poniedziałek, 24 czerwca 2019

ZAGADKI HIDDEN SPRINGS: "Śmierć przychodzi pocztą" Ann H. Gabhart.



Michael Keane, zastępca szeryfa, ratuje pewnego mężczyznę przed popełnieniem samobójstwa. Ściąga go z krawędzi mostu nad Eagle River, przysparzając sobie tym bohaterskim czynem utrapienia związanego ze sławą wśród mieszkańców. Gorączka medialna nie trwa zbyt długo, bowiem na horyzoncie pojawia się kolejny problem. Spokój mieszkańców spokojnego Hidden Springs burzą zdjęcia martwej dziewczyny, które przychodzą pocztą. Sporo na to wskazuje, że za ten czyn odpowiada niedoszły samobójca. Michael Keane próbuje rozwiązać zagadkę, jednak zbrodniarz wodzi go za nos i wyprzedza o krok. Napływają kolejne zdjęcia, a wśród ofiar zastępca szeryfa rozpoznaje znajome mu osoby… Czy bliskim Michaela grozi niebezpieczeństwo?
 
"Śmierć przychodzi pocztą" została wydana jako drugi tom serii "Zagadki Hidden Springs", jednakże znajomość pierwszego nie jest niezbędna do zapoznania się z recenzowaną dziś książką. To osobna historia i można ją czytać niezależnie. A warto, bowiem wciąga i z każdą stroną budzi ciekawość!
 
Urzekł mnie klimat małego miasteczka, gdzie wszyscy są sobie życzliwi. Ich ekscentryczność rozczuliła moje serce. Różnorodne charaktery urozmaicały treść. Mnie najbardziej do gustu przypadła oczywiście postać główna, po prostu nie da się nie polubić Micheala Kreane'a. To mężczyzna o interesującym wnętrzu, głębokiej wierze i przede wszystkim oddany małomiasteczkowej społeczności.
 
"Śmierć przychodzi pocztą" to idealna pozycja dla fanów kryminałów bez krwawych wątków i długich opisów. Ann H. Gabhart zafundowała swoim czytelnikom wciągającą zagadkę do rozwiązania. Autorka nie odkrywa zbyt szybko kart, napięcie buduje stopniowo, wraz z kolejnymi wskazówkami i zwrotami akcji wzbudza ciekawość. Nie brakuje emocji, zwłaszcza, że wśród mieszkańców grasuje pomyleniec postępujący według nikomu nieznanego schematu. Nie wiadomo, kto będzie następny, poczucie bezpieczeństwa zostało rozwiane…
 
Bardzo mile spędziłam z tą książką czas i mogę ją śmiało polecić. Idealna pozycja na wolną niedzielę, tudzież inny dzień tygodnia ;).
 
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dreams.
 

niedziela, 23 czerwca 2019

Miłość w czasach PRL-u - "Okruchy lustra" Agnieszki Pyzel.




Lata '80, PRL.

Michalina bierze udział w przedstawieniu dyplomowym, który ma wieńczyć jej naukę w szkole aktorskiej. Jako, że jest zafascynowana Allanem Wysockim, dobrze rokującym pisarzem, a jej myśli krążą właściwie wokół niego, wypada raczej kiepsko. Po egzaminach ma problem ze znalezieniem zatrudnienia, nikt w Warszawie nie chce dać jej pracy w zawodzie. Co gorsza, Michalina nie ma pewności co do uczuć Allana. Skomplikowana sytuacja sprawia, że dziewczyna ucieka ze stolicy do małego miasta. 

Udaje jej się zatrudnić w prowincjonalnym teatrze, gdzie poznaje starszego od siebie aktora - Maćka. Mężczyzna staje się jej partnerem - nie tylko na deskach, ale i w życiu prywatnym. Michalina, mimo, że podejmuje decyzję o związaniu się z nim, wciąż myśli o Allanie. Co jakiś czas wraca do Warszawy, aby się z nim spotkać. W pewnym momencie postanawia zakończyć tę znajomość - nie jest bowiem jedyną kobietą Wysockiego. W końcu chce skupić się tylko na Maćku, ciepłym, czyłym mężczyźnie, który faktycznie ją kocha. Niestety, ten odkrywa, że go zdradzała, dlatego też zostawia ją i wyjeżdża z miasta. Michalina popada w depresję, dostrzega bowiem, jak wspaniałego człowieka i prawdziwe z jego strony uczucie straciła, a także zdaje sobie sprawę, że związek z Allanem nie ma przyszłości…

Mijają lata.

W życiu Michaliny ponownie pojawia się Allan. 

Czy tym razem będzie inaczej? Czy mają jeszcze szansę na miłość, na szczęście?

