poniedziałek, 23 listopada 2015

Historia pewnej miłości...

Jakieś dwadzieścia, może osiemnaście lat temu... Działka. Słychać charakterystyczny sygnał w oddali. Ona już wie, co się święci. Odkłada wszystko to, czym się zajmowała i biegnie co sił w nóżkach na ścieżkę. Wybiera odpowiednie miejsce, czyli tak naprawdę to, co zawsze, staje na paluszkach i wytęża wzrok. To już za chwilę... Słychać go coraz bardziej... Sekunda, jedna, druga!!! JEST! W oddali, w jedynym takim malutkim fragmenciku, którego nie zasłania żadne drzewo, żaden krzak, pojawia się POCIĄG. Chociaż ta chwila trwa zaledwie kilka sekund, ona po wszystkim odchodzi z uśmiechem na ustach i z nadzieją, że niedługo znowu usłyszy trąbę.

Tak, tą małą dziewczynką byłam właśnie ja. Już w dzieciństwie bardzo interesowały mnie pociągi, wielokrotnie też prosiłam o kolejkę, której koniec końców nigdy nie dostałam :D. Czy to jednak sprawiło, że przestałam podziwiać kolej? Nie było takiej opcji!



Za sterami <3.
Jakieś osiem lat temu dowiedziałam się, że miłość do kolei można wyrazić na zdjęciu. Niby nic dziwnego, ludzie fotografują wiele innych rzeczy, ludzi, zwierzęta... Jednak jakoś tak nie myślałam o tym, aby celować obiektyw w środki transportu. Tak czy siak, poszła lawina. Przeglądałam strony internetowe, wpatrywałam się w pasjonujące fotografie. Zaliczyłam pierwszą w swoim życiu podróż pociągiem! Przecież to jedno z najważniejszych wydarzeń w mojej wówczas dotychczasowej egzystencji. W końcu nadszedł dzień, kiedy sama zaczęłam łapać w kadrze pędzące do kolejnej stacji piękne składy. Poznałam specyficzne nazewnictwo, jeździłam na wycieczki kolejowe. Chociaż moja wiedza była i nadal jest daleka od ideału, cała ta przyjaźń z pociągami i szlakami sprawia mi wiele przyjemności. 


Moja ulubiona lokomotywa elektryczna - tzw. BYK :).
Przyszedł magiczny czas wyjazdu na studia... Drogę między wynajmowaną stancją a zacną uczelnią pokonywałam zarówno autobusem, jak i POCIĄGIEM. Co prawda korzystałam tylko z SKMki, ale nadal jest to pociąg. Wciąż słychać te wszystkie dźwięki, jakie towarzyszą podróży koleją. Lubiłam siadać przy oknie i obserwować pędzący świat, pędzące Trójmiasto. Nadal to robię. Do rodzinnego domu jeździłam oczywiście pociągami. Rzadko kiedy wybierałam PKS, tylko pod wpływem jakiegoś przymusu i czynników niezależnych ode mnie samej. Po każdej odbytej podróży chowałam swój bilecik do koperty podpisanej konkretnym rokiem. Zbieram wszystkie, jakie tylko wykorzystałam podczas swoich wycieczek. Brakuje mi tylko tych, które musiałam zanieść do księgowej, aby dostać rozliczenie za szkolny wyjazd - a to właśnie wtedy zaliczyłam praktycznie świeżo oddaną do użytku, wyremontowaną linię Chełmża-Bydgoszcz. Pamiętam też dwukrotny wspólny zakup biletu na jednym papierku, co koniec końców pomysłem dobrym nie było, gdyż zwyczajnie w świecie zapomniałam go zabrać potem od współtowarzyszy wakacyjnej podróży.


Jedno z ulubionych... Gdańsk Zaspa.
Przychodzą wakacje po pierwszym roku studiów. Wraz z przyjaciółmi zorganizowaliśmy sobie "weekend życia". Najpierw wybrałam się z przyjacielem w zaciszne miejsce w Borach Tucholskich, gdzie odpoczynkowi nad jeziorem towarzyszyło spędzenie czasu przy torowisku w oczekiwaniu na składy towarowe. Potem zgodnie z planem postanowiliśmy pojechać do Chojnic na nockę. Dlaczego tam? Dlatego, że dokładnie z tej stacji wyruszał około siódmej na Hel PIĘTROWY skład ze SPALINOWĄ lokomotywą na czele. Półwysep był kolejnym punktem tamtej wycieczki, tak więc niestraszne było nam spanie na dworcowych ławkach. Poświęciliśmy się w dobrej sprawie - puściutki rano wagon BIPA oraz zaliczenie pierwszy raz calusieńkiej trasy od A do Z. Długo wspominaliśmy ten wyjazd. Nadal to robimy.


