wtorek, 25 września 2018

Sabina Czupryńska "Jeszcze będzie przepięknie"

Opowieść o miłości, której końca z pozoru nic nie zapowiadało, o związku, któremu z pozoru nic nie zagrażało, o życiu, które z pozoru było lekkie, łatwe i przyjemne, ale koniec się zbliżał. I nadszedł. I wtedy dopiero się zaczęło…



Jaśmina to kobieta pod 40stkę, która ma za sobą rozstanie z wiecznie zajętym, zaślepionym i nieobecnym mężem Marcinem. Nie ona jedyna znalazła się w takiej sytuacji, mnóstwo kobiet zostaje bez partnera... Trzeba sobie z tym radzić. Po szalonej miłości, po wkradającym się sukcesywnie upadku związku, który z czasem stał się wręcz chory, przyszła pora na rozstanie, a co za tym idzie rozpoczęcie nowego życia. Strata chyba nikomu nie jest obca, ale każdy, w zależności od okoliczności i od tego, jak bardzo w daną sprawę czy też w dany związek się angażował, przeżywa ją inaczej. Czytelnik podczas lektury poznaje emocje, jakie targały główną bohaterką. Autorka ukazuje całą paletę uczuć wtórujących Jaśminie w poszczególnych etapach związku. Rozstanie, z obojętnie jakiego powodu by nie nastąpiło, zawsze wiąże się z bólem, przepełniającym wnętrze. To rozpacz, smutek i żal, załamujące człowieka. To koniec pewnego etapu w życiu człowieka, ale i początek nowego. Po przetrawieniu złowrogo brzmiącego w tym wypadku słowa "koniec", przychodzi pora na odbicie się, zaczęcie wszystkiego od zera. Tak, jak w tytule - nowy etap może okazać się czymś wspaniałym, co udowadnia swą powieścią autorka.

"Jeszcze będzie przepięknie" to lektura nietypowa, z taką konstrukcją jeszcze nigdy się nie spotkałam, ale to tylko zaleta. Nie mamy tutaj do czynienia z zawrotną akcją, pisarka skupia się na relacjach między ludźmi, zwłaszcza między partnerami, na uczuciach. Kreacja postaci, język i styl zdecydowanie przypadły mi do gustu. Książkę czyta się bardzo szybko, nie brakuje w niej ironii i prawd, które każdy z nas mógłby wziąć sobie do serca. Mnie powieść przypadła do gustu :).

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 23 września 2018

MAŁA KLASYKA: James Oliver Curwood i jego "Szara Wilczyca".

To, że uwielbiam książki z serii Mała klasyka od wydawnictwa Zysk i S-ka, to chyba już zauważyliście. Te pozycje nie dość, że są przepięknie wydawane (twarda oprawa, urozmaicające treść i pobudzające wyobraźnię ilustracje), to jeszcze przywołują wspomnienia z dzieciństwa. Ostatnio, ku mej uciesze, wydana została "Szara Wilczyca" autorstwa Jamesa Olivera Curwood'a. Dla mnie to must have i must read w jednym!

Mój "Czarny Wilk" poleca "Szarą Wilczycę" :).

Kazan to mieszaniec husky'ego z wilkiem. Zwierzę nie miało łatwej przeszłości. Teraz zamieszkuje, a właściwie przemierza dzikie lasy i pustkowia na surowej Alasce razem z Szarą Wilczycą. Zwierzęta troszczą się o siebie, opiekują wzajemnie, szukają razem pożywienia i bezpiecznego miejsca, w którym mogłyby się schronić. Alaska to fascynujący, ale i niebezpieczny region. Dzika przyroda miesza się z cywilizacją, która nierzadko bywa okrutna. Na Kazana i Szarą Wilczycę czekają liczne przygody, los zsyła na ich drogę nieoczekiwanych przyjaciół, ale też i wrogów, chcących im zaszkodzić. 

Tak, tak, tak! "Szara Wilczyca" to rewelacyjna powieść, w której autor konfrontuje świat flory i fauny z człowiekiem, świat zwierząt ze światem ludzi. James Oliver Curwood stworzył powieść, która zdecydowanie zasługuje na miano Klasyki przez duże K. Dobro, miłość, przyjaźń - one zawsze zwyciężają i to właśnie najbardziej chwyta za serce. Wartości te przemawiają do czytelnika niezależnie od wieku, każdy, absolutnie każdy może sięgnąć po ponadczasową "Szarą Wilczycę" i zatopić się w tej lekturze bez pamięci. Młodsi odbiorcy odnajdą w tej książce kilka cennych prawd, nauczą się odróżniać dobro od zła, a dla starszych pojawi się okazja do chwili refleksji, bo choć mamy tu do czynienia z powieścią przygodową, to jednak pewne walory, jakie podkreśla autor, można odnieść do wielu sytuacji z życia wziętych.

