piątek, 18 sierpnia 2017

Huntley Fitzpatrick - "Gra miłości".

Zdarza mi się czytać typowo młodzieżową literaturę. Ostatnio miałam okazję zapoznać się po raz pierwszy z twórczością Huntley Fitzpatrick. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka sięgnęłam po "Grę miłości".



"Magnetyzująca opowieść o dwojgu pogubionych
nastolatkach, których połączy niełatwa miłość."

Tim Mason grzecznym chłopcem z pewnością nie jest. Alkohol wydaje się być jego najlepszym przyjacielem. W dodatku zbuntowany Tim został wyrzucony ze szkoły - i to z niejednej... To zdecydowanie dobrze nie wróży jego przyszłości. Alice Garret to dziewczyna, która raczej nie planowała nigdy w życiu umówić się z przyjacielem brata. Zwłaszcza z takim, który ma za sobą nieciekawe doświadczenia z przeszłości. Jak potoczą się dzieje tej dwójki, gdy los złączy ich ścieżki?

Autorka przedstawiła historię młodych ludzi poprzez zastosowanie pierwszoosobowej narracji Tima i Alice. Dzięki temu zabiegowi czytelnik ma szansę lepiej poznać bohaterów i ich odczucia, a także zrozumieć ich postępowanie. Język powieści jest bardzo przystępny - lekki, zabawny, rozmowy między bohaterami wielokrotnie budziły uśmiech na mojej twarzy. Autorka zdecydowanie wie, jak rozbawić czytelnika. Wie także o tym, jak dobrze wykreować postaci. Alice nie dało się nie lubić. To dobra dziewczyna. Tim, mimo swoich demonów, także wzbudził moją sympatię.

Nowa powieść Huntley Fitzpatrick to kolejna książka krążąca wokół tematu miłości. Tyle już tego typu pozycji za mną, ale wciąż nie mam dość. Dobry pisarz wie, jak zbudować fabułę i wykreować bohaterów, aby czytelnik się nie nudził i nie miał wrażenia, że już kiedyś coś podobnego miał okazję poznać. Książka zdecydowanie różni się od pozycji, w których młodzi zakochują się w sobie, a przy okazji muszą walczyć z przerysowanymi problemami, które z pewnością nie dotykają "zwykłych" ludzi. Nie oznacza to oczywiście, że Alice i Tim mieli łatwą drogę przed sobą. Huntley nie oszczędzała tych postaci, jednak robiła to z głową. 

"Gra miłości" to lektura, która zasługuje na miano dobrej. W powieści znajdziemy kilka cennych prawd. Autorka podkreśliła rolę rodziny w życiu każdego człowieka, pokazała, jak ważne jest wsparcie ze strony bliskich i kierowanie się swoimi wypracowanymi wartościami. 

Za egzemplarz książki "Gra miłości" 
serdecznie dziękuję Zysk i S-ka Wydawnictwo.

środa, 16 sierpnia 2017

Teatr Miejski w Gdyni: Scena Letnia 2017.

W minioną niedzielę zakończyła się tegoroczna Scena Letnia Teatru Miejskiego w Gdyni. O tej niebywałej, wakacyjnej atrakcji kulturalnej Trójmiasta pisałam rok temu TUTAJ. Uwielbiam teatr, dlatego z ogromną przyjemnością obejrzałam w tym sezonie aż 3 produkcje, na które, ku mojej uciesze, udało mi się wygrać bilety.

Jako pierwszy obejrzeliśmy z Adamem spektakl "Kursk". To całkiem świeża produkcja, miała bowiem premierę 6 maja tego roku. Aktorzy pod pokładem Daru Pomorza zaprezentowali wstrząsającą historię katastrofy łodzi podwodnej Kursk, która miała miejsce w 2000 roku na Morzu Barentsa. Muszę przyznać, że to najlepszy spektakl, jaki kiedykolwiek miałam okazję zobaczyć. Na najnowocześniejszej (jak na tamte czasy) łodzi podwodnej doszło do wybuchu, w wyniku którego nikt ze 118-osobowej załogi nie przeżył. Widzowie mieli okazję zobaczyć i przeżyć razem z postaciami dramatyczne momenty, ostatnie chwile z bliskimi, osobiste tragedie, rozpacz, bezsilność. Złe decyzje władz pociągnęły za sobą fatalne konsekwencje... Spektakl poruszył widzów, to jest pewne - nie bez powodu miały miejsce owacje na stojąco.


