamy do wyłożonej papierem blachy i dobrze ugniatamy. Forma ląduje w lodówce.
4. Przygotowujemy krem! Śmietanę wrzucamy na pięć minut do zamrażarki. W tym czasie możemy rozpuścić w kąpieli wodnej czekoladę.
5. Wyciągamy śmietankę, ubijamy w wysokim naczyniu, łączymy z mascarpone i dokładnie mieszamy. Dokładamy czekoladę, jeszcze kilka ruchów mikserem do osiągnięcia jednolitej masy i gotowe! Można wykładać na jaglany spód :). Wierzch posypujemy wiórkami kokosowymi.
6. Ciasto powinno poleżeć w lodówce kilka godzin, a najlepiej jest zostawić je tam na noc.


Muszę przyznać, że ciacho wyszło naprawdę niezłe, szybko znika z foremek :). Następnym razem planuję wykorzystać mleczko kokosowe zamiast krowiego, a cukier trzcinowy chcę zastąpić ksylitolem. Dajcie znać, czy Wy kiedyś przygotowywaliście ciasto Raffaello! Przesyłam buziaki, Karolina.

wtorek, 7 marca 2017

Listów moc... "Biuro przesyłek niedoręczonych".

Nowy rok rozpoczęłam od utrzymanej w świątecznym klimacie, polskiej lektury autorstwa Nataszy Sochy. Książkę "Biuro przesyłek niedoręczonych" kupiłam jeszcze w listopadzie, z nadzieją, że zdążę ją przeczytać przed Bożym Narodzeniem. Na co ja liczyłam?! Cóż, choć nie udało mi się dodatkowo nastroić tą powieścią, to zdecydowanie przedłużyła mi ona okres świąteczny. 


Zuzanna po przeprowadzce do nowego mieszkania, z daleka od rodzinnego domu, podjęła pracę w pewnym biurze. Jej zadaniem była segregacja listów i paczek, które z jakichś powodów nie docierały do adresatów. Tam też poznała Milę, bardzo życzliwą kobietę, z którą lubiła współpracować. Do biura trafiały różne przesyłki, a wśród nich znalazły się koperty pewnych dwóch nadawców. Kobieta i mężczyzna, których los niegdyś nieoczekiwanie postawił na swej drodze, przez 38 lat nie mogli się ze sobą spotkać... Zuzanna i Mila postanowiły więc wziąć sprawy w swoje ręce, ratując przy okazji świąteczne marzenia kilku innych osób...


Początkowo miałam problem z przebrnięciem przez tę książkę. Jakoś szło mi to czytanie, ale bez większych ochów i achów. W wolnej chwili wracałam do lektury, aczkolwiek bez niepohamowanego zapału. Po prostu, przechodziłam przez kolejne strony, czasem wciągając się troszeczkę bardziej, a czasem nie odczuwając nic konkretnego. Poznałam bohaterów, ich zajęcia, relacje z innymi ludźmi... Akcja zdawała mi się momentami dość przewidywalna, a nazbyt poplątane losy bohaterów odrobinę przekoloryzowane. Za dużo coś mi było tych zbiegów okoliczności! Na szczęście końcówka okazała się być totalnym zwrotem akcji. Zapomniałam o tym, co denerwowało mnie w tej lekturze i w końcu zatopiłam się w losach bohaterów tak, jakbym ja sama uczestniczyła w opisywanych przez autorkę wydarzeniach. Wszystkie tajemnice zaczęły się rozwiązywać. Niektóre motywy zawarte w powieści były dla mnie oczywistością, na szczęście kilku wątkom udało się wzbudzić moje zaskoczenie, ba, nawet i wzruszenie! 

Plusem tej lektury, oczywiście poza kuszącą okładką, był wątek listów. Ile ludzi dziś decyduje się na tradycyjną korespondencję? W dobie tak zaawansowanej technologii, międzyludzka komunikacja tekstowa ogranicza się praktycznie do stosunkowo krótkich wiadomości, wysyłanych drogą elektroniczną. Komputery i smartfony zastępują pióro i papier. Ludzie zapominają o wyjątkowym charakterze ręcznego pisania długich listów. Lektura na szczęście przywołuje magię tego rytuału, co mnie ucieszyło, gdyż bardzo sobie cenię uroki korespondencji tradycyjnej. Wciąż piszę ręcznie z niektórymi osobami, wybór papeterii i dodatków sprawia mi wiele przyjemności! A listy potrafią zdziałać cuda...

