czwartek, 30 listopada 2017

Amerykańska powieść, a w niej polski akcent - "Chicago w ogniu" Elizabeth Camden.




Mollie Knox jest młodą i kreatywną właścicielką dobrze prosperującej fabryki zegarów, którą odziedziczyła w spadku. Wydaje się, że kobieta ma przed sobą wspaniałą przyszłość, interesy idą kapitalnie. Los jednak sprawia, że w ciągu jednej nocy wszystko się zmienia. Jej ukochane Chicago płonie... Mollie chce po tej katastrofie zacząć od nowa, zrobi wszystko, aby odbudować swoje życie.

Zack Kazmarek, chicagowski prawnik z polskimi korzeniami, jest jednym z najbardziej wpływowych mieszkańców stanu Illinois. Dzięki swojemu zdecydowaniu w działaniu i przebiegłości zazwyczaj udaje mu się dostać to, co chce, na czym mu zależy. Dobra passa zostaje przerwana w przypadku kontaktów z kobietą, którą los zsyła na jego drogę - Mollie Knox wydaje się wykraczać poza jego zasięg.

Kiedy miasto z trudem się odbudowuje, Mollie styka się z wszechobecną potęgą kontaktów i wpływów prawnika. Dla Zacka jest to idealna okazja, aby wykorzystać szansę na zdobycie tej intrygującej kobiety sukcesu. Czy na Mollie, która do tej pory nie miała czasu na życie osobiste, zadziała urok mężczyzny? Co z jej własną firmą?

Elizabeth Camden kolejny raz zaserwowała swoim czytelnikom świetną powieść z historycznym tłem. Specyficzny klimat dawnych lat można poczuć już zanim otworzy się tę pięknie wydaną książkę - przyznajcie, że okładka naprawdę robi wrażenie i urzeka! Mnie chwyciła za serce, tak samo, jak miało to miejsce w przypadku "Tajemnic Bostonu". Z historią z reguły jest mi nie po drodze (oczywiście wszystko zależy od samej tematyki i formy prezentacji treści), ale styl Elizabeth naprawdę mi się podoba, z jednej strony wiem, że akcja rozgrywa się dawno temu, z drugiej zaś bohaterowie są "normalni", jak każdy inny człowiek, nawet ten współczesny.

Powieść wciąga od samego początku, zwłaszcza wątek uczuciowy (ach ta moja romantyczna dusza). Miłość jest jednym z tych elementów, które nigdy, przenigdy mi się nie znudzą. W prawie każdej książce szukam choćby drobnego, malusieńkiego fragmentu, który poświęcony byłby właśnie tym ciepłym uczuciom. Niepoprawna romantyczka :). Miłość jednak nie stanowi w tej powieści znaczącej części. W książce znajdziemy fragmenty podkreślające to, jak ważne są pozytywne relacje międzyludzkie. Wzajemna pomoc i przyjaźń mają ogromne znaczenie w życiu człowieka, w jego codzienności, a także w aspekcie walki o marzenia i realizowania planów.

W powieści zaintrygował mnie polski akcent, który (jak się okazało) nie ograniczał się tylko do wzmianki o korzeniach głównego bohatera. Wspaniale było móc poznać zagraniczną literaturę, w której miałam szansę poczytać o rzeczach związanych z własnym krajem. Zdradzać szczegółów oczywiście nie będę, polecam samemu sprawdzić, co polskiego ukryła na kartach swojej powieści Elizabeth Camden.

"Chicago w ogniu" bezapelacyjnie mnie oczarowało!

Za egzemplarz powieści "Chicago w ogniu"
serdecznie dziękuję Dreams Wydawnictwo.

środa, 29 listopada 2017

Andrzejkowy wieczór z astrologią w tle? Brad Kronen "Miłość zapisana w gwiazdach".

Cześć Kochani! Dziś celebrujemy Andrzejki, a jak powszechnie wiadomo, ich nieodłącznym elementem są wróżby, czary, przepowiednie, a także odczytywanie horoskopów. Myślę, że znalazłam książkę idealną na tę okazję - przepięknie wydany poradnik "Miłość zapisana w gwiazdach" autorstwa Brada Kronena. Co astrologia powie o Twoim związku, potencjalnym partnerze, rodzinie lub znajomych?


"MIŁOŚĆ ZAPISANA W GWIAZDACH - CZY TO NAPRAWDĘ MOŻLIWE?"