Klimatyczna BIPA o poranku.
Drugi rok studiów przyniósł kolejne doświadczenia. Podczas urodzinowej imprezy wręczono mi prezenty. Nawet nie marzyłam o tak cudownych niespodziankach. Na pierwszy ogień poszedł tort od przyjaciółki... I to nie byle jaki! Na górze widniał obrazek ukazujący LOKOMOTYWĘ, a jej numer symbolizował liczbę wiosen, jakie już miałam za sobą. Coś pięknego. Czas na inne prezenty - a wśród nich moja pierwsza KSIĄŻKA o tematyce kolejowej. Co prawda źle wydana (środek wklejono "do góry nogami" względem okładki), ale nie miało to większego znaczenia, liczy się treść! No i obrazki :). Od tego czasu w mojej kolekcji pojawiło się jeszcze kilka nowych pozycji, które a to sama sobie sprawiłam, a to dostałam przy kolejnych okazjach. Na drugim roku studiów wkręciłam się też w postcrossing, a dzięki niemu otrzymałam wiele cudownych kolejowych pocztówek, a przyjaciel podarował mi cudowne znaczki o tej tematyce!


To tylko część mojej kolejowej biblioteczki!
Ostatni semestr studiów licencjackich to istne kolejowe szaleństwo. Po pierwsze - wybór przedmiotu dodatkowego. Zgadnijcie, na co się zapisałam? Na TRANSPORT KOLEJOWY! Mimo, że na zaliczenie nie wystarczała sama obecność (bo przecież tak wybiera się głównie pdw :P), to i tak wiedziałam, że chce tam chodzić. Zrobienie na koniec prezentacji o tematyce związanej z pociągami to przecież czysta przyjemność! Po drugie - wizyta w SKM. Nie, nie w pociągu, ale w zajezdni. Dzięki uczęszczaniu na wcześniej wspomniane zajęcia oraz uczestnictwu w spotkaniach Koła Naukowego TiM (Transport i Marketing) miałam tę cudowną okazję, aby poznać trochę lepiej trójmiejskie zbawienie komunikacyjne. Mogłam przyjrzeć się wielu rzeczom z bliska... No i po trzecie - najważniejsze - obroniłam pracę pt. "Perspektywy rozwoju towarowego transportu kolejowego w Polsce". Jej pisanie było dla mnie czystą przyjemnością! 80 stron tekstu, w który wplotłam zdjęcia własnego autorstwa. Z pokoju wyszłam z piękną piąteczką. Dziś, pisząc również o kolei swoją pracę tym razem magisterską, nie jestem już taka dumna z licencjatu :D. Ale wiadomo, starszy człowiek z reguły jest też mądrzejszy o różne doświadczenia.


SKM - Gdynia Cisowa.
Mimo, iż nie zdążyłam przejechać się wieloma pięknymi składami, a moje podróże zdominowały szynobusy czy też elektryczne zespoły trakcyjne, nie narzekam, coś tam widziałam, czymś tam jechałam. Na mojej liście wciąż widnieje mnóstwo miejsc związanych z koleją, które muszę kiedyś koniecznie zobaczyć. Choć czas wolny zdecydowanie ukrócają obowiązki, znajdę czasem chwilę, by skorzystać z okazji i pstryknąć kilka fotek, np. PENDOLINO :). 


PENDOLINO jeszcze przed regularnym ruchem.
Jednym z ostatnich, większych i ważniejszych dla mnie wydarzeń związanych z koleją były Targi Kolejowe TRAKO, gdzie miałam okazję pracować! Już w następnym poście poruszę ten temat, a teraz chciałabym się już z Wami pożegnać. Do następnego, K :*!

19 komentarze:

