poniedziałek, 2 września 2019

KOMIKS: Aaron Blabey "Bad Guys. Ekipa Złych Odcinek 2".

Ekipa Złych ponownie w natarciu! Czas zrealizować kolejne dobre uczynki. Tym razem ekipa będzie ratować 10 tysięcy kurcząt, które zostały uwięzione w nowoczesnej fermie. Sprawa nie jest taka prosta, bowiem klatki zabezpieczone są najlepszym na świecie laserowym systemem bezpieczeństwa. Takie Alcatraz dla kurcząt. Ktoś musi podjąć się misji uwolnienia ptaszków, pytanie tylko kto - WILK, REKIN, PIRANIA, a może WĄŻ? Ale zaraz... Wąż znany jest akurat jako Połykacz Kurcząt... Nie brzmi to dobrze. 

Czy ta niezwykle trudna misja zakończy się pomyślnie? Czy nietuzinkowi bohaterowie poradzą sobie z nowym zadaniem?


Kochani, pora przygotować się na sporą dozę rewelacyjnego humoru. Wybuchy śmiechu gwarantowane. Uwielbiam te jakże pozytywne komiksy z serii Ekipa Złych. Tym razem do załogi dołącza PTASZNIK, z jednej strony ma im pomóc swoimi zdolnościami hakerskimi, z drugiej zaś rodzi się problem u REKINA - okazuje się, że cierpi na arachnofobię! To nie będzie łatwa misja. Grunt to dążyć do wyznaczonego celu, z determinacją pokonywać trudności, współpracować i przede wszystkim nie poddawać się.



Komiks będzie stanowić świetną rozrywkę zarówno dla młodych czytelników, jak i pozwoli na chwilę oderwać się od rzeczywistości starszym odbiorcom :). Polecam!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

piątek, 30 sierpnia 2019

Kryminał medyczny - Ambrose Parry "I sprawisz, że wrócę do prochu".


Edynburg, 1847. Miasto medycyny, mamony i morderstw.




Na Starym Mieście dochodzi do makabrycznych wydarzeń. Na młode kobiety czyha morderca.

Na drugim końcu miasta studiujący medycynę, młody i ambitny Will Raven rozpoczyna współpracę z doktorem Simpsonem. Zostaje asystentem tego jakże znanego i błyskotliwego lekarza, u którego leczą się mieszkańcy wywodzący się zarówno z najbogatszych, jak i najuboższych kręgów. Nietypowy dom Simpsona staje się miejscem eksperymentów związanych z anestezją, nową dziedziną wciąż rozwijającej się medycyny. Will w domu doktora poznaje Sarę Fisher - pokojówkę i pielęgniarkę. Kobieta z dystansem podchodzi do asystenta Simspona, gdyż kierując się swoją intuicją wie, że nie może odnosić się do niego przychylnie. Jest równie inteligentna co przybysz, jednak nie ma tego szczęścia, aby móc studiować medycynę. Zarówno Sara, jak i Will mają swoje podejrzenia co do wydarzeń w Edynburgu. Każde z nich ma powody, aby po swojemu zbadać tę sprawę. Podejrzane zgodny wciągają ich w naprawdę mroczny półświatek, z którego wydostanie się żywym będzie możliwe tylko dzięki pokonaniu różnic, jakie ich dzielą...

"I sprawisz, że wrócę do prochu" to książka, która skusiła mnie piękną, cieszącą oko okładką, a zatrzymała intrygującą historią. Muszę przyznać, że bardzo, ale to bardzo nastawiłam się na stricte kryminał. Czy faktycznie otrzymałam dozę odczuć z nim związanych? Nie do końca, autor bowiem łączy w swej książce kryminał, powieść historyczną, medyczną i obyczajową. Mieszanka ta daje naprawdę przyjemną w odbiorze lekturę, jednakże spektakularnych wrażeń (poza wątkami związanymi z ówczesnymi praktykami medycznymi) ciężko uświadczyć. Czasami zapominałam wręcz, że przecież trzeba rozwiązać zagadkę tajemniczych morderstw... Akcja toczy się dość wolno, to absolutnie nie udręczyło to mej czytelniczej duszy. Mogłam dłużej cieszyć się klimatycznym, mrocznym Edynburgiem i wspomnianymi wątkami związanymi z medycyną, które niejednokrotnie przerażały i wywoływały ciarki na mojej skórze.

Książka urzekła mnie oddaniem specyficznego klimatu dawnych lat. Przeszłości, w której medycyna dopiero się rozwijała, społeczeństwo było wyraźnie podzielone, a biedniejsi nie mieli raczej możliwości, aby zapewnić sobie perspektywy na przyszłość. "I sprawisz, że wrócę do prochu" to zdecydowanie godna uwagi książka, którą mogę Wam polecić :).

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

środa, 28 sierpnia 2019

Na długo zostanie w pamięci - Dorota Pasek "Dziewczyna od trawnika".

Adam jest biznesmenem, a wiadomo, jak wygląda życie pracujących w ten sposób - nieustający pęd, masa spraw na głowie, praktycznie brak czasu dla siebie, zwłaszcza na niosący przyjemność relaks. Pewnego dnia zaskakuje wszystkich i kupuje nad jeziorem dom z ogrodem, o który musi ktoś zadbać. Adam potrzebuje ogrodnika lub ogrodniczki.

Maria kiedyś mieszkała w mieście, jednak nie lubi wspominać tego okresu. Od dwóch lat cieszy się życiem na wsi. Docenia uroki natury i zapach skoszonej trawy. Brzmi jak idealna kandydatka do pracy w ogrodzie biznesmena? Nie mylicie się. 

W pewien wiosenny poranek oboje spotykają się na tarasie - Maria ubrana w robocze ogrodniczki i zaspany Adam w bokserkach. Pierwsze wrażenie? Zabawny bufon i trochę zadziorna kobieta. Cóż, pierwsze wrażenie nie zawsze jest właściwe ;).


