wtorek, 21 lutego 2017

Kringle Candle: Wosk Pumpkin Latte.

Kiedy wstaję rano i jedyne, co widzę za oknem, to przecudowna szarość, od razu wiem, że dnia bez kawy na pewno nie przetrwam. Zwykle przygotowuję w naszym ekspresie ulubioną latte i ruszam do boju z obowiązkami. Prócz wybornego smaku, cenię sobie również zapach kawy. Bardzo się więc ucieszyłam, gdy już jakiś czas temu na stronie Goodies.pl wśród wosków Kringle Candle znalazłam PUMPKIN LATTE


Produkt to nic innego, jak połączenie zapachów aromatycznej dyni, ciepłego mleka i słodziutkiej wanilii. Wosk pozwolił mi na powrót do tej przyjemnej i magicznej chwili, kiedy pierwszy i właściwie jedyny raz w życiu delektowałam się dyniową kawą. Pumpkin Latte świetnie sprawdzi się w chłodniejszym okresie, ale też bardzo fajnie wpasuje się w klimat Bożego Narodzenia. Zapach jest intensywny, co właściwie mi odpowiada biorąc pod uwagę nasz metraż. Kringle są bardzo aromatyczne, szczególnie w porównaniu z produktami Yankee Candle, co do tego absolutnie nie mam wątpliwości. Wosk fajnie dzieli się na 5 części, z których każda cieszy nos przez co najmniej 4-5 godzin. 

Lubicie kawowe aromaty? Jeśli tak, koniecznie wypróbujcie Pumpkin Latte :). Buziaki, Karolina.

niedziela, 19 lutego 2017

Yankee Candle: Wosk Festive Cocktail.

Cześć! Jak mija Wam niedzielne popołudnie :)? U nas błogi relaks, oczywiście w zapachowej otoczce. Trochę świątecznej, bo dziś w naszym mieszkaniu króluje FESTIVE COCKTAIL, zapach z kolekcji HOLIDAY PARTY, którą swego czasu nabyłam na stronie sklepu Goodies.pl.


Produkt pochodzi ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Według obietnic producenta ma odzwierciedlać tartę wypełnioną górskimi jagodami w towarzystwie aromatu sosnowych gałązek. Jak to jest w praktyce? Wosk owszem, cieszy nos owocowymi nutami, jednak mam wrażenie, że czasem bliżej im do malinowej herbatki. Leśne sosenki są odczuwalne, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu. Ogólnie produkt po rozpaleniu stwarza taką miłą, ciepłą, domową atmosferę, która przecież jest przeważającą częścią świąt. Wosk, oczywiście poza okresem Bożego Narodzenia, sprawdzi się też dobrze podczas chłodnych, ciemnych, zimowych wieczorów. Takich, jak dziś :). Intensywność można regulować poprzez wielkość kawałków, jakie wrzucacie do kominka. Skusicie się?

Lecę odpocząć przed poniedziałkiem... Nawet nie wiecie, ile rzeczy mam wpisanych na nowy tydzień w kalendarzu! Trzymajcie za mnie kciuki, żebym przypadkiem nie wybuchnęła :P. Ściskam, Karolina.

poniedziałek, 13 lutego 2017

LOVE? BIOLOVE!

Witam Was serdecznie! Dziś przygotowałam wpis głównie dla damskiej części obserwatorów, choć panowie również mogą go prześledzić, np. w poszukiwaniu inspiracji na prezent dla swojej drugiej połówki :). Nie owijając w bawełnę - chciałabym podzielić się z Wami moim niedawnym odkryciem, czyli kosmetykami naturalnymi polskiej marki BIOLOVE


Produkty BIOLOVE pierwszy raz w oko wpadły mi przypadkiem, kiedy przekopywałam sieć w poszukiwaniu opinii na temat godnych uwagi świec do masażu. Wspaniałe, zgrabne opakowania oraz ich niezwykle przyjazny design momentalnie wpadły mi w oko. Postanowiłam więc odnaleźć sklep posiadający w swojej ofercie właśnie te kosmetyki. Z żalem dotarłam do informacji, z których wynikało, że interesujące mnie produkty można dostać tylko i wyłącznie w drogeriach Kontigo, znajdujących się w Warszawie i jej okolicach (np. w Piasecznie). Pomyślicie - co za problem, przecież istnieje wysyłka. No niestety, na chwilę obecną Kontigo nie posiada sklepu online i nie prowadzi sprzedaży wysyłkowej, jednak w przyszłości ma się to zmienić :). Jak więc nabyłam swoje kosmetyki? Na szczęście okazało się, że mój tata wybierał się do Warszawy i mógł pomóc mi w nabyciu tych magicznych słoiczków... Zrobiłam więc małą listę i powiedziałam, co i jak. Muszę przyznać, że los okazał się być łaskawy nie tylko w związku z wyjazdem taty, ale i z cenami! Ku mojej radości masła i musy były w promocji, a ponadto tata dostał 15 % rabatu. Takie zakupy to ja rozumiem :). Mój pierwszy raz z BIOLOVE postanowiłam okrasić na próbę pięcioma kosmetykami z różnych kategorii. W przepięknie zapakowanej torebce znalazły się: 

1. Masło do ciała ZIELONA HERBATA - produkt stworzony na bazie masła shea, wzbogacony o zimnotłoczony olej arganowy. 



2. Mus do ciała BROWNIE Z POMARAŃCZĄ - kosmetyk o lekkiej konsystencji, którego zadaniem jest idealne nawilżenie ciała.



3. Mus do ciała CIASTECZKO - mus zawiera naturalne olejki i ekstrakt z kakaowca, co ma na celu nie tylko nawilżenie, ale i ujędrnienie oraz wyrównanie koloru skóry.