  1. Hej!
    Z przyjemnością przeczytałam Twój post i obejrzałam zdjęcia. Podzielam Twoją pasję. Ja od dzieciństwa najczęściej jeżdżę też pociągami - zawsze do babci do Białej Podlaskiej jeździłam z rodzicami. Potem też już sama czy ze znajomymi. Jakoś lubię przesiadywać na dworcach, lubię ich atmosferę, oczekiwanie (moje i innych pasażerów) na pociągi. Lubię obserwować i podróżnych i ludzi pracujących - w pociągach i na dworcach. Nie raz można z kimś porozmawiać i od razu czas szybciej mija. Nie przeszkadzają mi długie podróże. W tym roku w maju wracałam pociągiem od przyjaciółki i musiałam stać w polu 2 godziny, przed Tarnobrzegiem, bo pod poprzedni pociąg (na szczęście torarowy) wpadł jakiś człowiek i przestraszyłam się wtedy. Nasz pociąg był co prawda bezpośredni do Warszawy, ale po 2 godzinach postoju dojechaliśmy do Lublina, a stamtąd przesiąść w innych - bardzo dalekobieżny bo z Lublina przez Warszawę aż do Szklarskiej Poręby :D ciasno na maxa, ludzie niczym śledzie w beczce, dojechałam do Warszawy o północy! Masakra. Jakoś dojechałam, ale w nocy nie mogłam spać i myślałam o tym człowieku, co zginął pod torami :(
    Jednak większość moich podróży dobrze wspominam. SKMką trójmiejską jeździłam w minione wakacje. Dworzec w Gdyni jest piękny, cudownie było wysiaść rano o 7 z pociągu, zajść do Maca na kawkę poranną i coś do jedzenia (wtedy jeszcze nie byłam na diecie ;)) a potem ruszyć nad morze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jazda pociągami to coś wspaniałego, choć nasza kolej jest jaka jest, to jednak można się w niej zakochać, wystarczy tylko dostrzec te pozytywne strony. Oczekiwanie na dworcu jest ok, pod warunkiem że nie jest za zimno :D! O ile wiosną, latem i jesienią nie przeszkadza mi jakaś dłuższa przesiadka, to jednak zimą najchętniej bym w ogóle nie wysiadała z pociągu :D. Dworzec w Gdyni jest przepiękny! Wiele osób fascynuje się tym w Gdańsku, a on jedynie jako tako wygląda z zewnątrz. W środku nic mnie nie pociąga, a w Gdyni jest zupełnie inaczej.

      Usuń
  2. piękne zdjęcia! to pierwsze co muszę powiedzieć o tym poście. fajne i klimatyczne, oddają ten typowy dla kolei nastrój. fajnie, że rozwijasz swoją kolejową pasję, że cały czas się tym interesujesz i pogłębiasz swoją wiedzę. ja również od dziecka czatowałam w parku na przejeżdżające pociągi, których wtedy przez Stalową przejeżdżało mnóstwo - głownie do Huty. i chyba też właśnie wtedy, w połączeniu z wakacyjnymi podróżami przez całą Polskę do - notabene - Gdyni, złapałam tego kolejowego bakcyla :)
    w sumie, mimo że bardzo lubię kolej, nigdy nie wpadłam na to, żeby samej robić zdjęcia czynnym składom. oglądać czyjeś prace - jasne, przyglądać im się pilnie na żywo - oczywiście, ale zdjęcia - nie pomyślałam nigdy o tym :D
    mam słabość do wąskotorówek, ale częściej widywałam pociągi jadące LHS, która koło mojej rodzinnej miejscowości przebiega. pamiętam też moje dziecięce i gimnazjalne wyprawy piętrowym wagonem... to były chyba dla mnie najbardziej klimatyczne pociągi osobowe. i o ile Twoją ulubioną lokomotywą jest elektryczny BYK, o tyle moim faworytem zdecydowanie pozostaje spalinowa ST45, bo to ona najczęściej ciągnęła składy, którymi jeździłam na studia. dwie stacje po mojej lokomotywy były zawsze zmieniane na nią, ponieważ do Lublina mieliśmy niezelektryfikowany odcinek. ale za to, w porównaniu do szynobusów, była niezawodna w wielkie zimy i mrozy :D

    czekam z niecierpliwością na post o targach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, o jedynie część moich fotek, jakie zrobiłam przez te kilka lat. Zaniedbałam ostatnio sesje w terenie, bardziej skupiłam się na jakichś makietach (post niedługo) lub też właśnie na wydarzeniach takich jak targi (post już jest!).
      Ty to tam ładne linie miałaś obok siebie no no :D. W ogóle LHS, rewelacja! Dwa razy pojechałam na wycieczkę kolejową do Zwierzyńca, widziałam też Biłgoraj (od strony kolejowej rzecz jasna ;P), chodziłam po szerokich torach :D. Świetne doświadczenie.
      Elektryczny BYK, ale jeśli chodzi o spalinówki, to pierwsze miejsce zdecydowanie ST44 (gagarin) i SU45 (fiat). Szynobusy są takie... nie wiem no, niby i wygodnie w niektórych, ale to nie to samo... To nie taka maszyna, jak skład wagony plus lokomotywa!