"Dziewczyna od trawnika" trafiła w mój gust, zdecydowanie. I choć nie zawsze było w tej historii kolorowo - wbrew pozorom nie jest to lekki romans w przyjemnych okolicznościach przyrody - to jestem jak najbardziej zadowolona. Autorka poruszyła kilka trudnych, życiowych tematów. Jedną z takich kwestii jest żałoba po kimś, kto był nam bliski. Osoby przeżywające ten stan muszą mierzyć się z chwilami pełnymi bólu. Ciężko jest po takiej stracie stanąć na nogi, rozpocząć kolejny etap. 

Zarówno Marysia, jak i Adam wiele w życiu przeszli. On próbował naprawić błędy, o które się obwiniał, choć tak naprawdę nie był za nie odpowiedzialny. Co więcej, czuł się jak czarna owca w swojej rodzinie, jak piąte koło u wozu. Ona również chciała zapomnieć o swojej przeszłości, dlatego też uciekła z miasta. Początkowo Marysia i Adam darli przysłowiowe koty, jednak z czasem ich relacja zaczęła się zmieniać. Napięcie wzrastało, choć nie brakowało przy tym bólu i powracających demonów z przeszłości. Życie może wypaść z rąk, posypać się niczym piach i choć poskładanie tego wszystkiego na nowo nie jest łatwe, to nie jest też niewykonalne.

Drodzy, polecam Wam tę emocjonalną powieść! To druga powieść Doroty Pasek, którą przeczytałam z przyjemnością (recenzja pierwszej - KLIK).


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.


wtorek, 27 sierpnia 2019

Tego nie można przegapić - Bożena Kraczkowska "Operacja Dexter".


"Kiedy pies przywiązuje się do człowieka, ta miłość jest na zawsze..."




Pewnego zimowego wieczora dziewięcioletni chłopiec dokonuje pewnego odkrycia. Antoś znajduje pod śmietnikiem szczeniaczka. Zabiera zmarzniętego czworonoga do domu, gdzie okazuje się, że to suczka charta. Rodzice nie tryskają radością na wieść o nowym lokatorze, jednak Marcelka, bo takie imię otrzymuje psina, ekspresowo podbija serca dominików i staje się prawowitym członkiem rodziny. Wśród swoich czuje się bezpiecznie, dostaje ciepłą poduszkę, dużo miłości, na zewnątrz zaś zawiera psie przyjaźnie, m.in. z amstaffem Dexterem, z którym, po namowach taty Antka, rozpoczyna szkolenie w elitarnej szkole dla inteligentnych psiaków. Z czasem okazuje się jednak, że treningi są tylko przykrywką dla nielegalnej działalności. Przestępcy nie chcą szkolić psów dla ich rozwoju, nabycia dobrych manier czy dla zabawy. Oni chcą wykorzystać je do swoich brudnych interesów i walk psów... Czy uda się uniknąć tragedii?

"Operacja Dexter" to rewelacyjna, wartościowa książka, która właściwie od pierwszych stron podbiła moje serce. Może w tej opinii zabraknie nutki obiektywizmu, ale po prostu obecność psich przyjaciół we wszelkiego rodzaju powieściach od razu wpływa pozytywnie na moje odczucia. Książka pani Bożeny Kraczkowskiej adresowana jest teoretycznie do młodszych czytelników, powiedziałabym młodzieży, ale nie stoi to oczywiście na przeszkodzie, aby starsza grupa odbiorców odnalazła w tej historii coś dla siebie. 

Autorka porusza temat, z którym nie spotkałam się do tej pory w literaturze. Nielegalne walki psów budzą we mnie, w osobie, której los zwierząt nie jest obojętny, nieprzyjemne odczucia. Na samą myśl, że jakakolwiek bezbronna istotata traktowna jest w tak brutalny sposób, mam na ciele dreszcze! Tutaj autorka serwuje ważną lekcję, choć dla wielu pewnie oczywistą - pies, kot, chomik - jakiekolwiek nie byłoby to zwierzę, należy mu się godziwe, pełne miłości traktowanie, szacunek. Zwierzęta potrafią kochać bezwarunkowo, dlatego też człowiek nie może ich zawieść! Nie każdy powinien decydować się na opiekę nad czworonogiem, to nie zabawka, którą można odrzucić w kąt w chwili, kiedy się znudzi. To nie tylko ostrzeżenie dla nieodpowiedzialnych ludzi, ale i treść, która młodszym czytelnikom w pewnym stopniu może uświadomić, jak wiele trzeba włożyć serca w relację ze zwierzakiem i opiekę nad nim. 

"Dla psa jesteś jak Bóg: możesz mu stworzyć niebo lub piekło. Co wybierasz?"

Ucieszyłam się, gdy w książce pojawił się temat schroniska - jeden z psich bohaterów pochodził właśnie z takiego miejsca. Nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś świadomie kupuje psiaka ze sprawdzonej, odpowiednio certyfikowanej hodowli, takie miał marzenie, takiego konkretnego przyjaciela chce pod swoim dachem, rozumiem, jednak największą radość przynoszą mi adopcje zagubionych duszyczek! Schronisko odwiedzałam wiele razy - na spacerach zapoznawczych z moim najukochańszym sieściuszkiem i podczas zawożenia darów. Te psiaki czekają na pomoc człowieka. Dobrze, że autorka wplotła temat adopcji na karty swojej powieści.

"Operację Dexter" polecam z całego serca. Ta wartościowa powieść, która niejednokrotnie budzi uśmiech i wzrusza. Choć niektóre fragmenty powodowały, że przepełniał mnie smutek, żal, niemoc w związku z nielegalnym interesem "szkółki" dla psiaków, to zakończenie i wspaniali, świetnie wykreowani bohaterowie zrekompensowali te mniej przyjemne odczucia. Idealnym dopełnieniem treści są wspaniałe ilustracje, pobudzające dodatkowo wyobraźnię.

Recenzja powstała w ramach współpracy z portalem Bookhunter.pl.


piątek, 23 sierpnia 2019

MUST READ: Garth Stein "Sztuka ścigania się w deszczu".