Autor w swej publikacji oddzielnie scharakteryzował każdą parę znaków w kilkustronnicowych rozdziałach. W książce znajdziemy wszystkie możliwe kombinacje. Brad Kronen opisał dobre i złe strony relacji, jakie zachodzą między przedstawicielami poszczególnych znaków zodiaku. Niektóre osoby będą idealnie się dogadywać, czasem i zaiskrzy, a jeszcze między innymi wybuchnie wojna i posypią się wióry. Z jednej strony to przecież norma, zwykłe życiowe sytuacje, z drugiej zaś, gdyby czasem zgłębić się w astrologiczne tajniki i zależności, moglibyśmy nieco się zdziwić, analizując rzeczywistość.

Na sięgnięcie po tę pozycję zdecydowałam się z ciekawości, zainteresowana byłam zwłaszcza połączeniem Koziorożca z Rakiem - tak, to właśnie tych znaków przedstawicielami  jesteśmy z moim Adamem. Czy treść zawarta w poradniku zbiega się z rzeczywistością? Chyba nie zaskoczę Was, stwierdzając, że część z astrologicznych prawd ma pokrycie w naszym życiu i związku, natomiast inne zupełnie mijają się z prawdą. W końcu horoskopy i połączenia zodiakalne to magia, którą nie zawsze trzeba traktować serio :).

"Miłość zapisana w gwiazdach" to interesujący poradnik, który jedni będą traktować z przymrużeniem oka, dla innych stanie się astrologiczną biblią. Ja należę do tej pierwszej grupy, od zawsze lubiłam od czasu do czasu zajrzeć do horoskopu lub postawić sobie wirtualnego tarota, oczywiście tylko i wyłącznie dla chwili odskoczni. Myślę, że ta pozycja idealnie sprawdzi się w taki wieczór, jak Andrzejki. Podczas spotkania z przyjaciółmi możecie sięgnąć po poradnik Brada Kronena i przewertować interesujące Was kombinacje znaków. Być może za rogiem czai się miłość ;)?

Za egzemplarz "Miłość zapisana w gwiazdach"
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

niedziela, 26 listopada 2017

Zapraszam na trzy zimowe wesela: "Panny młode. Zima" Denise Hunter, Debrah Raney, Betsy St. Amant.

"Długo i szczęśliwie" zaczyna się dziś.


GRUDNIOWA PANNA MŁODA - DENISE HUNTER

Layla O'Reilly oraz Seth Murphy tuż przed Świętami Bożego Narodzenia wybierają się na wesele znajomego. W wyniku pewnego splotu wydarzeń ogłaszają... swoje zaręczyny. Dla niego to okazja, by wreszcie zdobyć serce kobiety, w której od lat się podkochuje. Dla niej jest to jedynie układ, który mógłby uratować jej karierę. Co wyniknie z tej relacji?

STYCZNIOWA PANNA MŁODA - DEBORAH RANEY

Młoda powieściopisarka, Madeleine Houser, w związku z remontem własnego domu, przenosi się tymczasowo ze swoim biurem do lokalnego pensjonatu, którego właścicielem jest tajemniczy wdowiec. Madeleine nigdy nie widziała mężczyzny na oczy, jednak od kiedy zaczęli codziennie wymieniać ze sobą liściki, między nimi zrodziła się przyjaźń. Pisarka zakochuje się w intrygującym gospodarzu, który najprawdopodobniej jest od niej sporo starszy. Właściciel willi także ma pewne wątpliwości w tej kwestii. Czy wzajemna ocena wieku przez bohaterów nie jest przypadkiem pomyłką? Co wydarzy się, gdy w końcu dojdzie do spotkania...?

LUTOWA PANNA MŁODA - BETSY ST. AMANT

Allie Andrews zostawia narzeczonego przed ołtarzem i ucieka z kościoła w dniu, kiedy mieli zostać złączeni węzłem małżeńskim. Dziewczyna kocha Marcusa, jednak boi się, że ich związek mógłby się rozpaść - wszystkiemu jest winne fatum związane z suknią ślubną. Kobiety z jej rodziny przekazują ją sobie z pokolenia na pokolenie, jednak żadnej z tych dam nie udało się utrzymać swojego małżeństwa. Allie nie chce być kolejną żoną, która w końcu będzie musiała rozstać się z wybrankiem... Przypadek sprawia, że kilka miesięcy później losy bohaterów ponownie się ze sobą splatają. Ich historia jeszcze się nie skończyła!