Nie skłamię, jeśli zdradzę, że istnieje ogromne prawdopodobieństwo wzruszenia i uronienia łzy podczas lektury. Kilka fragmentów ścisnęło mi gardo i zmoczyło oczy. Prawo, według którego wygrywa silniejszy, zdecydowanie ma rację bytu, zwłaszcza, jeśli chodzi o dziką przyrodę. Alaska właśnie taka jest, a James Oliver Curwood pisze w taki sposób, że czytelnik ma szansę poczuć się tak, jakby znalazł się tam nie tylko wyobraźnią, duchem, ale i ciałem. 

Kochani, "Szara Wilczyca" to pozycja obowiązkowa! Podrzućcie ją swoim pociechom, przeczytajcie w wolnej chwili sami, albo po prostu zasiądźcie do niej razem przed snem i wspólnie śledźcie losy Kazana i jego towarzyszki, Szarej Wilczycy. Nie pożałujecie.

Za egzemplarz ogromnie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.



wtorek, 18 września 2018

PRZYPADKI SIÓSTR BRADFORD: "Wierna Tobie" Becky Wade.

Nora Bradford, genealog prowadząca własną osadę historyczną, trzy lata temu rozstała się z mężczyzną. Druzgocące wydarzenia sprawiły, że chcąc od nich uciec, rzuciła się w wir pracy. Poczucie samotności zacierała obowiązkami, książkami, filmami, serialami. Po prostu, żyła w swoim świecie. Czas zmian nadszedł w momencie, gdy Nora poznała Johna Lawsona. Mężczyzna ten, żołnierz i komandos, był przeciwieństwem genealożki. W życiu nie brakowało mu wyzwań, których nie bał się podejmować. Śmiało kroczył przed siebie każdego dnia, był konkretny. Nawet w chwili, gdy okazało się, że niebawem straci wzrok. Niegdyś adoptowany przez wspaniałą familię, teraz zapragnął odnaleźć biologicznych rodziców. Musi poznać swoje pochodzenie, zwłaszcza, że pogorszenie wzroku wywołała wada genetyczna. Pomocną dłoń oferuje mu Nora.



"Wierna Tobie" to bardzo przyjemna, życiowa powieść obyczajowa. Otwiera ona cykl "Przypadki sióstr Bradford" i zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy. W książce znajdziemy elementy romansu, jednak autorka nie skupia się usilnie na relacji głównych bohaterów. Miłość jest tutaj ważna, ale istotne są także inne wątki. Czytelnik ma szansę przyjrzeć się, jak mogą wyglądać poszukiwania biologicznej rodziny, jakie emocje mogą temu towarzyszyć - mogą, bo wiadomo, w różnych przypadkach różnie się to wszystko układa. Innym zagadnieniem, na które warto zwrócić uwagę, jest ucieczka Nory w nierzeczywisty świat seriali i zafascynowanie się postacią z ekranu.

Becky Wade posługuje się lekkim stylem. Autorka porusza temat wiary, ale robi to w sposób nienatarczywy. Ponadto, tak kreuje fabułę i charaktery bohaterów, że nie sposób się oderwać od powieści. Postaci nie są przerysowane, mają swoje dobre i złe strony, postępują jak zwyczajni ludzie, co sprawia, że stają się nam bliżsi. Nie są wyidealizowani, czasem możemy się z nimi nie zgodzić, ale realistyczna kreacja nie pozwoli nie poczuć z nimi więzi. Mają już na barkach bagaż doświadczeń, w pewnych kwestiach odczuwamy ich skomplikowany charakter.

Ogromnym plusem okazało się, przynajmniej dla mnie, nieprzewidywalne zakończenie. Właściwie, to zaskoczenia można było się spodziewać, bowiem w treści niejednokrotnie spotkałam się ze zwrotami akcji. Ponadto, "Wierna Tobie" wywołuje ogrom emocji. Są fragmenty, przez które się wzruszałam, były też takie, które wywoływały uśmiech. A to tylko część tego, co zgotowała dla czytelników autorka.

Moi Drodzy, jeśli macie ochotę na naprawdę dobrą powieść obyczajową, to serdecznie Wam polecam "Wierna Tobie". Spędziłam przy niej kilka przyjemnych godzin i myślę, że i Wy będziecie zadowoleni :). Ja czekam już na kolejne części!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dreams.

piątek, 14 września 2018

GRANNA: Superfarmer De Lux.