Enzo, przesympatyczny i inteligentny psiak, jest pewien, że w kolejnym wcieleniu przyjdzie na świat jako człowiek. Aby przyszłość była łatwiejsza, już od lat szczenięcych starannie i przenikliwie obserwuje otoczenie, ludzi i ich zachowania. Chce być przygotowany na każdą ewentualność. To mądry zwierzak, potrafi wyciągać naprawdę błyskotliwe wnioski i zadziwiające spostrzeżenia na temat świata. Z jego panem, Dennym, łączy go wyjątkowa więź. Mężczyzna jest dla niego wzorem do naśladowania, postrzega go jako wspaniałego męża, kochającego ojca i przede wszystkim przyjaciela, osobę, której można zaufać. Dla takiej rodziny można zrobić wszystko i Enzo doskonale o tym wie. Zwłaszcza w chwili, gdy dochodzi do tragedii, w wyniku której żona Denny'ego umiera, a jego prawa do opieki nad córką wiszą na włosku... Enzo staje na gotowości. Musi pomóc swojemu załamanemu panu. Musi przypomnieć mu, a właściwie uświadomić, co w życiu liczy się najbardziej, co jest najważniejsze. 


Po "Sztukę ścigania się w deszczu" sięgnęłam głównie dlatego, że skusiła mnie w tej historii obecność psiaka - narratora, a wielokrotnie mogliscie już zauważyć, że jestem totalną psiarą. Czułam, że nie będę żałować tej decyzji, ba, byłam wręcz pewna, że czeka mnie wspaniała lektura. Nie pomyliłam się.

Obecność zwierząt na kartach powieści, analizując moje czytelnicze doświadczenia, zawsze była związana z wartościową treścią. Zwierzęta pokazują człowiekowi lepszą stronę życia. Tak właśnie było w przypadku tej błyskotliwej, wzruszającej, refleksyjnej, nieco słodko-gorzkiej książki. Ludzie bardzo często nie zauważają tego, co mają, a co jest naprawdę ważne jest w ich życiu. Robią to, co należy, zamiast okazywać emocje takimi, jakimi faktycznie one są. I choć może się wydawać, że takie psie rozważania są infantylne, to wierzcie mi, że gdyby każdy pomyślał w tym samym kierunku, świat mógłby być lepszy. Moje serce pokochało Enzo w każdym calu. Zauważał on, jak ważna jest rodzina, wzajemny szacunek, zaufanie. Psiaki uczą przede wszystkim bezwarunkowej miłości - główny bohater to jej idealny przykład. Oczywiście powieść ta nie jest w całości jednym wielkim rozważaniem na temat wartości. W spostrzeżeniach Enzo i ogólnie w treści książki znajdziemy wiele akcentów humorystycznych. Są złe, ale i dobre chwile w życiu psiaka i jego rodziny. Nic tu nie jest wyidealizowane, wszyscy tak jak w prawdziwym życiu muszą się zmierzyć z przeciwnościami, jakie przygotował dla nich los. O to, co się kocha, co jest dla nas ważne, trzeba niekiedy zawalczyć. Najgorsze, co można zrobić, to się poddać.

"Sztuka ścigania się w deszczu" to wspaniała pozycja dla każdego, nie tylko dla miłośników psów czy zwierząt w ogóle. Powieść doczekała się ekranizacji, którą muszę koniecznie zobaczyć (choć nie powiem, obawiam się tych rwących potoków łez w kinie!!!). Drodzy, tę wspaniałą książkę polecam Wam bez najmniejszego wahania :)! Idealna dla każdego, na każdą okazję, na każdy czas.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

niedziela, 18 sierpnia 2019

PRZEDPREMIEROWO: W. Bruce Cameron "Był sobie pies 2".

Psiak Bailey, znany z hitu "Był sobie pies", wiele w swoim życiu przeszedł. Odradzając się w różnych psich wcieleniach poznał nieco otaczający go świat i doskonale zdawał sobie sprawę, że jego żywot ma sens tylko u boku ukochanego, zaufanego człowieka, dla którego będzie wiele znaczył i dla którego zrobi wszystko. Tym razem na swej drodze spotyka małą Clarity June. Dziewczynka spędza lato na farmie, gdzie kumpluje się z Koleżką (tak właśnie teraz nazywa się kolejne wcielenie Bailey'a). Niestety, matka Clarity zabiera ją do miasta...

Koleżka po swojej śmierci powraca w nowym wcieleniu i spotyka dorastającą Clarity. Pora na kolejną, wielką misję! Trzeba dopilnować, aby dziewczynka była bezpieczna, aby odnalazła prawdziwą miłość i zrealizowała swoje marzenia. Na jednym psim wcieleniu się nie skończy...

"Życie jest na tyle pomerdane, że zawsze warto trzymać się razem"


Wow. To była pierwsza myśl po zamknięciu tej jakże pozytywnej książki. Okrutnie żałowałam, że mam już ostatnią stronę za sobą. Uwielbiam historie o psach, są rozczulające, chwytają za serce i nie sposób się od nich oderwać. Twórczość amerykańskiego autora W. Bruce'a Camerona miałam okazję już wcześniej poznać i zawsze było tak samo - łzy, chusteczki, radujące się serce, bo mimo wzruszających fragmentów, książka pełna jest ciepła, szczęścia, które ma cztery łapy.

Narratorem w powieści jest pies - och, uwielbiam takie rozwiązania! Pierwszoosobowa narracja i do tego prowadzona przez uroczego zwierzaka, czego chcieć więcej? Książkę czyta się lekko, bardzo swobodnie. Jestem totalną psiarą, dlatego też przygody tak wdzięcznych czworonogów cieszą mnie podwójnie. Pies to wcielenie bezinteresowności, przyjaźni po grób, wiernej miłości, oddania. Dzięki tym uniwersalnym, ponadczasowym wartościom książka zyskuje na wyjątkowości. Zwraca uwagę na to, o czym w dzisiejszych czasach wielu ludzi zapomina. Świat może być prostszy, niż się wydaje, wystarczy tylko odnaleźć to, co naprawdę w życiu jest ważne. Autor treścią swej książki uczy wrażliwości.