Podsumowując, książka z jednej strony jest ciepłą, świąteczną, nieco fantazyjną historią, z drugiej zaś opowieść ta bywa momentami dość przewidywalna. Najważniejsze, aby wyciągnąć z tej historii jeden wniosek - dobro ludzkie istnieje, czasami chowa się głęboko w sercu pod przykrywką ironii, sarkazmu i oschłości, a niekiedy wypisane jest po prostu na twarzy. Lektura momentami wprowadza nostalgiczny nastrój, zmusza do refleksji. W pewnym stopniu to wzruszająca opowieść, w której podkreślono siłę przyjaźni, miłości, poniekąd i przebaczenia. Szkoda tylko, że nie całość książki, a jedynie jej część pozwoliła mi w pełni cieszyć się czytaniem, śledzeniem losów bohaterów i jednoczesnym ich przeżywaniem... Pozdrawiam, Karolina.

piątek, 3 marca 2017

Yankee Candle: Wosk Lovely Kiku.

Bardzo cenię sobie kwiatowe zapachy. Przypominają mi miłe, przyjemne chwile i z reguły kojarzą się z ciepłymi miesiącami. Poza tym każda kobieta lubi być rozpieszczana kwiatami, przy czym oczywistą sprawą jest, że żaden facet nie będzie wręczać nam codziennie kolorowych bukietów. My same również możemy sprawić sobie trochę takiej przyjemności - wystarczy sięgnąć po wosk Yankee Candle LOVELY KIKU dostępny na Goodies.pl.


Lovely Kiku to wspaniała, odświeżająca i nieco azjatycka kompozycja zapachowa, w której zawarto kilka aromatycznych nut. Pierwsze skrzypce w tej mieszance gra chryzantema, którą Japończycy określają jako "kiku". Kwiat ten jest mniej znanym, ale istotnym symbolem kraju. Okres jego kwitnięcia, czyli wrzesień, często nazywany jest "miesiącem chryzantem". W wosku zawarto także nuty kwiatu wiśni, które wprost uwielbiam. Całość okraszona jest słodką wanilią, co w ostateczności tworzy kobiecą mieszankę.


Tartaletka po rozpaleniu uwalnia intensywne zapachy, co sprawia, że wosk jest wydajny. Już niewielka jego część wystarczy, aby otulić mieszkanie przyjemnymi aromatami. Uważajcie z dawkowaniem, przy zbyt dużym kawałku łatwo zafundować sobie ból głowy :). Pozdrawiam serdecznie, Karolina.

czwartek, 2 marca 2017

Yankee Candle: Wosk Sunset Breeze.

Choć nawet jeszcze dobrze nie rozpoczęła się wiosna, to muszę przyznać, że w ciągu kilku ostatnich dni zdarzało mi się rozpamiętywać okres wakacji. Chyba brakuje mi letniego urlopu :). Z pomocą na ukojenie tych małych tęsknot przyszedł wosk SUNSET BREEZE, który zamówiłam od razu, kiedy na stronie sklepu Goodies.pl pojawiła się kolekcja Q3 2016 WARM SUMMER NIGHTS.


Wosk pochodzi z rześkiej linii Yankee Candle z serii Classic. Wybierając tę tartaletkę możemy być pewni, że przeniesie nas do tropikalnej krainy pełnej zapachu soczystych owoców - świeżego mango, ananasa... Słodką, egzotyczną kompozycję dopełniają piżmowe nuty.  Całość tworzy wspaniały, wakacyjny klimat. W głowie pojawiają się wizje letniego spaceru nad morzem, co też sugeruje obrazek zamieszczony na etykietce wosku. Muszę przyznać, że jest to bardzo udana kompozycja zapachowa. Podbija serce od pierwszych chwil po rozpaleniu w kominku. Intensywna, a co za tym idzie wydajna - ćwiartka wystarczy, aby wypełnić większy pokój cudownym aromatem. Ja Sunset Breeze mówię zdecydowane TAK!

Kto z Was tęskni za wakacjami ;)? Jaki zapachy wybieracie w takich chwilach? Czekam na komentarze, buziaki, K.