Głównym powodem, dla którego sięgnęłam po zbiór trzech opowiadań "Panny młode. Zima" był fakt, że wśród autorek znalazła się znana już mi Denise Hunter. Pokochałam jej twórczość od pierwszego czytelniczego spotkania (KLIK). Przyznam szczerze, że to właśnie jej opowiadanie najbardziej przypadło mi do gustu, choć pozostałe dwa wcale nie były gorsze. Opowieści zawarte w książce są niezwykle urocze, a czegoś takiego właśnie teraz potrzebowałam. Przedstawione przez autorki romantyczne historie pozwoliły mi spędzić wspaniałe, leniwe, niedzielne popołudnie pod futrzanym, białym kocem, oczywiście w towarzystwie pysznej herbatki. Pod lekkim piórem pisarek kryje się nie tylko czas relaksu dla czytelnika, ale i chwila na przypomnienie o tym, jak ważna w życiu jest miłość i uczucia. Jestem oczarowana tą pozycją! Czekam na moment, kiedy w moje ręce trafią inne części z tego cyklu (można je podejrzeć na jednej z ostatnich stron książki).

Za egzemplarz "Panny młode. Zima"
serdecznie dziękuję Dreams Wydawnictwo.

czwartek, 23 listopada 2017

Nieprzewidywalna i pełna zwrotów akcji: "Nieznajoma w domu" Shari Lapeña.

"TERAŹNIEJSZEOŚĆ, o której nie pamiętasz.
PRZESZŁOŚĆ, która nie da Ci spokoju."



Karen i Tom tworzą młode, szczęśliwe, dobrze sytuowane i bezdzietne małżeństwo, zamieszkujące naprawdę uroczy dom w północnej części stanu Nowy Jork. Pewnego dnia sielankę przerywa zniknięcie Karen. Tom, wróciwszy do domu zauważa, że brakuje jej samochodu. Najprawdopodobniej wyjechała w pośpiechu, bo nie dość, że nie zamknęła drzwi, nie dojadła, to zostawiła swoją torebkę, a w niej dokumenty i telefon komórkowy.

Nagle do Toma przychodzi policja. Chce go zabrać do szpitala, gdzie przyjęto po wypadku samochodowym jego żonę. Okazuje się, że podczas jazdy z nadmierną prędkością straciła kontrolę nad autem. Wydarzenia rozegrały się w jednej z najpodlejszych dzielnic w mieście... Przecież to nie było do niej podobne... Kobieta z wypadku wychodzi ze wstrząśnieniem mózgu i jedynie kilkoma zadrapaniami. Rekonwalescencja szybko, ale Karen nie może sobie przypomnieć, co robiła i gdzie znajdowała się w momencie, kiedy doszło do wypadku. Policjanci podejrzewają, że kobieta kłamie. Utrata pamięci mogłaby być dla niej w zaistniałej sytuacji najzwyczajniej w świecie wygodna...

Karen udaje się z mężem do domu, gdzie chce powrócić do dotychczasowego życia u boku Toma i przede wszystkim powrócić do zdrowia. Policja jednak nie zapomina o Karen i nie daje jej spokoju. Nagle okazuje się też, że małżonkowie są dla siebie zupełnie obcy. Kobieta zachowuje dystans... Zarówno Karen, jak i Tom mają coś do ukrycia. Skrywają tajemnicę, która nie może wyjść na jaw.

"PIĘKNY DOM
IDEALNE ŻYCIE
WYPADEK, KTÓRY ODMIENIŁ WSZYSTKO
TAJEMNICA NIEPOZWALAJĄCA O SOBIE ZAPOMNIEĆ"

"Nieznajoma w domu" to naprawdę dobry kryminał. Kiedy siadłam z książką na łóżku i zatopiłam się w tekście na pierwszej stronie, właściwie nie zauważyłam, kiedy znalazłam się kilkadziesiąt stron dalej. Ta pozycja wciąga od samego początku. Od pierwszej chwili czułam specyficzny, tajemniczy klimat. Autorka zadbała, aby fabuła nie była nudna i przewidywalna. Momentami może się Wam zdawać, że mniej więcej macie wszystko poukładane i jesteście w stanie rozwiązać zagadkę... Cóż, chwilę później traficie na totalny zwrot akcji, który sprawi, że nic już nie będzie takie oczywiste. Wszystko jest tajemnicą, a bohaterowie skrywają wiele sekretów. Powieść zaskakuje, a autorka nie owija niepotrzebnie w bawełnę. Serwuje nam konkrety, czaruje tajemniczością i zwrotami akcji. Bohaterowie także są zagadkowi, pełni niejasności. Czy Tom tak naprawdę zna, albo właściwie znał swoją żonę? Jaką przeszłość skrywa Karen? Jaką rolę w tej całej sytuacji odegra przyjaciółka głównej bohaterki? Czy Tom ma coś na sumieniu?

Shari Lapena (Lapeña) stworzyłą niezwykle interesującą i wciągającą historię. Muszę przyznać, że moje pierwsze spotkanie z jej twórczością uważam za niezwykle udane! W przyszłości na pewno chętnie sięgnę po inne książki tejże autorki :).