Oczywiście poza głównym bohaterem, w powieści spotykamy także ludzkie postaci. Każda z nich została wykreowana w sposób naprawdę przemyślany. W ich charakterystykach nie ma miejsca na sztampowość, nudę. Bohaterowie są realistyczni, spotykają się z różnymi problemami, ich codzienność nie jest usłana różami, dokładnie tak, jak w rzeczywistości każdej i każdego z nas. 

Backstage z sesji ;)
Historii o psach nigdy za mało! Książka "Był sobie pies 2" urzekła mnie do granic możliwości. Na pewno będę chciała zobaczyć wersję filmową, choć obawiam się wizyty w kinie - czy wpuszczą mnie z torbą pełną chusteczek? Polecam, nawet, jeśli nie mieliście styczności z poprzednią częścią :). Premiera 4 września 2019 r.

Za egzemplarz "Był sobie pies 2" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

czwartek, 15 sierpnia 2019

Romans z astrologią w tle: Minnie Darke "Połączyły ich gwiazdy".


"Czasami nawet przeznaczeniu trzeba trochę pomóc…"



Justine i Nick, dawni przyjaciele z dzieciństwa, wpadają na siebie po wielu latach. Ona, zodiakalny, ale sceptyczny Strzelec pracujący w jednym z miesięczników jako goniec i on, początkujący aktor, wierzący w astrologię ze swojej ulubionej gazety Wodnik - romantyczne love story wydaje się być na wyciągnięcie ręki. W Justine odżywają pewne uczucia, jednak aby zdobyć serce Nicka, musi wpłynąć na horoskop, który on z uwielbieniem czyta. Mała, nielegalna intryga nie ma jednak dobrego zakończenia. Zmiany, które wprowadziła dla Wodników Justine, zostają błędnie zinterpretowane przez Nicka. A przecież Nick nie jest jedynym Wodnikiem...

"Połączyły ich gwiazdy" to lekka, urocza historia, w sam raz na teraz, wakacyjny, letni czas. Muszę przyznać, że tak oryginalnego, pomysłowego romansu jeszcze nie czytałam. Motyw astrologiczny przejawiał się w niektórych lekturach, po które sięgałam, jednak nie stanowił nigdy tak istotnego wątku. A skoro już mowa o horoskopach, to podobało mi się zestawienie dwóch grup - jednej ślepo w nie wierzącej i drugiej, która sceptycznie do nich podchodziła. Sama należę do tej ostatniej, bowiem nie lubię oddawać swoich marzeń i celów w ręce losu kierowanego gwiazdami. Chcę działać, realizować plany, chcę chwytać byka za rogi, a nie czekać na cud. 

"Połączyły gwiazdy" nie tylko porusza temat uczuć, horoskopów, losu kierowanego układem gwiazd. W tej historii autorka opowiada także o marzeniach, o ich spełnianiu, ale również o tym, że czasem w życiu trzeba odłożyć je na bok, racjonalnie pomyśleć i zacząć stąpać twardo po ziemi. Szczęście nie tylko może zaskoczyć nas nieoczekiwanie, aby je osiągnąć, człowiek również jest w stanie wiele zrobić sam, bez pomocy innych osób czy zjawisk.

Kreacja bohaterów jest jak najbardziej w porządku. Bardzo polubiłam główną bohaterkę, Justine. To świetna, przyjazna postać, budząca pozytywne emocje. Nick z kolei czasem mnie denerwował. Nie jest to zły facet, jednakże dla mnie, osoby, która horoskopy traktuje jako formę rozrywki, z przymrużeniem oka, totalne zbzikowanie na punkcie przepowiedni z gazety było nieco niezrozumiałe. Mężczyzna musi umieć zapanować nad swoim życiem, a oddawanie swojego losu w ręce horoskopu w moim odczuciu to jak uciekanie od podejmowania samodzielnych decyzji, a tym samym od dorosłości...

Kochani, pamiętajcie o tym, że aby sięgnąć po tę oryginalną komedię romantyczną, nie musicie być fanami astrologii ;). Polecam :).

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.



wtorek, 6 sierpnia 2019

Knut Hamsun: "Pan" - "Wiktoria" - "Marzyciele".




Trzy powieści norweskiego Noblisty
są obowiązkową lekturą dla miłośników literatury skandynawskiej.

Knut Hamsun, norweski pisarz, prekursor modernizmu w powieściach psychologicznych oraz natury egzystencjalnej, laureat Nagrody Nobla, tworzył oryginalną prozę emocjonalną, pełną rozterek, z barwnymi, ciekawie wykreowanymi, charyzmatycznymi postaciami i przede wszystkim w klimacie inspirującej, surowej, mroźnej Skandynawii. 

"Pan" porusza temat miłości. Miłości jakże zaskakujacej. Porucznik Thomas Glahn poznaje jej smak, niestety w najmniej sprzyjających okolicznościach - samotnik spotyka na swej drodze duszę towarzystwa. Niespodziewane uczucie sieje jednak spustoszenie. W "Wiktorii" miłość spotyka młodych, wrażliwych ludzi. W tym wypadku uczucie zostaje zniszczone przez dumę, różnice społeczne. Wiktoria musi odrzucić uczucie Janka i poślubić mężczyznę bogatego, reprezentującego odpowiedni "poziom"... W "Marzycielach" temperamentny telegrafista Ronaldsen łatwo ulega uczuciom, zwłaszcza jeśli chodzi o uciechy z rozrywek i kobiet. W tradycyjnej, rybackiej wiosce taka egzystencja nie spotyka się z pochwałą. Wręcz przeciwnie.