Drugą produkcją, jaką mieliśmy okazję zobaczyć jeszcze w lipcu, była "Komedia Omyłek". Spektakl ten poznaliśmy rok temu, wtedy także wygrałam bilety :). Z racji tego, że bardzo mi się wówczas podobało, postanowiłam i tym razem zawalczyć o wejściówki. "Komedia Omyłek" to nic innego jak ujęcie teatralne utworu mistrza dramatu - Williama Szekspira. Spektakl ten rozgrywał się na Scenie Letniej w Gdyni Orłowie. Widzowie zostali przeniesieni do orientalnego Efezu, gdzie para bliźniaków wywołała niemałe zamieszanie w życiu tamtejszej społeczności. Czterej bracia, rozdzieleni jeszcze w dzieciństwie, spotykają się ponownie w Efezie - oczywiście nie wszyscy jednocześnie. Następuje więc szereg zabawnych pomyłek, a po wszystkim - szczęśliwe zakończenie.


Trzeci, ostatni spektakl "Żółta łódź podwodna" dotyczył legendarnego zespołu The Beatles. Dwie fanki grupy z Liverpoolu wspominały czasy, kiedy światowej sławy muzycy tworzyli nieśmiertelne przeboje. Pod pokładem Daru Pomorza zobaczyłam nie tylko groupies, ale też Johna, Yoko, Paula, Lindę. Rozważania na temat sukcesu zespołu, jego rozpadu oraz śmierci lidera The Beatles, przeplatały się z największymi hitami legendarnych muzyków. Spektakl przybliżył mi historię zespołu - do tej pory zdarzało mi się jedynie słuchać niektórych kawałków, karierą chłopaków niespecjalnie się interesowałam. I to był chyba błąd!


Bardzo się cieszę, że szczęście mnie nie opuszczało w tym roku :D. Teraz pozostaje wyczekiwać kolejnego letniego sezonu. Czy ktoś z Was miał okazję wybrać się na gdyńskie spektakle w te wakacje? Pozdrawiam ciepło, Karolina.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Debiutancka powieść Agaty Piechoty - "Nie widując gwiazd".

Hej Kochani :). Mamy długi weekend, do tego są wakacje, lato - taka mieszanka wskazuje tylko jedno: WYJAZD. Właśnie korzystamy z kilkudniowego urlopu za granicami naszego kraju! Gdzie tym razem nas poniosło? Dowiecie się już niebawem, póki co przygotowałam dla Was recenzję debiutanckiej powieści Agaty Piechoty "Nie widując gwiazd".


"Wybiegam z budynku i szybko reguluję rachunek, wręczając taksówkarzowi dwie dychy napiwku. Nie patrzę mu w oczy, by nie dostrzec w nich cichej satysfakcji. Jest tak, jak przypuszczał – wróciłam sama. Może po prostu wyglądam jak osoba, na którą nikt nie czeka?"

Jagoda jest pracującą w korporacji dwudziestosiedmioletnią singielką, która uparcie pragnie udowodnić wszystkim, że doskonale sobie radzi "w wielkim świecie." Z pozoru szczęśliwa i poukładana codzienność w rzeczywistości okazuje się nie być tak kolorowa. Wieczorne powroty do pustego mieszkania nie należą do najprzyjemniejszych. Nikt przecież na nią tam nie czeka... Pewnego dnia zupełnie przypadkowo bohaterka poznaje mężczyznę, który, jak się domyślacie, odegra niemałą rolę w jej życiu! Jagoda zacznie zupełnie inaczej postrzegać pewne sprawy i odmiennie patrzeć na samą siebie.

Książka "Nie widując gwiazd" porusza. Sięgając po tę lekturę nie spodziewałam się aż tylu okazji do snucia refleksji. Myślałam, że zabieram się za lekką historię z dozą romansu, a tu proszę, miłe zaskoczenie! Podczas czytania towarzyszył mi szereg różnych emocji, dzięki czemu nie było miejsca na nudę, a to bardzo sobie cenię! Agata Piechota podkreśla w swej książce wagę przyjaźni. Bohaterka, chcąc zapomnieć o zawodzie miłosnym, zmuszona jest na nowo układać swoje życie. Gdyby nie jej przyjaciółka Ida, nie byłoby to takie proste. Kobiety tak naprawdę różnią się charakterami, jednak to absolutnie nie przeszkadza im w przyjacielskich kontaktach.