Za egzemplarz powieści "Nieznajoma w domu"
serdecznie dziękuję Zysk i S-ka Wydawnictwo.
 

wtorek, 21 listopada 2017

Yankee Candle: Wosk Macaron Treats.

Przyznam się bez bicia, że jak tylko rozpoczyna się listopad i mam za sobą Święto Zmarłych, zaczynam powolne przygotowania do Bożego Narodzenia. Jedną z kluczowych spraw jest zadbanie o odpowiednią aurę w mieszkanku. Klimat podkreślam zapachami, tak więc przygotowuję już powoli odpowiednie woski i świece. Wśród "zapachowej wyprawki świątecznej" znajduje się m.in. Macaron Treats, który dorwałam rok temu na Goodies.pl.


Zielona tartaletka pochodzi ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Po rozpaleniu pomieszczenie otula przyjemna dla nosa mieszanka słodkiej wanilii, migdałów i biszkoptów. Wosk odzwierciedla więc zapach, chyba wszystkim dobrze znanych, paryskich makaroników. To zielone maleństwo skradło moje serce :). Uwielbiam takie słodkie, ciasteczkowe aromaty, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. Kiedy smakowita woń rozchodzi się po mieszkaniu, czuję się, jakbym trafiła do eleganckiej cukierni lub ulubionej piekarni. Macaron Treats tworzy wspaniałe tło zapachowe dla świątecznych, rodzinnych spotkań. Idealne dopełnienie Bożego Narodzenia.

Wosk Macaron Treats śmiało mogę zaliczyć do wydajnych produktów. Jest intensywny, ale nie mdli. Fani słodkich aromatów powinni być z niego zadowoleni :). Na pewno jeszcze nie raz będzie lądować w moim koszyku! Pozdrawiam ciepło, Karolina

niedziela, 19 listopada 2017

Historia, która chwyta za serce: "PSIEGO NAJLEPSZEGO, czyli BYŁ SOBIE PIES na święta" W. Bruce Cameron.

O tym, że jestem totalną psiarą, chyba zauważyliście już po niektórych zdjęciach na moim IG lub chociażby po kilku wpisach na blogu (KLIK, KLIK). Mimo, że nie mam własnego czworonożnego przyjaciela (jeszcze!), to obdarowuję czułością wszystkie napotkane na swej drodze futrzane słodziaki. Moje serce mięknie także na myśl o książkach, w których te istotki występują. Znacie "Był sobie pies" W. Bruce'a Camerona? Tak się składa, że autor przygotował kolejną, wspaniałą powieść, "tak uroczą, jak kosz niesfornych szczeniaczków". Nie mogłam jej sobie odpuścić, o nie!


Codzienność samotnego Josha totalnie się zmienia w chwili, gdy pewnego razu sąsiad podrzuca mu, niby "tylko na chwilę", spodziewającą się szczeniaków suczkę Lucy. Słodkie, brązowe czy pozostawionego mu psa sprawiają, że Joshowi mięknie serce. Mężczyzna postanawia więc przygarnąć pod swój dach Lucy, chce zająć się nią oraz oczekującą przyjścia na świat gromadką szczeniąt. Pech chce, że potomstwo suczki nie przeżywa. Los jednak przyszykował Joshowi niespodziankę - ktoś zostawia pod jego drzwiami pudło z... nowonarodzonymi szczeniakami.
Jako, że opieka nad dorosłą suką oraz małymi pieskami to nie taka prosta sprawa, mężczyzna udaje się po pomoc do schroniska. Tam poznaje jedną z opiekunek czworonożnych przyjaciół - Kerri. Razem przygotowują zwierzęta do świątecznego programu adopcyjnego. Mijają dni, a Josh zaczyna dostrzegać, że nie wyobraża już sobie życia ani bez słodkiej, futrzanej rodzinki, ani bez Kerri... Co zrobi, gdy w końcu dobiegnie termin oddania piesków?

"Psiego najlepszego, czyli Był sobie pies na święta" to wspaniała powieść, taki must have na jesień, zimę i koniecznie na okres Bożego Narodzenia. W. Bruce Cameron stworzył przeuroczą, przesłodką i przesympatyczną historię, która ma jeden minus - zdecydowanie jest zbyt krótka! Ta lektura urzekła mnie od samego początku, zżyłam się z bohaterami, pokochałam psiaki (tego pewnie się spodziewaliście :D), wzruszyłam się (a właściwie wzruszałam), śmiałam, no po prostu książka idealna! Akcja toczy się spokojnie, nie mamy tutaj do czynienia z zaskakującymi zwrotami.