Opowieści o trudnej miłości oraz pięknie północnej przyrody

Trzy historie norweskiego noblisty skradły mi serce. To było pierwsze spotkanie z twórczością Hamsuna - bezapelacyjnie mogę je podsumować jako udane. Specyficzny język, rozbudowany wachlarz emocji, nie tylko tych pozytywnych, no i miłość, niekoniecznie w przyjemnym dla serca wydaniu mnie, romantyczkę z natury, najzwyczajniej w świecie urzekły. Warto sięgnąć po zbiór powieści Hamsuna, ale trzeba przygotować się na niełatwą prozę. Język i styl autora wymaga od czytelnika koncentracji. Bez pełnego skupienia się można nie dostrzec walorów tych trzech opowieści, a to z pewnością umniejsza ocenę końcową.

"Pan", "Wiktoria" oraz "Marzyciele" to wyjątkowa proza. Oryginalna, niesztampowa, poruszająca serce i zmysły wrażliwe na doznania literackie. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

niedziela, 4 sierpnia 2019

Metafroczyna i piękna literatura: Arnold Cytrowski "Przez czas i przestrzeń".

Są takie książki, które czarują już od pierwszej strony. Nie mówię tu o powieściach wciągających intrygującą fabułą, bowiem na myśli mam nieco inny rodzaj literatury. Literatury magicznej, wielowarstwowej, wartościowej, metaforycznej. Dziś chciałabym właśnie na temat takiej napisać kilka słów.



Chłopiec razem z przyjaznymi czworonogami, m.in. Panem Psem, oraz z Fotelem przenoszą czytelnika w pełen przygód świat. W tej magicznej rzeczywistości znajduje się wszystko to, o czym marzy główny bohater. Ten świat jest piękny, zachwyca barwami, dobro w nim zwycięża. Niestety, nic nie trwa wiecznie. Wraz z upływem czasu zachwycający niegdyś świat zmienia się. Bajeczny klimat ustępuje miejsca smutnemu, mrocznemu, budzącemu strach środowisku. 

"Przez czas i przestrzeń" to książka, która w metaforyczny sposób opowiada o dorastaniu. Mimo, iż jest to przykład literatury dziecięcej, dorośli bez cienia wątpliwości mogą po nią sięgnąć. Myślę, że są w stanie dostrzec o wiele szersze spektrum tego, co autor zechciał przekazać, niż młodsi czytelnicy. Starsi wiekiem podczas lektury będą mieli okazję do zatrzymania się na chwilę, zastanowienia, jak wygląda egzystencja, co powoduje troski, a co tak naprawdę jest ważne i na co powinno zwrócić się uwagę. Autor poniekąd zmusza dorosłych do refleksji, czy na pewno system ich wartości ma sens. Młodsi zaś zaczynają rozumieć, z jakimi emocjami mają i będą mieć do czynienia, co ich czeka w zmieniającym się wciąż świecie.

"Przez czas i przestrzeń" to książka uniwersalna, ponadczasowa. Na myśl przychodzi mi inny tytuł, mianowicie "Mały Książę". Antoine de Saint-Exupéry w ów powiastce również poruszał w "głęboki" sposób tematykę dorastania, wartości ważnych dla ludzi. Myślę, że to porównanie to zdecydowanie dobra rekomendacja ;).

Jako okładkowa sroka muszę, ale to muszę wychwalić oprawę graficzną. Poza genialną, niezwykle estetyczną i cieszącą oko okładką, czytelnik zostaje rozpieszczony również ilustracjami na kartach samej powieści. Wszystko idealnie się ze sobą komponuje, tworząc wspaniałą całość. Bardzo polecam.

Recenzja powstała w ramach współpracy z portalem Bookhunter.pl.


piątek, 26 lipca 2019

Gorący romans: C.D. Reiss "Shuttergirl".


Dwa różne światy. 
On - hollywoodzki idol będący u szczytu swojej kariery i sławy.
Ona - ceniona paparazzi, znana w tym świecie jako Shuttergirl.


Mająca na karku dwadzieścia pięć lat Laine pracuje jako fotograf gwiazd, a dokładniej jako paparazzi. Teraz rozwija swoją karierę, ale niegdyś została zraniona... Nie dość, że często trafiała do różnych rodzin zastępczych, zaliczyła także katastrofę w miłości. Kiedy ON odszedł, jej życie straciło sens, rozpadło się na kawałki. Laine udało się stanąć na nogi, wykreśliła GO z życia, nic już dla niej nie znaczy. Ogląda GO jedynie dzięki swojemu aparatowi. Przychodzi jednak dzień, kiedy obserwacja przez obiektyw zamienia się w spotkanie twarzą w twarz...

Michael to ten typ faceta, który w życiu dostaje wszystko. Od najmłodszego jego życie naznaczone było szczęściem. Rodzice dbali o jego przyszłość, zależało im, aby ich zdolny syn zaistniał w świecie publicznym. Jako nastolatek uczęszczał na tenisa - to właśnie wtedy poznał Laine. Ich uczucie rozwijało się w dobrym kierunku, jednak kiedy chłopak wyjechał bez pożegnania, zauroczenie i młodzieńcza miłość prysnęły niczym bańka mydlana.

Czy spotkanie po latach ponownie połączy dwa odmienne światy?

"Shuttergirl" to wciągający romans, który oczarował mnie fabułą, tłem, w którym rozgrywały się wydarzenia (świat niedostępny dla "zwykłego" człowieka), bohaterami... po prostu wszystkim. Muszę przyznać, że się nie zawiodłam. 

Uwielbiam książki, w których autorzy serwują czytelnikom mocną mieszankę wydarzeń i rollercoaster emocji. C.D. Reiss świetnie zrealizowała ten punkt, fundując odbiorcy zaskakujące zwroty akcji. Intrygujące charaktery bohaterów oraz ich postępowanie to kolejny plus powieści. Tutaj nie ma miejsca na nudę, kreacja postaci, ich decyzji oraz zachowań w moim odczuciu nie pozostawia nic do życzenia.

Łatwy w odbiorze styl autorki sprawia, że książkę wręcz się połyka. Chce się więcej i więcej. Do gustu przypadł mi zabieg rozdzielenia narracji na dwie osoby, a dokładniej na Laine i Michaela. Sprawia to, że lepiej rozumie się bohaterów, można się do nich "zbliżyć", poznać ich z różnych perspektyw.