      Usuń
  3. Uwielbiam ludzi z pasją :) Bardzo fajny wpis. Zrobię trochę reklamy organizacji, do której należę. PTTK bo tę organizację mam na myśli ma specjalne odznaki kolejowe, które można zbierać odwiedzając różne miejsca związane z koleją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o PTTK, ale nie wiedziałam, że można takie odznaki zbierać ;). Opowiesz o tym coś więcej :)?

      Usuń
  4. Dość nietypowa pasja jak na dziewczynę :) To pamiętasz jeszcze jazdę słynnymi piętrusami Bipa? W moim regionie nie kursują już wieki temu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, czasem zdarza mi się słyszeć takie stwierdzenia, ale aż czasem dziw bierze, ile dziewczyn/kobiet pasjonuje się koleją! Pamiętam jazdę i BIPAMI, i ich 'podróbką' BOHUNAMI, no i BONANZAMI. Załapałam się jeszcze na wycieczki takimi wagonami, ale niestety teraz trudniej na nie trafić. W sezonie na Hel śmigają takie składy, więc co roku staram się zaliczyć taką przejażdżkę :).

      Usuń
  5. To piękna pasja,taka na całe życie :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ta pasja zostanie ze mną już do końca :).

      Usuń
  6. Bardzo fajna pasja! Kiedyś sporo podróżowałam pociągami, teraz niestety nie :) Szkoda, bo fajnie się nimi jeździło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można w jakąś wolną sobotę czy niedzielę wybrać się gdzieś pociągiem na małą wycieczkę ;)!

      Usuń
  7. Miałaś świetny pomysł z napisaniem tego posta. Byłam ciekawa, jak to się u Ciebie zaczęło z tymi pociągami. No i wydaje mi się, że to dość niecodzienne hobby, choć do mnie do klasy w gimnazjum chodził chłopak, którego również fascynowały pociągi i potrafił wstać o 5 rano, by zrobić zdjęcie jakiegoś pojazdu.
    Aż się zaczęłam zastanawiać, czy nie mam w domu jakichś książek na temat kolei, chętnie bym Ci je podarowała, ale niestety, nie kojarzę, byśmy coś takiego mieli. :/
    Co do mojego doświadczenia z pociągami to jechałam nimi kilkanaście razy w życiu, raz nawet do Berlina. :D Lubię jeździć pociągami, mam wrażenie, że to jeden z przyjemniejszych środków transportu. Wymyśliłam też kiedyś sesję zdjęciową na toruńskich dworcach (nie wiem, czy widziałaś?), zaraz znajdę link ;) Mój dom od torów dzieli może kilkaset metrów, moje okno wychodzi akurat na te tory. ;) Więc mogę powiedzieć, że pociągi są częścią mojego dnia, heh.
    Wiesz, co jest super? To, że połączyłaś pasję z nauką, z obowiązkami. :) Przyjemne z pożytecznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://sawatka.blogspot.com/2014/07/dziewczyna-kolejarza.html

      Usuń
  8. Bardzo fajny wpis :) Nie spodziewałam się, ze aż tak jesteś zakręcona na punkcie kolei. Ja mam słabość do starych, klimatycznych pociągów. Piętrowym pociągiem jechałam tylko raz w życiu, kilka dobrych lat temu na Woodstock. Ależ to było przeżycie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile sie nie myle, to jeszcze chyba takie jezdza na Woodstock. Niewatpliwie, pociag pietrowy to mega frajda! A no zakrecona troche jestem, ale wciaz to tylko taka amatorszczyzna ;p.

      Usuń
  9. Niesamowite masz zainteresowania! :) Niedaleko mojego miasta jest Muzeum Kolei, miałam się tam wybrać w te wakacje ale niestety nic z tego nie wyszło. Poczekam na poprawę pogody i jakiś wolny dzień i wtedy jadę :) Lubię też podróżować pociągami w innych krajach i móc porównać jak działają za granicą a jak w Polsce ;) Chociaż przyznam że przy codziennych podróżach pociągiem na uczelnię i do pracy jestem już zmęczona naszą koleją :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzeum Kolei znajduje sie takze na mojej liscie must visit :). Podroze pociągami w innych krajach.. no ja nie mialam tej przyjemności... poza DB w Niemczech, w ogóle nie czulam, ze jade! Cisza, komfort... ale brakowalo mi takiego polskiego klimatu zdezelowanych pociągów :d. Codzienne dojazdy moga byc uciazliwe, sama bardzo czesto korzystam z skmki w trojmiescie i czasem mam tego dosc.

      Usuń