Myślę, że wiele odbiorców tej wartościowej powieści będzie w stanie odnaleźć choć małą cząstkę Jagody w sobie. Autorka spisała historię w formie pierwszoosobowej narracji, co wywołało u mnie odczucie, jakbym siedziała obok i słuchała opowieści kogoś mi znajomego. Co więcej, niektóre wydarzenia  zdawały się być mi bardzo bliskie, co pozwoliło mi sądzić, że i inni czytelnicy poczują pewną więź z główną bohaterką. Zwłaszcza kobiety! Na duży plus zasługuje też kreacja głównej bohaterki. Jagody nie da się nie lubić. Choć w niektórych wątkach nie zgadzałam się z jej decyzjami, to mimo wszystko nie skreślałam jej.  

"Nie widując gwiazd" to pozycja, w której odnajdziemy wiele prawd na temat relacji z ludźmi z naszego otoczenia - z przyjaciółmi, z szefem z pracy, z rodziną, ale i z bliskimi sercu osobami. To powieść o miłości, która przychodzi znienacka i sprawia, że wszystko staje się piękniejsze. Dzięki niej "gwiazdy świecą tak jasno, że nie są w stanie przysłonić ich nawet najcięższe chmury". Po tę książkę warto sięgnąć!


Za egzemplarz powieści "Nie widując gwiazd"
serdecznie dziękuję Zysk i S-ka Wydawnictwo.


środa, 9 sierpnia 2017

Elżbieta Rodzeń "Przyszłość ma Twoje imię".

Elżbieta Rodzeń to kolejna polska autorka, po której twórczość sięgnęłam w tym roku. W moje ręce niespełna dwa tygodnie temu trafił książkowy grubasek zatytułowany "Przyszłość ma Twoje imię". Lubię obszerne historie, bowiem dłużej mogę cieszyć się lekturą, dlatego też z wielkim optymizmem podeszłam do tej pozycji. Czy najnowsza powieść Elżbiety Rodzeń zrobiła na mnie pozytywne wrażenie?



Blanka właśnie zaczęła wchodzić w dorosłość. Wyprowadziła się z rodzinnego domu, podjęła decyzję o rozpoczęciu studiów i dorywczej pracy w Opolu. Przeszłość jednak nie dawała jej o sobie zapomnieć - wciąż borykała się z wydarzeniem sprzed lat, kiedy to została napadnięta. Do dziś tamto traumatyczne zajście męczyło dziewczynę. Słabo radziła sobie z jego skutkami, miewała stany lękowe, dlatego jedyne, o czym marzyła, to odnalezienie spokoju i zapomnienia o demonach przeszłości. Los postanowił postawić na jej drodze Mateusza...

Mateusz także nie miał lekkiego, łatwego życia. Po skończeniu piętnastego roku życia zmuszony był walczyć nie tylko o siebie, ale i o brata. Spotkanie Mateusza i Blanki wprowadza zawirowanie w ich codzienności, zwłaszcza w życiu dziewczyny. Sceptycznie podchodzi do chłopaka, czuje się niezręcznie - Mateusz święty w przeszłości niestety nie był. Sypianie praktycznie z każdą dziewczyną z ich pracy nie świadczyło o nim dobrze, a traumatyczne doświadczenia Blanki z przeszłości stanowiły dodatkową barierę w ich kontaktach. Jak więc ułożą się losy bohaterów? Czy Mateusz zasłuży sobie na zaufanie Blanki? Jaka czeka ich przyszłość? Co z traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości?

Muszę przyznać, że książka "Przyszłość ma Twoje imię" pozytywnie mnie zaskoczyła. Momentami odnosiłam wrażenie, że mam do czynienia z kolejną powieścią opartą na znanym już mi schemacie - ona, on, problematyczna przeszłość, miłość, komplikacje, szczęśliwe zakończenie. Zagadnienia typowe dla tego typu powieści, proste love story, wspieranie się w związku z bolesnymi doświadczeniami itd. Takie lovestory z rozsądną dozą dramatycznych wydarzeń. Autorka jednak udowodniła, że jej książka to coś więcej - zawarła element zaskoczenia, który zdecydowanie nadał inny wydźwięk całej tej historii! Bohaterowie, jakich wykreowała na kartach swej powieści Elżbieta Rodzeń, przypadli mi do gustu (i mam tu na myśli nie tylko głównej pary). Niektóre zachowania wydawały mi się trochę schematyczne, ale ogólny charakter postaci zdecydowanie zasługuje na plus. Zdecydowanie nie nudziłam się czytając "Przyszłość ma Twoje imię", ta książka zasługuje na uwagę!