"Shuttergirl" to nie tylko płomienny romans, to także powieść, w której autorka poruszyła kilka ważnych kwestii. Pomijając przybliżenie hollywoodzkiego świata, na karty powieści wplotła temat rodzin zastępczych. Z jednej strony mam odczucie, że przydałoby się go nieco bardziej rozwinąć, z drugiej zaś samo pojawienie się tego motywu już wnosi wartościowy pierwiastek do książki.

Najnowsza powieść C.D. Reiss to przyjemna, lekka, ale jednocześnie pełna emocji i wartości powieść, którą wręcz się pochłania w tempie ekspresowym. Polecam ją zwłaszcza dla miłośniczek i miłośników romansów. Co więcej, bardzo fajnie zgrywa się z tym letnim, wakacyjnym okresem ;).

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu



czwartek, 25 lipca 2019

Wzruszająca i pouczająca powieść: Agata Polte "Na przekór".


Walcz o swoje. Na przekór wszystkiemu.

Odkąd prawie zostałam potrącona na skrzyżowaniu, 
cały czas miałam wrażenie, że gram na loterii: 
uda mi się przejść albo nie...



W życiu nie zawsze możemy liczyć na najbliższych. Czasem osoby, w których pokładamy nadzieje, potrafią nas zawieść. Laura przekonała się o tym kilkukrotnie. Najpierw odszedł jej ojciec, gdy była mała, później rozczarowała ją matka - wyjechała do Anglii pod pretekstem zarobkowym. Laura w pewnym momencie zrozumiała, że nie ma się co oszukiwać, rodzicielka po nią nie wróci... Na szczęście nie została całkiem sama. Mogła liczyć na babcię, która się nią zaopiekowała, przyjaciela Adama, co więcej, towarzyszył jej także przygarnięty kundelek o imieniu Loki oraz kot Ninja, będący symbolem lenistwa. Poza tym musiała się uczyć (za chwilę kończyła liceum) i pracować w klinice weterynaryjnej. Na horyzoncie pojawił się też Filip, zabawny chłopak, którego poznała zupełnie przypadkowo, a z którym świetnie się dogadywała.

Wszystko wygląda całkiem nieźle. Do czasu. Los przyszykował dla Laury kolejny cios...

"Na przekór" to ciepła historia, która chwyta za serce i wzrusza. Przyjemny w odbiorze styl sprawia, że książkę czyta się lekko. Autorka świetnie pociąga za sznurki, uruchamiając lawinę emocji. Kreacja bohaterów bardzo mi się podobała, mieli ciekawe osobowości, nie dało się ich nie lubić. Babcia Laury, kochana, mądra, urocza postać, wprost mnie rozczulała, zaś postępowanie matki dziewczyny budziło irytację, gniew, ale i żal, smutek względem głównej bohaterki. Najbardziej do gustu przypadła mi główna bohaterka, Laura. Mimo przykrości, jakie serwuje jej los, potrafiła dostrzegać w życiu dobre strony. Popełniała błędy, ale wyciągała z nich wnioski. Jak na swój wiek była bardzo dojrzała.

Powieść Agaty Polte nie jest zwykłą obyczajówką. Autorka stworzyła wartościową historię. Uczy, czym jest przyjaźń, taka prawdziwa, bezwarunkowa, nie dla profitów. Polecam tę książkę zwłaszcza dla młodzieży, która w dzisiejszych czasach często doświadcza ze strony rówieśników przykrości. Być może łatwiej byłoby zrozumieć innych, zobaczyć ich w lepszym świetle… 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.


PS. Na moim Instagramie @karlin6191 możecie wziąć udział w rozdaniu, w którym do wygrania jest właśnie ta powieść!

niedziela, 21 lipca 2019

Wciągający kryminał: Wojciech Wójcik "Miałeś tam nie wracać".


Młodość szybko przemija,
a za nią czai się śmierć...


W Hajnówce ginie tragicznie pracujący jako funkcjonariusz Straży Granicznej Krzysztof. Zamieszkujący aktualnie wraz z żoną stolicę Adam, jego przyjaciel z liceum, odkrywa, że mężczyzna próbował się z nim skontaktować przed śmiercią. Musiało to być coś ważnego, bowiem Krzysiek dzwonił do niego kilkanaście razy, a sami nie byli w stałym kontakcie... Adam po trzynastu latach wraca więc do Hajnówki. Przeglądając rzeczy Krzysztofa, odkrywa coś dziwnego, wręcz intrygującego. Zaraz po maturze Kasia, dawna miłość Adama, popełniła samobójstwo. Teraz on znajduje w rzeczach zmarłego jej zdjęcie. Sęk w tym, że na tej fotografii wcale nie wygląda na licealistkę...

Co czeka na Adama w Hajnówce? Jakie tajemnice ujrzą światło dzienne? Czy w śmierci Krzysztofa ktoś maczał palce? Co ze znalezionym zdjęciem?

"Miałeś tam nie wracać" to moje drugie spotkanie z twórczością pana Wojciecha. O pierwszym mogliście przeczytać tutaj. Muszę przyznać, że i tym razem się nie zawiodłam. Ponad 600 stron świetnej lektury wciągnęło mnie w mroczny, trzymający w napięciu klimat. Wojciech Wójcik rewelacyjnie skonstruował zwartą fabułę, w której nie tylko ważny jest wątek kryminalny, ale i wątki społeczne. Autor ukazał, jak wygląda życie w małym miasteczku blisko granicy, na malowniczym Podlasiu. Przyznam, że bardzo chciałabym osobiście odwiedzić tę krainę, dzięki plastycznym opisom mogłam poczuć się tak, jakbym faktycznie się tam znalazła. 