Tego jeszcze nie było :)! Kochani, dzisiejszym wpisem chciałabym zapoczątkować serię postów dotyczących gier. Wieczory dość często spędzamy przy planszówkach, dlatego też postanowiłam to wykorzystać i prezentować Wam gry, przy których naprawdę fajnie się bawimy. Na początek Superfarmer De Lux od Granna.


O HISTORII GRY SŁÓW KILKA

Myślę, że sporo osób będzie kojarzyć Superfarmera. Gra ta powstała w Warszawie w 1943 roku jako "Hodowla zwierzątek", co zawdzięczamy Karolowi Borsukowi, wybitnemu profesorowi matematyki. Nigdy nie skupiałam się na historii gier, ale w tym przypadku geneza powstania mnie zaciekawiła. Po zamknięciu przez Niemców Uniwersytetu Warszawskiego, Karol Borsuk stracił pracę. Szukając źródła utrzymania, postanowił sprzedawać grę. Zestawy przygotowywała jego żona, pani Zofia, natomiast rysunkami zajmowała się Janina Śliwicka. Zamówienia rosły z dnia na dzień, dając tym samym nie tylko pracę Borsukom, ale i radość dzieciom oraz dorosłym. W czasie wojny oryginalne egzemplarze gry spłonęły, na szczęście wiele lat później jeden, który zachował się poza Warszawą, powrócił do rodziny. W 1997 roku "Hodowlę zwierzątek", z inicjatywy pani Borsukowej, wydała pod nazwą "Superfarmer" Granna.


SUPERFARMER DE LUX

Superfarmer De Lux, czyli wydanie jubileuszowe z okazji 25 rocznicy śmierci autora, to nic innego jak "Zwykły" Superfarmer z odświeżonym designem. Wspaniałe ilustracje Piotra Sochy oraz przeurocze figurki psów cieszą oko i sprawiają, że gra jest bardzo przyjemna. W pudełku znajdują się: 
  • 4 plansze,
  • 2 dwunastościenne kostki - niebieska i pomarańczowa,
  • 120 żetonów z ilustracjami zwierząt: 60 królików, 24 owce, 20 świń, 12 krów, 4 konie,
  • 4 figurki małych psów, 2 figurki dużych psów,
  • instrukcja.
Gra jest bardzo łatwa, ale i nieprzewidywalna. Gracze zostają farmerami, którzy mają za zadanie zbudowanie swojego stada. Rzucając kostkami rozmnażają swoje zwierzęta, które można z kolei wymieniać na inne według pewnego przelicznika. Zwycięzcą zostaje ta osoba, która jako pierwsza zbuduje stado złożone przynajmniej z królika, owieczki, świni, krowy i konia. Farmerzy nie mogą jednak spuszczać oka ze zwierzątek, bowiem w okolicy łatwo jest trafić na wilka i lisa. Trzeba być czujnym, bowiem ta dwójka może zabrać nam zdobyte wcześniej zwierzątka!











NASZA OPINIA

Zacznę od tego, że gry wybieram i kupuję głównie ja. Czasem, jeszcze przed zamówieniem, pokazuję Adamowi to, co wpadło mi w oko, ale robię to po prostu czysto informacyjnie. Moja druga połówka zawsze chętnie zasiada do gier (pod warunkiem, że nie są to Scrabble :D). Superfarmer De Lux to chyba pierwsza planszówka, na temat której mamy identyczne zdanie! Zacznę od tego, że oprawa graficzna po prostu nas zauroczyła (No dobra, mnie bardziej, bo jak oprzeć się tym cudownym zwierzaczkom? Mężczyźni tego nie zrozumieją :D).

Gra jest solidnie wykonana, a wyłamywanie żetonów z tektury nie powinno sprawiać żadnego problemu (mam tu na myśli głównie dzieci, dorosły zawsze sobie poradzi). Bardzo spodobały nam się plansze - ściągawka dotycząca wartości poszczególnych zwierząt przydaje się podczas gry. Nie trzeba ciągle wertować instrukcji w poszukiwaniu informacji na jakie zwierzątko możemy wymienić te, które posiadamy. Na plus zasługuje też zaznaczenie innym kolorem stada, które w pełni skompletowane pozwala na zwycięstwo.

Obłędne są też figurki piesków, mających za zadanie strzec poszczególnych zwierząt w stadzie przed lisem i wilkiem. Kiedy wyciągnęłam je z pudełka, po prostu przepadłam. Przeurocze, przeurocze! 


SUPERFARMER DE LUXE - DLA KOGO?

Dla wszystkich! Zarówno dzieci w wieku od 7 lat, jak i dorośli będą zadowoleni z tej planszówki. To nie tylko frajda, to także przyjemna nauka strategicznego myślena dla najmłodszych. Czas gry waha się w zależności od liczby osób (Superfarmer przeznaczony jest dla 2, 3 lub 4 graczy) oraz od planowania i szczęścia w grze, nigdy bowiem nie wiadomo, czy nie zakradną się do nas lis z wilkiem!