Nowa powieść W. Bruce'a Camerona to nastrojowa i mądra historia obyczajowa, w której odnajdziemy wątki uczuciowe, romantyczne, a co najważniejsze - morał. Ta lekka w odbiorze książka bez wątpliwości chwyci niejednego czytelnika za serce. Zauroczy Was nie tylko okładka, ale i wnętrze. Zobaczycie, ile radości w życie człowieka mogą przynieść wierne i oddane czworonogi. Bez wahania stwierdzam, że cudownie byłoby móc zobaczyć tę historię na wielkim ekranie! 


Powieść pełna psiaków, wzruszająca, chwytająca za serce, a do tego utrzymana w świątecznym klimacie? Ja to bez zastanowienia kupuję! Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na gwiazdkowe prezenty dla bliskich, pomyślcie o tej książce, naprawdę warto.

Za egzemplarz powieści "PSIEGO NAJLEPSZEGO, czyli BYŁ SOBIE PIES na święta" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

sobota, 18 listopada 2017

Yankee Candle: Wosk Rhubarb Crumble.

O tym, że jesienią w szczególności wielbię zapach ciast, pisałam całkiem niedawno. Zachwycałam się wówczas Apple Pie, zapachem Kringle Candle, odwzorowującym aromat świeżo upieczonej szarlotki. Dziś przyszła pora na ciasto z rabarbarem! Moi Drodzy, przedstawiam Wam Rhubarb Crumble od Goodies.pl.


Kto nie jadł pysznego, jeszcze ciepłego ciasta z kwaśnym rabarbarem, dodatkowo obsypanego cukrem pudrem? A może mieliście okazję skosztować crumble z cukrem trzcinowym na wierzchu? Obojętnie, której opcji bym nie wybrała - w obu kocham smak. Zapach również :). Bardzo ucieszyłam się, kiedy znalazłam wosk Yankee Candle odwzorowujący rabarbarowe ciasto lub crumble.  T
artaletka po rozpuszczeniu otula aromatycznym, intensywnym zapachem całe pomieszczenie. Wosk świetnie sprawdzi się w okresie jesieni lub zimy, ale - staram się to często powtarzać - to tak naprawdę od Was zależy, kiedy po niego sięgnięcie :).

Lubicie rabarbar? Mieliście okazję spotkać się z nim w formie wosku? Czekam na opinie! Przesyłam pozdrowienia, K.

piątek, 17 listopada 2017

Rewelacyjny debiut: "Gwiazdy, które spłonęły" Melissa Falcon Field.

"Wciągająca opowieść o tym, jak mała iskra w życiu kobiety
może wzniecić prawdziwy pożar"



Claire Spruce jest idealną żoną i dobrą matką. Niestety, pod pozorem przykładnej kobiety z przedmieścia nie kryje się za dużo dobrego... Jej życia z pewnością nie można określić jako bajki. Wraz z mężem długo starali się o dziecko. Kiedy w końcu udało im się spełnić niegdyś nieosiągalne marzenie, okazało się, że szczęście dla Claire długo trwać nie będzie. W związku z pracą Milesa, małżeństwo zmuszone było zmienić miejsce zamieszkania. Kobieta z trudem zostawiła za sobą ukochane tereny i wymarzoną pracę. Nowy dom nie cieszył jej tak samo, jak poprzedni. Niekończąca się zima doprowadzała ją do obłędu, a Miles, pracoholik nieumiejący oddzielić życia prywatnego od obowiązków służbowych, rozczarowywał ją z dnia na dzień coraz bardziej. Negatywne myśli i odczucia nieustannie pojawiały się w jej głowie. Nic więc dziwnego, że gdy na Facebooku odezwał się do niej Dean, stara miłość z liceum, Claire szybciej zabiło serce. Wspomnienia dawnych czasów z byłym ukochanym oraz brak zainteresowania ze strony męża popchnęły ją do podjęcia decyzji o... spontanicznej ucieczce z Deanem. Niestety, powrót mężczyzny z przeszłości nie był przypadkiem, a decyzja ta pociągnie za sobą pewne konsekwencje.

"Czy niewinny internetowy flirt może zniszczyć przykładną rodzinę?"

"Gwiazdy, które spłonęły" bezapelacyjnie trafiają na półkę moich ulubionych powieści. Przyznam szczerze, że na początku oczekiwałam nieco większego BUM. Myślałam, że trafiłam na inną historię, w której będą szaleć romantyczne uczucia. Pierwsze strony nieco mnie rozczarowały, ale chwilę potem zrozumiałam, że przede mną leży kawał dobrej powieści. Melissa Falcon Field stworzyła wspaniałą, choć poniekąd przygnębiającą lekturę, z niebanalną fabułą i rewelacyjnie wykreowanymi bohaterami, których mogłabym określić jako jeden z najlepszych i najmocniejszych elementów zawartych na kartach powieści.