"Okruchy lustra" Agnieszki Pyzel absolutnie mnie oczarowały! Po pierwsze ten PRL - choć nie miałam okazji żyć w tamtych czasach, to jednak książki i filmy sprawiły, że czuję do niego swego rodzaju "sentyment". Codzienność wyglądała wówczas zupełnie inaczej, nie było tych rozmaitych udogodnień, jakie mamy teraz na wyciągnięcie ręki. Możliwość zadzwonienia czy wygodnego przejechania się własnym autem była niczym luksus. Związki wyglądały inaczej, ludzie za sobą tęsknili, w inny sposób przeżywali relacje. Dziś człowiek potrafi zerwać z drugą osobą na Messengerze… Lata osiemdziesiąte to zupełnie inny klimat i inne podejście do wszystkiego.

Debiutancka powieść Agnieszki Pyzel przepełniona jest zawiłościami - losów bohaterów, ich uczuć, miłości, której nie można zapomnieć, porzucić, wyrwać z serca. Mieszanka ta wzrusza, ale i wciąga w burze z piorunami. Prędko o tej historii nie zapomnę, tyle emocji we mnie wywołała. Z każdą stroną pragnęłam dowiedzieć się, co czeka Michalinę, której miłość z młodości skomplikowała wszystko. Cierpiała nie tylko ona, inni również zostali zranieni, chociażby Maciek. Autorka ukazuje, że miłość to piękne uczucie, ale i bolesne.

Nie chciałabym nic więcej zdradzać, bowiem najlepiej jest samemu sięgnąć po tę książkę. W tym miesiącu mam farta pod względem czytelniczym - trafiają mi się głównie istne perełki, "Okruchy lustra" właśnie do nich należą! 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

ROK NA MAJORCE: "Majorka na końcu świata" Anny Klary Majewskiej.

W życiu kobiety czasem nadchodzi taki moment, że każde kolejne urodziny stają się powodem do kryzysu wieku. Magda czuje się właśnie tak, jakby stąpała po życiowej krawędzi. Nadeszła pora na kolejne urodziny, te, których tak bardzo się obawiała - pięćdziesiąte. Dostrzega, że jej mąż, niegdyś prawdziwy przystojniak, stał się zaniedbanym mężczyzną spędzającym ogrom czasu w pracy. Gdzieś uleciała chemia, nutka pikanterii. Co więcej, znika jej matka, a przyjaciółka Ivanka informuję Magdę, że ktoś zamieszkał w jej domku na Majorce. Żeby było jeszcze ciekawiej, kobieta ląduje w... JAPONII! 

Jesteście gotowi na pełną niespodzianek i przygód podróż z Magdą?



"Majorka na końcu świata" to moje pierwsze czytelnicze spotkanie z twórczością pani Anny Klary Majewskiej. Muszę przyznać, że było ono udane. Autorka przekonała mnie do siebie swoim przystępnym w odbiorze stylem, humorem, ironią, sarkazmem. W jej najnowszej książce nie brakuje mądrych i trafnych uwag na temat życia, codzienności, z którą każdy i każda z nas się zmierza. 

Polubiłam Magdę, bowiem patrzyła na świat z rezerwą, dystansem, przede wszystkim z optymizmem, mimo, że czasem w jej myślach pojawiały się wątpliwości, ale to przecież zupełnie naturalne, kto ich nie miewa! Podobało mi się to, że Magda postanawia na przekór stawić czoła nieubłaganemu biegowi czasu i nie dać się zwariować. Swoje wątpliwości rozwiewa udowodniając, że wciąż ma w sobie żywiołowość, wigor, radość.

"Majorka na końcu świata" stanowi czwarty tom serii "Rok na Majorce", jednak dla tych, którzy nie czytali wcześniejszych części, nie będzie to stwarzać problemu ze zrozumieniem najnowszej treści. Ja sama wcześniej nie sięgałam po poprzednie tytuły i bardzo dobrze odnalazłam się w świecie Magdy, a muszę przyznać, że dzieje się w nim naprawdę wiele! Emocji nie brakuje ;). 

Książkę czyta się z przyjemnością, to lekka, przyjemna w odbiorze historia. Podczas czytania, na mojej twarzy często gościł uśmiech :). Najnowsza powieść Anny Klary Majewskiej wprowadza w wakacyjny klimat, dlatego w szczególności polecam ją właśnie na lato. 


Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Burda Książki.


Dotychczas w serii majorkańskiej ukazały się: "Rok na Majorce", "Powrót na Majorkę" oraz "Majorka w niebieskich migdałach".

piątek, 21 czerwca 2019

POWIEŚĆ MROCZNA, NIEOCZYWISTA, INTRYGUJĄCA: Anna Bichalska "Znak kukułki".


Dawno, dawno temu znaleziono mnie na skraju lasu.
Nikt nie wiedział, skąd się tam wzięłam.
Nikt nie wiedział, kim jestem



Alina od lat ma problemy ze snem. Już jako dziecko cierpiała na zaburzenia snu. Nie wie, kim była wcześniej, przed adopcją. Kiedy jej przybrany ojciec przed śmiercią zostawia pewien list, Alina podejmuje krok ku poznaniu swojej przeszłości. Mężczyzna, kiedy pracował jako dziennikarz, zajmował się sprawą niewyjaśnionych, dziwnych zaginięć dzieci. Wraz z listem, zostawia adoptowanej córce artykuły związane z jej odnalezieniem ponad 20 lat temu… Alinie w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące ją pytania towarzyszy Greta, jej nowa, tajemnicza lokatorka. 