Kochani, gorąco polecamy Wam grę Superfarmer De Lux. Niejednokrotnie dostarczy Wam wiele frajdy!

środa, 12 września 2018

PRZEDPREMIEROWO: "Bez słowa" Rosie Walsh.

Niektóre książki wywołują takie emocje, że pozostajemy przez chwilę bez słowa. Czasem ciężko coś sensownego powiedzieć, bo z ust wydobywa się tylko jedno wielkie wow. Człowiek jest pod takim wrażeniem, że kac książkowy to łagodna nazwa uczucia, które po lekturze wypełnia wnętrze. Kochani, chciałabym przedstawić Wam powieść, którą po prostu trzeba poznać. Trzeba przeczytać. Trzeba ją mieć. Zapraszam na przedpremierową recenzję "Bez słowa" autorstwa Rosie Walsh.

Siedem idealnych dni. Potem on zniknął.


Kiedy poznajemy tę właściwą osobę, zapominamy o całym świecie. Wypełnia ona nasze serce, myśli, chcemy się cieszyć każdą wspólną chwilą i każdym elementem, który nas ze sobą łączy. Właśnie tak czuła się Sarah, gdy poznała Eddiego. Spędzali razem wspaniałe chwile. Siedem wyjątkowych dni. Sarah zapomniała na tydzień o bolączkach, z jakimi się borykała. Niestety, po cudownych, idealnych chwilach z Eddiem, nadszedł czas rozstania. Para obiecała sobie, że będzie utrzymywać ze sobą kontakt, oboje chcieli w końcu zaplanować razem wspólną przyszłość...

Niestety, na tych nadziejach i przyrzeczeniach kończy się sielanka, bowiem Eddie nie daje znaku życia i znika bez jakiegokolwiek śladu. Sarah próbuje skontaktować się z ukochanym, telefonuje do niego, wysyła wiadomości, te jednak pozostają bez odzewu. Jej przyjaciele próbują namówić ją na odpuszczenie, ale Sarah ani myśli, aby zapomnieć o Eddiem. Czuje, że nic nie dzieje się bez przyczyny i cała ta sytuacja ma inne podłoże. Coś musiało się stać. O swoich racjach przekonuje się pewnego dnia...

"Bez słowa" to powieść przepełniona ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Jeśli śledzicie mnie na IG, na pewno widzieliście paczuchę z książką, którą trzymałam od wydawnictwa. W środku znajdowały się m.in. chusteczki. Przydały się, i to bardzo! Historia, jaką przedstawia Rosie Walsh, głęboko wzrusza i chwyta za serce. Są wątki, które trzymają w napięciu, ale są i takie, które wycisną ostatnią łzę.

Wsiąknęłam w nią tak mocno, że ciężko było się oderwać. To nie tylko przystępny styl i język, to także rewelacyjna fabuła. Uwielbiam powieści, w których temat miłości gra pierwsze skrzypce. W "Bez słowa" jej nie brakuje. Co więcej, autorka, dzięki pozostałym wątkom, porusza kwestie i wartości istotne w życiu każdego człowieka. Nie zawsze są to tematy lekkie, kolorowe i przyjemne, czasem rodzą w sercu smutek, ból. Mimo wszystko są obecne, tak jak w życiu bohaterów, tak i w naszej codzienności, tej realnej.

Postaci wykreowane przez Rosie Welsh mają w sobie coś takiego, że bardzo szybko się z nimi zżyłam. Nie tylko z Sarah, która okazała się wspaniałą, mądrą kobietą, nie tylko z Eddiem, który nagle znika i burzy nadzieję czytelnika na wspaniałe momenty, ale także z pozostałymi bohaterami. Każdy ma w sobie coś, co jest cenne zarówno dla tej lektury, jak i dla każdego człowieka w realnym świecie. Życzliwość, pomocna dłoń od przyjaciół i bliskich osób to wartościowe cechy, chyba wszyscy ich szukamy w drugim człowieku. Sarah właśnie takich przyjaciół miała, czuła od nich wsparcie, choć nie zawsze się z ich zdaniem zgadzała.

Powieść "Bez słowa" to prawdziwy majstersztyk. Jestem ogromnie szczęśliwa i wdzięczna, że mogłam ją poznać. Dawno nie czytałam aż tak dobrej powieści obyczajowej. Kochani, nie wiem, jak jeszcze wyrazić nad nią zachwyt. Wiem natomiast, że mogę polecić Wam tę książkę z całego serca, co też czynię. Premiera 1go października, lada moment, szykujcie się :)!

Za egzemplarz "Bez słowa" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.