Cała historia przedstawiona jest z punktu widzenia głównej bohaterki. Uwielbiam pierwszoosobową narrację, za każdym razem, gdy autor stosuje ten zabieg, o wiele intensywniej zżywam się z bohaterem i bardziej rozumiem motywy jego postępowania. Do gustu przypadło mi zgrabne wplecenie wydarzeń z przeszłości między wątkami rozgrywającymi się w teraźniejszości.

Z Deanem nie było tak, że Claire od razu chciała wskoczyć mu w ramiona. Kobieta próbowała odbudować to, co było niegdyś między nią, a jej mężem. Niestety, starania te szły na marne. Miles albo nie zauważał jej inicjatywy, albo gonił za pracą. Myślę, że nikt nie wytrzymałby takiej sytuacji na dłuższą metę. Co więcej, przeszłość Claire nie była łatwa. Każdy w związku potrzebuje troski, uwagi ze strony drugiej osoby, ciepła, a przede wszystkim MIŁOŚCI. Moim zdaniem Claire popełniła błąd nie wykładając przed Milesem uczuć, które w niej buzowały, żalu, który był spowodowany zapracowaniem męża...

"Gwiazdy, które spłonęły" to wyjątkowa powieść obyczajowa z przesłaniem. Dostarcza takich emocji, że z pewnością długo o niej się nie zapomni. Nie brakuje w niej elementów zaskoczenia. POLECAM!


Za egzemplarz recenzencki "Gwiazdy, które spłonęły"
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

czwartek, 16 listopada 2017

Kartka z pamiętnika #5.

Hej Misiaki! Dziś przybywam do Was z totalnie luźnym wpisem :). Mój kalendarz nieustannie zapełniony jest różnymi sprawami. Często brakuje mi takiej zupełnie wolnej chwili, tylko ja i moje zachcianki. Zazwyczaj po pracy przygotowuję lub odgrzewam obiad, sekunda odpoczynku na kanapie i nagle zapadam w objęcia Morfeusza. Godzina lub dwie snu mijają, robi się już niestety ciemno i co? Nagle okazuje się, że trzeba posprzątać, zrobić pranie, pojechać do sklepu... Na szczęście nie zawsze, bo nie wiem, kiedy w takim razie czytałabym książki, pisała bloga i prowadziła towarzyską część życia :). Jakiś czas temu poczucie potrzeby zrobienia czegoś dla siebie przezwyciężyło wszelkie inne przyjemności i obowiązki. Udaliśmy się na mały shopping. Dwa razy - rozłożyliśmy to na raty. Spędzanie całego dnia w galerii nam się nie uśmiecha, dlatego jednego razu w tygodniu odwiedziliśmy część sklepów, a w weekend dokończyliśmy na spokojnie łowy. Zakupy mieliśmy raczej zaplanowane, czasem zdarza nam się przeglądać strony sieciówek (głównie dotyczy to mojej osoby :D), wyłapujemy interesujące nas ubrania i potem wybieramy się do sklepu. Oczywiście zawsze liczymy się z tym, że nasze oko może wyłapać dodatkowo coś na miejscu, a dzieje się tak często. To co? Zaczynamy!

DZIAŁ DAMSKI

1. CZAPKI - DIVERSE - w myśl zasady "Nie umiesz się zdecydować? Weź obie!" stałam się posiadaczką dwóch czapek z pomponem. Są to moje pierwsze czapki od... bo ja wiem, podstawówki? Nigdy nie byłam fanką noszenia czegokolwiek na głowie, no, poza kapturem, bo jednak bywają naprawdę srogie temperatury i bez ochrony głowy długo bym nie pociągnęła. Na starość coś w tej głowie się człowiekowi przestawia, czego dowodem było moje postanowienie - KUPIĆ CZAPKĘ! Tego, że ze sklepu wyjdę z dwiema sztukami, raczej nikt by się nie spodziewał. A jednak! Skusiłam się na szarą oraz czarną z jasnym pomponem, każda z nich będzie pasować do innej z moich kurtek. W dodatku na drugą sztukę dostałam 50% rabatu, więc wiecie, szaleństwo usprawiedliwione.


2. BLUZA - DIVERSE - oj, jak mnie urzekła ta bluza, no mówię Wam! Chyba pierwsze, co zrobiłam po wejściu do sklepu, to ekspresowe udanie się na dział damski i szukanie tego wymarzonego ciuszka. Bluzę dorwałam z pierwszej wyprzedaży (teraz w salonach jest już druga).