Najnowsza powieść Elżbiety Rodzeń być może nie jest wybitną pozycją, jednakże zrobiła na mnie dobre wrażenie. Ma w sobie coś magicznego, co przyciąga czytelnika. Może i są momenty, kiedy w głowie kiełkuje myśl "Odłóż tę książkę, daruj sobie", jednak za chwilę ustępuje ona niecierpliwemu oczekiwaniu "Co dalej?! Chcę poznać treść kolejnych stron". Z wielką chęcią sięgnę po inne utwory wspomnianej pisarki, jeśli tylko będą utrzymane na podobnym poziomie, a nawet go przewyższać, to na pewno nie będę żałować godzin spędzonych nad lekturą :).

Jeśli i Wy chcielibyście zapoznać się z historią Blanki i Mateusza, to zapraszam serdecznie na ROZDANIE! Na moim fanpage macie okazję wygrać jeden egzemplarz książki. Zapraszam zatem do zabawy ;).

Za egzemplarz powieści "Przyszłość ma Twoje imię"
serdecznie dziękuję Zysk i S-ka Wydawnictwo.


wtorek, 8 sierpnia 2017

Pies w obiektywie: Coma.

Hej :)! Pozostajemy jeszcze w psich klimatach. W miniony weekend, poza zawodami Latające Psy, miałam okazję zobaczyć, a przy okazji wytarmosić i obfocić jedną z moich czworonożnych ulubienic - Comę. Upał chyba dawał się jej we znaki, bo ze współpracą średnio szło i właściwie tylko w jednym miejscu mogłam na spokojnie uchwycić kilka póz w kadr. Zapraszam więc na szybki poranny post fotograficzny.









Przesłodka, prawda :)? Owczarek niemiecki to jedna z ras, która zdecydowanie podbija moje serce, choć od pewnego czasu marzy mi się głównie border collie o maści blue-merle, co oczywiście nie zmienia moich planów dotyczących pupila ze schroniska. No dobra, miało być ekspresowo, zatem na koniec fotka z backstage'u :D.


Pozdrawiam serdecznie, widzimy się już jutro - tym razem w klimacie książkowym! Miłego dnia, Karolina.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Dog Chow: Latające Psy w Gdyni.

W ten weekend Park Kolibki w Gdyni zamienił się w istny raj dla miłośników psów. W sobotę rozpoczęły się zorganizowane przez Dog Chow Polska zawody Latających Psów. Nie byłabym sobą, gdybym odpuściła taki event! Kocham psy, co niejednokrotnie mogliście zauważyć na moim instagramie, musiałam więc choć na chwilę zjawić się z Adasiem na Kolibkach :).


Na początku załapaliśmy się na pokaz zaganiania kaczek. Dwa psiaki kierowały na boisku trasą wypuszczonych z klatki ptaków. Dorpowadziły je do zagrody, a potem ponownie do klatki.




Po zaganianiu kaczek przyszła pora na emocjonujący pokaz freestyle. W ramach tej konkurencji pary człowiek-pupil prezentowały dogfrisbee w stylu wolnym z podkładem muzycznym w tle. Psie akrobacje wielokrotnie nagradzane były brawami. Współpraca człowieka z czworonożnym przyjacielem potrafi wzbudzić zachwyt! Za frisbee biegały zarówno większe, jak i małe psiaki. Spore grono milusińskich uczestników stanowili reprezentanci rasy border collie.



















Poza konkurencjami, w których pary człowiek-pies mogły zaprezentować swoje talenty, na terenie parku zlokalizowane zostały także inne atrakcje. Właściciele mogli przebadać swoich pupili, uzyskać bezpłatne porady dietetyka zwierzęcego i behawiorysty, wesprzeć schronisko oraz zrobić zakupy w sklepie z produktami dla psów.

Kolejna impreza z cyklu Latające Psy odbędzie się w pierwszy weekend września w Warszawie. Jeśli kochacie psiaki i będziecie mieć odrobinę wolnego czasu, naprawdę warto się wybrać :). Wydarzenie w Gdyni kończy się dziś bodajże około 17:00, więc niewykluczone, że podjedziemy jeszcze na chwilę do Parku Kolibki. Pozdrawiam serdecznie, Karolina :).

czwartek, 3 sierpnia 2017

Absolutny hit: Annika Sharma "Żona mimo woli".