Ciekawie wykreowani, zagadkowi bohaterowie, z interesującą charakterystyką psychologiczną oraz z bagażem tajemnic przyciągają uwagę czytelnika i idealnie komponują się z mrocznym klimatem, pełnym niejasności, budującym nieustannie uczucie grozy. Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Każda strona intryguje, wzmagając tym samym chęć odkrycia skrywanych sekretów. 

"Miałeś tam nie wracać" to naprawdę świetna książka, przypadnie do gustu nie tylko miłośnikom kryminałów ;). 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

środa, 17 lipca 2019

PRZEDPREMIEROWO: Guillaume Musso "Zjazd absolwentów".

We francuskim Liceum Saint-Exupery'ego, które niebawem ma zostać rozebrane, po 25 latach odbywa się zjazd absolwentów. Do miasta przyjeżdża pisarz Thomas. Jego powrót nie jest związany z sentymentami, lecz wynika z pewnej konieczności. Wydarzenia z przeszłości dręczą jego sumienie i burzą wypracowany przez lata spokój. Wraz z przyjacielem Maximem obawiają się, że na jaw wyjdzie tragiczna prawda. W szkole przecież zostały ukryte zwłoki...

Zimą 1992 roku w kampusie Liceum Saint-Exupery'ego dochodzi do wydarzeń, od których nie będzie już odwrotu. Dziewięnastoletnia Vinca, jedna z najzdolniejszych uczennic, przyjaciółka Thomasa, znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Pojawia się motyw ucieczki z miłości - dziewczyna najprawdopodobniej opuściła miasto wraz z nauczycielem filozofii, Alexisem. Wskazują na to zeznania świadków oraz liczne dowody. Thomas nie może w to uwierzyć, co więcej, wie, że absolutnie nie jest to możliwe. Co się zatem stało z Vincą?

Thomas, odliczając dni do klęski swojej i Maxima, rozwiązuje zagadkę zaginięcia dawnej przyjaciółki - ukochanej. Na jaw wychodzą zaskakujące fakty...


"Zjazd absolwentów" to moje pierwsze spotkanie z twórczością cenionego Musso i z pewnością nie ostatnie! Ta książka oczarowała mnie do granic możliwości i już dziś mogę zapewnić, że znajdzie się w czołówce mojego rocznego podsumowania najlepszych książek przeczytanych w 2019 roku. Dlaczego?

Nieprzewidywalność. Musso oczarował mnie licznymi zwrotami akcji. Pomysł na tę historię jest rewelacyjny. Autor co rusz serwuje zaskakujące wątki, o których bym nigdy nie pomyślała, a które idealnie łączą się w całość. Absolutnie nie byłam w stanie przewidzieć tego, jak akcja rozegra się na kolejnych stronach, nie mówiąc już o rozwiązaniu zagadki. Jak to w trakcie czytania kryminałów w głowie pojawiały się pewne podejrzenia, jednak nie miały pokrycia w lekturze. To, co stało się z Vincą oraz inne, powiązane wydarzenia nieustannie mnie zaskakiwały i budziły głód kolejnego rozdziału.

Świetnie wykreowani bohaterowie. Ich kreacja z punktu psychologicznego fascynowała mnie na każdym kroku. Wszyscy mieli pewne tajemnice, sekrety, których za żadne skarby nie chcieli ujawniać. Najwięcej dowiadujemy się o głównym bohaterze - to do Thomasa właśnie poczułam największą sympatię, choć nie zmienia to faktu, że pozostałe postaci także przypadły mi do gustu. 

Przeplatające się przeszłość z teraźniejszością. Niekiedy, przy okazji innych lektur, zabieg ten budził we mnie znudzenie. Dobrze nakreślone nawiązania do przeszłości mogą być jednak przystępne w odbiorze, co udowadnia w swej najnowszej książce Musso. Przeskoki w czasie nie wprowadzały chaosu, wręcz przeciwnie, rozjaśniały w pewnym stopniu sytuację, choć nie dawały konkretnej odpowiedzi co do rozwiązania zagadki - do czasu.  

Wątki niekryminalne. Lubię łączenie wielu gatunków, Musso zrobił to znakomicie. Choć na tapecie jest rozwiązanie zagadki kryminalnej, to po drodze czytelnik mierzy się z fragmentami obyczajowymi i zahaczającymi o głębsze uczucia, czyli miłość.

"Zjazd absolwentów" to zdecydowanie najlepsza powieść kryminalna w mojej czytelniczej karierze! Uzależniająca, zaskakująca, rewelacyjna, satysfakcjonująca, napisana w świetnym, jakże przystępnym stylu. Pochłonęłam ją w tempie ekspresowym, żałując później, że to już koniec. Na szczęście z autorem spotkamy się jeszcze wiele razy! POLECAM, GORĄCO POLECAM!

Recenzja powstała w ramach współpracy z portalem Bookhunter.pl.



czwartek, 11 lipca 2019

WILLA POD KASZTANEM: Krystyna Mirek "Na strunach światła".

Wiosna to przepiękna pora roku. Natura często w spektakularny sposób budzi się do życia. Szczególnie pięknie prezentuje się w Willi pod Kasztanem. Majowy ogród mieni się kolorami, rozkwita, a razem z nim uczucia - miłość i związki. Teoretycznie wszystko układa się dobrze, jednak pewne zdarzenia z przeszłości psują ten porządek. Stare krzywdy, tajemnice, których nigdy nie wyjaśniono i chowane urazy zdecydowanie nie są składnikiem przepisu na szczęście. Kiedy do gry wchodzi matka Antka, zwana Królową Śniegu, robi się gorąco. Kobieta nie ma żadnych oporów, aby walczyć o swoje racje i prawa do domu. To nie koniec komplikacji, bowiem w międzyczasie rozwija się zakazana miłość, a jedna z naprawdę dobrych przyjaźni nie chce zaliczyć kroku wyżej - związku. 

Czy w przytulnej kuchni babci Kaliny, nierzadko pachnącej wyśmienitym ciastem, można jeszcze uporządkować uczucia i zaprowadzić ład w sercach bliskich jej osób? 