3. SUKIENKA  - ORSAY - wybrałam się po dwie, wyszłam z jedną. Pierwszej w sklepie nie było, druga zaś została tylko jedna. Celowałam w rozmiar 38 (tak sugerował mi test na stronie sieciówki :D), ale okazało się, że w sklepie była tylko 36... Pomyślałam "Nie no, tragedia, na bank nie wejdę", powiedziałam zaś do sprzedawczyni, która pomogła mi kieckę odszukać, radosne "Super! Idę przymierzyć". No i okazało się, że naprawdę jest SUPER. 


4. BUTY - DEICHMANN - trapery chodziły za mną od dawna. W tych, które kupiłam, zakochałam się od pierwszego spojrzenia na ekran laptopa. Buty idealne. Niestety, ich zakup nie był tak idealny. W pierwszym sklepie brakowało mojego rozmiaru na półce. Na sklepie był, ale w rękach innej dziewczyny. Pojechaliśmy więc do innych salonów i w końcu w jednym bez problemu dobrałam trapery. 



DZIAŁ MĘSKI

1. KURTKA  - DIVERSE - Adam chorował na skórę już jakiś czas. Potem rozglądał się także za imitacjami. Zakupy ciągle się nie udawały, bo nie mogliśmy znaleźć nic takiego, w czym wyglądałby "OCH I ACH". W końcu trafiliśmy na kurtkę idealną, również pod względem cenowym - 20% rabatu zawsze cieszy :). 


2. SPODNIE - DIVERSE - nie wiem jak to się dzieje, ale kiedy ja cierpliwie szukam spodni, nic mnie nie urzeka, a kiedy Adam tego nie robi, nagle przypadkiem znajduje coś dla siebie. A właściwie to paradoksalnie ja mu znajduję. Na pierwszą parę przypadło nam 40% rabatu.



3. SWETER - DIVERSE - to była moja miłość od pierwszego wejrzenia. Ujrzałam go zaraz na wejściu i wiedziałam, że Adam musi przymierzyć ten ciuch. Sweter pasował kapitalnie, a to oznacza tylko jedno - idziemy do kasy!


Poniżej skompletowałam odnośniki do przedstawionych ubrań dostępnych jeszcze na stronach www sklepów. Dajcie koniecznie znać, czy coś Wam wpadło w oko :). Buziaki, Karolina.

Czapki - KLIK, KLIK.
Sukienka - KLIK.
Buty - KLIK.
Kurtka - KLIK.
Spodnie - KLIK, KLIK.
Sweter - KLIK.

środa, 15 listopada 2017

Ranczo Staffordów: "Z powrotem w siodle" Ruth Logan Herne.

Moi Drodzy Czytelnicy! Macie może ochotę na piękną historię z przesłaniem? Myślę, że przygotowałam dziś dla Was pozycję odpowiednią. Zapraszam na recenzję powieści "Z powrotem w siodle", otwierającą cykl "Ranczo Staffordów" autorstwa Ruth Logan Herne.



Colt Stafford to najstarszy syn legendarnego ranczera. W młodości podjął decyzję, aby opuścić rodzinny dom i w pogoni za karierą wyjechać do Nowego Jorku. Obiecująca przyszłość na Wall Street okazała się być tylko kruchą wizją, bowiem Colt przez manipulacje giełdowe został bez grosza przy duszy. Po kilku latach nieobecności mężczyzna postanowił wrócić na rozległe tereny Double S. W domu czeka na niego niecodzienne powitanie - obca kobieta mierząca w jego plecy bronią! Okazuje się, że piękną nieznajomą jest nikt inny, jak nowa gospodyni, którą zatrudnił ojciec Colta. Mężczyzna zaczyna dostrzegać w kobiecie coś więcej, coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka pod twardą osłoną. Zaintrygowany postanawia dociec, co kryje w sobie Angelina Morales. Nie będzie to takie proste, bowiem w rodzinnych stronach na Colta czeka jeszcze kilka innych wyzwań...

"Z powrotem w siodle" to kolejna pozycja od Dreams Wydawnictwo, którą pokochałam. Colta początkowo nie darzyłam wielką sympatią. Facet porzucający dom dla kariery? Ok, czasem człowiek musi wyjechać za zarobkiem, jednak ważne, by utrzymywać z bliskimi kontakt. Colt tego nie uczynił, do rodziny w ogóle nie zaglądał. Dopiero bankructwo spowodowało, że trzydziestokilkuletni mężczyzna postanowił wrócić do domu niczym syn marnotrawny. Potem jednak coś się zmieniło w moim postrzeganiu tej postaci. Colt z człowieka żyjącego karierą staje się mężczyzną, który ponownie wkracza w "tryb ranczo". Wraca do ciężkiej pracy i przede wszystkim do ludzi, którzy są mu tak naprawdę najbliżsi. Colt zaczyna więcej rzeczy doceniać, zmieniają się jego wartości, przechodzi wewnętrzną przemianę... Dorasta.