Na pewno nie raz i nie dwa mieliście do czynienia z książkami, które wywołały na Was ogromne wrażenie. Po takich lekturach ciśnie się na usta jedno wielkie "WOW". Dziś skończyłam czytać właśnie taką pozycję. Już po okładkowym streszczeniu czułam, że to będzie hit. Nie spodziewałam się jednak, że aż tak bardzo skradnie moje serce! Zapraszam serdecznie na recenzję rewelacyjnej powieści "Żona mimo woli".


"Romantyczna historia o sile miłości, która przekracza wszelkie granice".

Nithja to młoda, pełna energii studentka, która w przyszłości pragnie zostać cenionym lekarzem. Swój zawód obrała już w młodości, kierując się rodzinnymi zwyczajami. Całe życie pracowała na uznanie ze strony swoich bliskich, zaakceptowała nawet hinduską tradycję związaną z zaaranżowanym małżeństwem. Nie umawiała się z chłopcami, gotowa poślubić mężczyznę, którego wybraliby jej rodzice. W głowie jej była w największej mierze nauka. Sytuacja zmieniła się w chwili, gdy pewnego dnia zapomniała odrobić zadanie... Z pomocą przyszedł nieziemsko przystojny, zielonooki nieznajomy... James, bo tak miał na imię, okazał się jej wybawcą nie tylko w kwestiach uczelnianych. Jego interwencja podczas jednej z imprez ponownie połączyła ich drogi. Nithja zaczęła dostrzegać w chłopaku o wiele więcej, niż tylko uprzejmość i służenie pomocą. W jej głowie pojawiły się pierwsze rozterki - co by się mogło wydarzyć, gdyby jednak w przyszłości (czysto teoretycznie) poślubiła Amerykanina?

Sytuacja zaczęła się komplikować, gdy na pewnej uroczystości weselnej, oczywiście zachowanej w indyjskim klimacie, spotkała Nisianta z jego rodziną. Nie dało się ukryć, że rodzice obojga roztaczali już wizję ich ślubu. Nithja straciła jednak głowę dla Jamesa, a uczucie to nie było jednostronne. Zakochana dziewczyna musiała zmierzyć się z ogromnymi rozterkami. Poślubieniem Nisianta z rozsądku wypełniłaby wolę rodziny, natomiast wybierając Amerykanina z miłości złamałaby tradycję. Co powinna zrobić? Wybrać własną drogę i ukształtować swoją przyszłość zgodnie z tym, co czuła, czy jednak poddać się woli bliskich i postąpić zgodnie ze zwyczajami?

Chyba nie ma takich słów, które mogłyby w pełni przekazać mój zachwyt powieścią "Żona mimo woli". Historia młodej dziewczyny indyjskiego pochodzenia absorbowała mnie z każdym kolejnym zdaniem coraz mocniej. Z jednej strony koniecznie chciałam poznać zakończenie (a właściwie dowiedzieć się, czy było takie, jakbym sobie tego życzyła), z drugiej zaś bałam się tego momentu. Nie chciałam rozstawać się z bohaterami, ich chwilami szczęścia, ale i bolesnymi dylematami.

Poza pomysłem na fabułę, do gustu przypadła mi kreacja bohaterów. Nie tylko głównych, ale i tych pobocznych. Każda z postaci nacechowana była różnorodnymi wartościami. Bohaterowie mieli własne zdania, ambicje, nie zachowywali się irracjonalnie. Nie da się ukryć, że główny temat powieści dotykał tematyki uczuć i miłości, aczkolwiek samej książki jako typowy, lekki romans określić z pewnością nie można. Autorka w swoim utworze literackim zamieściła wiele treści dających do myślenia, zmuszających do refleksji. Jak my byśmy zachowali się w sytuacji, gdyby to, co zaplanowała rodzina, kłóciło się z prawdziwymi pragnieniami i uczuciami, które płyną z głębi serca, a nie z rozsądku? I miłość, i bliscy są w życiu ważni. Co zrobić, kiedy te dwa aspekty nie do końca ze sobą współgrają? Czy liczą się tylko nasze uczucia, czy może trzeba zapomnieć o własnej woli i kierować się wytyczoną tradycjami ścieżką?

"Żona mimo woli" jest absolutnie rewelacyjną, wartościową powieścią. To nie tylko historia prawdziwego uczucia, ale i dylematów związanych z różnicami kulturowymi, tradycjami rodzinnymi oraz nadziejami, jakie pokładają w nas bliscy, a naszymi prawdziwymi pragnieniami. Gorąco polecam! 

Za egzemplarz recenzencki "Żona mimo woli"
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.