4. Peeling do stóp ZIELONA HERBATA - naturalny peeling wspomoże wygładzenie skóry stóp dzięki złuszczeniu martwego naskórka.



5. Świeczka do masażu POMARAŃCZOWO-WANILIOWA - intensywnie nawilżający i regenerujący produkt zawierający masło shea i olej kokosowy.



Kosmetyki nie zawierają silikonów, parabenów i konserwantów. Właśnie jestem na etapie wykańczania kilku starych balsamów i już za chwilę zabiorę się za wypróbowanie tych perełek. Na samą myśl jestem niezwykle podekscytowana! Na blogu na pewno pojawią się opinie na temat każdego z tych produktów. Czekajcie cierpliwie ;). Przesyłam buziaki, Karolina.

sobota, 11 lutego 2017

Fit śniadanie - zapiekana kasza jaglana z jabłkami.

Cześć Kochani! Mamy weekend, a co za tym idzie więcej czasu na przygotowanie smacznego śniadania. W tygodniu różnie z tym bywa, za to sobotnie i niedzielne poranki zdecydowanie należą do tych, kiedy budzi się we mnie kulinarna wena twórcza. Niedawno po raz pierwszy skorzystałam z przepisu znalezionego na blogu My Chcemy Jeść i od tamtej chwili dość często do niego wracam. Oczywiście podkusiło mnie, aby nanieść delikatne zmiany - jedna podyktowana była brakiem konkretnego produktu, druga własnym widzimisię.


Składniki:
  • 100 g surowej kaszy jaglanej,
  • 2 duże jabłka,
  • 1 łyżka miodu,
  • 1 łyżeczka cukru wanilinowego,
  • 1 czubata łyżeczka cynamonu,
  • garść posiekanych orzechów włoskich + kilka całych do dekoracji,
  • garść migdałów w płatkach.
Przygotowanie:

1. Kaszę gotujemy według przepisu. Odcedzoną z wody wrzucamy do miseczki i dodajemy miód, cukier wanilinowy i cynamon. Mieszamy.
2. Jabłka obieramy ze skóry i ucieramy na tarce o grubych oczkach. Dodajemy do kaszy.
3. Posiekane orzechy włoskie oraz migdały wrzucamy do miski i wszystko razem dokładnie mieszamy.
4. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Kokilki lub inne naczynka żaroodporne wypełniamy masą z kaszą. Na wierzch rzucamy kilka całych orzechów oraz posypujemy migdałami w płatkach. Wrzucamy na 20 minut do piekarnika. 
5. Po wyciągnięciu warto chwilę odczekać do lekkiego ostudzenia, wtedy śmiało można zabierać się za degustację :).


Jaglanka w tej wersji smakuje bardzo dobrze zarówno na ciepło, jak i na zimno. Z powodzeniem nada się również na drugie śniadanie w pracy czy w szkole. Miłośnicy czekoladowych klimatów mogą posypać ją z wierzchu rozpuszczalnym kakao. Dla niektórych ciekawym rozwiązaniem będzie wkrojenie do masy banana, jednak ta opcja nie do końca przypadła mi do gustu. Być może gdybym zrezygnowała przy tym z jabłka, smakowałoby lepiej. Pozostaje mi więc przetestować ten i wariant :P. A Wy dajcie znać, jak zapatrujecie się na ten przepis! Życzę smacznego i do następnego. Karolina.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Zimowe fotografie - mróz, mróz i jeszcze raz mróz.

Cześć Wszystkim! Nawet nie wiecie, co ze mnie za ofiara losu :P. Post miał pojawić się już w weekend, jednak przez swoje roztrzepanie nie udało dopełnić mi się tej przyjemności. Wyjeżdżałam do rodziców i w ostatniej chwili podjęłam decyzję, żeby wziąć innego, mniejszego laptopa. Zupełnie zapomniałam o tym, że na pierwszym miałam cały materiał zdjęciowy... Na szczęście w końcu mam wszystko, czego mi potrzeba! Zapraszam na szybki wpis :).


W środę ostro przymroziło, co nie umknęło mojej uwadze. Kiedy wracaliśmy ze sklepu, nie mogłam się nasycić widokami zza szyby samochodu. Choć przemarzłam do szpiku, dzielnie ruszyłam z Adasiem na spacer, oczywiście z aparatem w torbie. Gdy tylko doszliśmy do zaśnieżonej i zmrożonej łąki, natychmiast chwyciłam za sprzęt i dałam się ponieść chwili... Efekty możecie zobaczyć poniżej :).














Choć panująca aktualnie pora roku daje czasem popalić, to powiedzcie, jak tu jej nie kochać za takie widoczki? Jeśli lubicie zimowe zdjęcia, zapraszam Was do archiwalnego wpisu "Zimowe kadry...", który powstał rok temu. To co? Czas na ciepłą herbatkę :)! Buziaki, Karolina.