"Znak kukułki" to niewątpliwie intrygująca książka. Budzi niepokój, bywa dziwna, nieoczywista, ale i wciągająca. Początkowo może być ciężko przyzwyczaić się do chaotyczności, która czyha na odbiorcę - zdecydowanie nie jest to łatwa w odbiorze lektura. Mroczny klimat czai się właściwie na każdym rogu. Głównym wątkiem powieści jest poszukiwanie swojej tożsamości, dążenie do samoakceptacji, radzenie sobie z bolesną przeszłością, wspomnieniami, do których nie chce się wracać. Tutaj nie ma miejsca na schematy. Wszystko jest tak inne, nietuzinkowe, nigdy wcześniej nie czytałam takiej złożonej powieści, której nie umiałabym przyporządkować do jakiejkolwiek odmiany gatunku literackiego. Właśnie ta odmienność przyciągnęła moją uwagę.

Autorka nie wykłada wszystkiego niczym kawę na ławę. Elementy tej tajemniczej układanki odkrywamy powoli, co tylko podkręca wyjątkowy, oryginalny klimat tej powieści, budowany przez historie bohaterów. Najbardziej zainstrygowała mnie główna postać, Alina. Jej zagadkowa przeszłość łączyła się w pewien sposób z dawnymi zaginięciami dzieci, którym ktoś narysował tytułowy znak kukułki - lubię symbolikę w książkach! Autorka nie szczędziła metafor, dzięki temu 

"Znak kukułki" to lektura, która z pewnością nie wprowadzi Was w lekki, przyjemny nastrój. Już sama, nieco listopadowa okładka przywołuje raczej ponure skojarzenia. Jest w tej powieści jednak coś, co przykuwa uwagę, intryguje i czyni ją godną polecenia. Wrażliwe na piękno literackie dusze odnajdą w tej lekturze mnóstwo fragmentów, cytatów, sentencji wartych uwagi, zapamiętania, zapisania. Język niewątpliwie jest walorem powieści.

Nieoczywista, tajemnicza, mroczna, oryginalna, intrygująca - taka właśnie jest książka "Znak kukułki". 


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

środa, 19 czerwca 2019

Nieprzewidywalna powieść obyczajowa: "Dwie kobiety" Hanny Dikty.

Mieszkająca w Katowicach trzydziestokilkuletnia Ewa postanawia zmienić swoje życie. Porzuca męża, rezygnuje z pracy na uniwersytecie i wyjeżdża na wieś, do zlokalizowanej na malowniczym Dolnym Śląsku Glinki. Tam poznaje owdowiałą Bognę, która chcąc odpocząć od mieszkańców, samotnie prowadzi pensjonat. Ewa zatrudnia się w nim jako pomoc. Niezbyt skora do uzewnętrzniania się przed kimkolwiek, dla Bogny czyni wyjątek. Właścicielka pensjonatu od razu budzi  w niej pozytywne emocje, sympatię. Obie panie łączy między innymi bagaż doświadczeń z przeszłości. Los lubi mieszać i poddawać niełatwym próbom…

 
Dramatyczne wydarzenia, które wstrząsają życiem
lokalnej społeczności, zmieniają wszystko.
 
"Dwie kobiety" to wciągająca powieść obyczajowa, która budzi wiele emocji. Sięgając po tę książkę nie sądziłam, że tak bardzo będę się niecierpliwić poznania finału. Nieprzewidywalna akcja, realistycznie wykreowane, szczere postacie i nienaciągana, życiowa fabuła tylko zaostrzają apetyt. Zdecydowanie robi wrażenie, zwłaszcza, że autorka pokusiła się o naprawdę zaskakujące zwroty.
 
Najnowsza powieść pani Hanny Dikty charakteryzuje się pewną dojrzałością. Choć napisana jest lekko, łatwym w odbiorze stylem i szybko się ją czyta, to niektóre fragmenty zmuszają do refleksji. Autorka zwraca uwagę czytelnika na relacje człowieka z innymi ludźmi i ich granice. Czasem warto przemyśleć to, czym jest dla nas lojalność, a także czego tak naprawdę szukamy w swoim życiu. Pani Hanna porusza też kwestie związane ze stratą kogoś nam bliskiego. Życie nigdy nie będzie układało się idealnie tak, jak sobie zamarzymy, los jest nieprzewidywalny. Na każdego czekają zarówno te dobre chwile, jak i rzeczy smutne.
 
Drodzy, polecam Wam "Dwie kobiety", naprawdę mile Was zaskoczy mimo, że nie wszystkie fragmenty będą serwować miód na duszę. Ja nie mogłam odebrać się od tej jakże wartościowej i nieszablonowej książki!
 
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.