środa, 2 sierpnia 2017

Witam ponownie w Hartwell: Samantha Young "Wszystko, co w Tobie kocham".

Jeśli pokochaliście nadmorskie miasteczko Hartwell, które mieliście okazję poznać w pierwszym tomie cyklu "Hart's Boardwalk", na pewno chętnie odwiedzicie je ponownie sięgając po "Wszystko, co w Tobie kocham". Tym razem poznacie Bailey Hartwell, kobietę, której - wydawać by się mogło - szczęście i powody do radości nie opuszczają. Sukcesy w interesach to jej chleb powszedni, na brak przyjaciół i chłopaka także narzekać nie może... Gdzie więc kryje się haczyk?


"Bardzo zmysłowa powieść."

Po dziesięciu latach związku Bailey czuje, że coś się wypaliło. W jej relacje z Tomem wkradła się niestety nuda. Przy chłopaku czuła się bezpiecznie, postanowiła więc odświeżyć uczucie. Jak się okazało na próżno - mężczyzna nie był jej wierny, Bailey dowiedziała się o romansie Toma. Nie rozpaczała jednak nad utraconą miłością. Bardziej dotknął ją fakt, iż została sama po trzydziestce. Temat zdrady odszedł na bok, Bailey skupiła się na pracy przy swoim prowincjonalnym pensjonacie, który lada moment mógł okazać się zagrożonym!

W mieście pojawił się przystojny biznesmen z Nowego Jorku - Vaughn Tremaine. Bailey zdecydowanie nie darzyła przybysza sympatią. Wyobcowany mężczyzna wydawał się jej typem człowieka, który na innych patrzy z góry. Wiecie, przyjechał bogaty Pan z Wielkiego Miasta i sądził, że jest super. Tak przynajmniej Vaughn był postrzegany przez Bailey. On natomiast w  dziewczynie odnalazł wiele dobrych cech, choć tego rzecz jasna nie okazywał. Podziwiał jej niezależność i fantazję. Bailey w końcu, ku własnemu, wewnętrznemu zaskoczeniu stwierdziła, że biznesmen wcale nie traktuje jej jak prowincjonalnej gęsi. Vaughn okazał się być całkiem w porządku...

Bohaterowie w pewnym momencie zaczęli rozumieć, co tak naprawdę do siebie czują. Rozpoczęła się sielanka, wielka miłość aż po grób. Oboje jednak posiadali już pewien bagaż niekoniecznie przyjemnych doświadczeń. Pewne dramatyczne przeżycia skłoniły mężczyznę do odejścia. Vaughn obawiał się, że skrzywdzi ukochaną... Bailey także postanowiła zrezygnować z walki. Co wydarzy się wówczas, gdy mężczyzna zrozumie, że decyzja, którą podjął, była największym błędem jego życia? Czy uda mu się udowodnić, że uczucie, które ich połączyło, zdarza się tylko raz?


"Wszystko, co w Tobie kocham" uważam za udaną lekturę. Czyta się ją przyjemnie, choć wiele sytuacji można przewidzieć. Pojawiają się pewne schematy, typowe dla kobiecych romansideł. Para początkowo się nie znosi, potem się do siebie przekonuje, a następnie do gry wchodzą komplikacje - bohaterowie z pewnych powodów rezygnują z wielkiego uczucia cierpiąc przy tym. Chciałoby się rzec "klasyka gatunku". Nie oznacza to jednak, że książka jest nudna. Wręcz przeciwnie, losy bohaterów wciągają. Choć zarys może się wydawać znajomy z podobnych gatunkowo książek, to jednak szczegóły wątków już nie są takie oczywiste.

Autorka zdecydowanie potrafi oczarować słowem do tego stopnia, że te wszystkie wydarzenia i emocje, które towarzyszą bohaterom, wydają się rozgrywać tuż obok nas. Chemia wylewała się wprost z kartek powieści. Na uwagę zasługują także poboczne wątki, które nie mniej wciągały, co losy dotyczące stricte głównych bohaterów.

Książkę serdecznie polecam, w szczególności paniom, które lubią odprężyć się przy dobrym romansie. "Wszystko, co w Tobie kocham" zdecydowanie przypadło mi do gustu, prawie tak samo, jak pierwsza część ("To, co najważniejsze"). Lekka, przyjemna historia, idealna na urlop, zwłaszcza ten letni, wakacyjny.

Za egzemplarz powieści "Wszystko, co w Tobie kocham"
serdecznie dziękuję Burda Książki.