Trzeci tom "Willi pod Kasztanem" to pełna ciepła przyjemna historia, w której poznajemy losy bohaterów znanych nam z wcześniejszych części. Nie oznacza to jednak, że bez znajomości poprzednich nie warto sięgnąć po "Na strunach światła". Z powodzeniem można traktować tę powieść jako odrębną historię.

Willa pod Kasztanem to miejsce magiczne, sielankowe, takie, które kojarzy się z bezpiecznym i ciepłym azylem. Piękne otoczenie, ogród pełen kwiatów, a w centrum dom, z przekochaną babcią pichcącą pachnące ciasta w kuchni i zawsze przyjaźnie nastawioną do domowników i gości. Niegdyś wydarzyły się pewne krzywdy, które zaburzyły ten porządek. Babcia Kalina skorzystała na szczęście z drugiej szansy i dzięki temu Willa pod Kasztanem stała się tak przyjemnym miejscem. Pod jej dachem zamieszkał wnuk Antek i wnuczka Bianka. Wspaniała atmosfera zdaje się zagościć na stałe, Bianka wychodzi za mąż za sąsiada i decyduje się ułożyć życie właśnie w willi. Niestety, porządek burzy Królowa Śniegu, wciąż pamiętająca o swoich krzywdach. Zranione niegdyś uczucia nie pozwalają jej zaznać spokoju. Rozpoczyna się emocjonalny rollercoaster. 

Nie powiem, przyjemne, lekkie historie to coś, co pozwala mi zatopić się w idealnym, sielankowym, szczęśliwym świecie. Nieco przesłodzonym, ale jakże przyjemnym. I chociaż brzmi to wspaniale, to trwać w nieskończoność nie może. Pani Krystyna Mirek doskonale o tym wie, dlatego zaserwowała swoim czytelnikom garść rozterek uczuciowych, obok których nie da się przejść obojętnie. Pewne wątki zmuszają do przemyśleń, nawet głębszych, ale przy okazji też pokrzepiają serducho. Powieść obyczajowa, lekka, w tak przystępnym stylu można chyba uznać znak rozpoznawczy autorki. Realizm, bo o nim koniecznie muszę wspomnieć, stanowi niewątpliwy plus jej historii. Bohaterowie nie są przerysowani, dotykają ich problemy, jak każdego "zwykłego człowieka". Problemy, które nie są wyszukane, naciągane, to po prostu samo życie, dlatego też pewnie tak dobrze odbiera się tę historię.

Pani Krystyna kupiła mnie swoją twórczością już jakiś czas temu i zawsze chętnie sięgam po książki wychodzące spod jej pióra. I tym razem się nie zawiodłam. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Edipresse Książki. 

poniedziałek, 8 lipca 2019

Zawsze można zacząć od nowa: Katherine Center "Milion nowych chwil".


Nawet jeśli Twoje życie rozpadnie się na kawałki, możesz zacząć wszystko od nowa.
Opowieść o odwadze, determinacji i miłości wywalczonej z wielkim trudem. 
Chwyta za serce, niesie nadzieję, bawi i wzrusza.




Margaret ma przed sobą świetlaną przyszłość. Właśnie skończyła studia i ma rozpocząć wymarzoną pracę. U jej boku stoi przystojny Chip, który lada moment zostanie licencjonowanym pilotem. Doskonałe życie na wyciągnięcie ręki.

Niestety. To, co na co tak ciężko pracowała, nagle zmienia swoją postać, obraca się wniwecz. Walentynkowy dzień miał być wspaniałym wspomnieniem. Maggie liczyła na to, że podczas wycieczki samolotem Chip wyciągnie pierścionek zaręczynowy, a potem staną na ślubnym kobiercu. Najpiękniejszy dzień w jej życiu zmienia się w koszmar. Pewna lekkomyślna decyzja zradza lawinę nieszczęść. Dziewczyna z poważnymi obrażeniami trafia do szpitala, gdzie zmuszona jest rozpocząć wszystko od nowa, dociera bowiem do niej to, że już nic nigdy nie będzie takie samo, jak dawniej. Odnalezienie się w nowej sytuacji będzie o tyle trudniejsze, że w pozornie idealnej rodzinie skrywane były przez wiele lat pewne sekrety...

"Milion nowych chwil" to piękna powieść obyczajowa, pełna uroku i romantyzmu. Nie jest to jednak typowe, przesłodzone "romansidło". To historia, w której pojawia się wątek przetrwania w codzienności, jaką serwuje nam życie, los. 

Jak można się domyśleć, Chip z wypadku wychodzi cały i zdrowy. Niestety, Maggie nie ma tyle szczęścia. Fatalny w skutkach wypadek kończy się przykrą diagnozą - kalectwem. I chociaż można byłoby się załamać, zdołować i nie wychodzić spod płaszczyka smutku i depresji, to autorka udowadnia, że nawet takie tragedie można przezwyciężyć. O dziwo w książce "Milion nowych chwil" odnajdziemy sporą dozę optymizmu i humoru. Maggie to bardzo pozytywna postać. Mimo, iż los nie był dla niej łaskawy, spotkała ją tragedia, narzeczony okazał się dupkiem, a w rodzinie skrywane były sekrety, bohaterka pogodziła się z sytuacją, wzięła się w garść i postanowiła rozpocząć życie na nowo. Nadal wierzyła w siebie.

"Milion nowych chwil" to książka, którą polecam, zwłaszcza teraz, w okresie wakacyjnym. To bardzo przyjemna w odbiorze, pokrzepiająca serducho lektura, która niejednokrotnie wywołuje na twarzy uśmiech. Autorka swoją powieścią daje nadzieję na lepsze jutro. To, co wydaje się być końcem, tak naprawdę może być początkiem czegoś nowego. Z życia zawsze powinniśmy czerpać to, co najlepsze, powinniśmy łapać chwile, milion nowych chwil. Z każdego wydarzenia trzeba wysnuć odpowiednie wnioski, wyciągnąć naukę, aby później móc jeszcze bardziej doceniać to, co dobrego nas spotyka.



Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.