Osobą, która także zmienia swoje życie, jest Angelina Morales. Młoda kobieta niegdyś była policjantką, teraz została gosposią. Tajemniczą i intrygującą gosposią, która skrywa pewien sekret. Zapewne nie zaskoczę Was pisząc, że Colta z Angeliną będzie coś łączyć. Jednak zanim bohaterowie się zejdą, musi minąć trochę czasu, w trakcie którego czekać będą na nich pewne przygody i (żeby nie było tak sielankowo) trudności. 

"Z powrotem w siodle" to piękna, lekka i wspaniała powieść obyczajowa z morałem. Rodzina i bliscy sobie ludzie to jedne z najważniejszych wartości w naszym życiu. Ta urocza lektura wciąga od początku. W książce pojawia się wątek miłosny, co mnie, fankę romantycznych historii niezwykle ucieszyło. Przyznam jednak, że odczułam pewien niedosyt pod tym względem, ale absolutnie nie jest to żaden minus. Powieść serdecznie polecam!

Za egzemplarz powieści "Z powrotem w siodle"
serdecznie dziękuję Dreams Wydawnictwo.

wtorek, 14 listopada 2017

Kringle Candle: Wosk Apple Pie.

Nie wyobrażam sobie jesieni bez zapachu pysznej, słodkiej szarlotki. Uwielbiam, kiedy aromat świeżo upieczonego ciasta z jabłkami rozchodzi się w weekend po mieszkaniu. Niestety, nie zawsze mam okazję na pichcenie. Wówczas z pomocą przychodzi wosk Kringle Candle Apple Pie od Goodies.pl.


Apple Pie wiernie odwzorowuje zapach dopiero co wyciągniętej z pieca szarlotki. Po prostu. Kiedy chwilę po rozpaleniu kawałka wosku w kominku odwiedziła mnie znajoma, była święcie przekonana, że właśnie upiekłam szarlotkę i posypałam ją cukrem pudrem! 

Produkt jest bardzo wydajny, ale to już chyba standard, jeśli chodzi o Kringle. Wystarczy niewielki kawałek wosku, aby wypełnić pokój szarlotkowym aromatem. Zapach zdecydowanie można zaliczyć do intensywnych, ale nie mdlących i duszących. Wygodne opakowanie ułatwia przechowywanie rozpoczętego już wosku, nic się nie posypie, jak to zwykle bywa w przypadku tartaletek Yankee Candle.

Mieliście już do czynienia z Apple Pie :)? Przesyłam uściski, Karolina.

poniedziałek, 13 listopada 2017

WILNO: Wzgórze Giedymina. Jeden z punktów widokowych Wilna.

Kiedy odwiedzamy jakieś nieznane nam wcześniej miasto, z ogromną fascynacją odkrywamy jego zakątki. W moim sercu szczególne miejsce zajmują punkty widokowe, z których można podziwiać piękne panoramy. W Wilnie takich nie brakowało. Jednym z punktów, który pozwolił nam spojrzeć na stolicę Litwy z innej perspektywy, było Wzgórze Giedymina z  pozostałościami średniowiecznego zamku.


Wzgórze Giedymina, zwane także Górą Giedymina lub Górą Zamkową, zlokalizowane jest na Starym Mieście, na lewym brzegu rzeki Wilii, u ujścia Wilejki, gdzie roztacza się widok na "nowoczesną" część miasta.




Na wzgórzu wzniesiono w 1409 roku gotycką Basztę Giedymina. Z niej także można podziwiać panoramę Wilna, a w środku zwiedzający mają szansę poznać niewielkie muzeum historyczne. Wejście na Basztę Giedymina jest płatne - dorośli 5 EUR, studenci 2,5 EUR (cennik może się zmieniać, najlepiej sprawdzić szczegóły na TEJ STRONIE).


Droga na górę prowadzi po wykładanej nierównymi kamieniami ścieżce, więc bez odpowiedniego obuwia może być ciężko z wchodzeniem :). Na górę można też wjechać kolejką torową, która podczas naszej wizyty przechodziła remont. Prace modernizacyjne odbywały się również w obrębie Górnego Zamku, dlatego brakuje mi fotografii z tej części wzgórza. Mam za to kilka zdjęć widoków na miasto :).







Na wschód od wzgórza wznosi się Góra Trzykrzyska - kolejny punkt widokowy na mapie Wilna. Więcej na ten temat przeczytacie w kolejnym podróżniczym poście!


Muszę przyznać, że kiedy wybierałam zdjęcia do wpisu, wspomnienia z wycieczki do Wilna ożyły! Przez chwilę poczułam się tak, jakby za oknem w ogóle nie padał śnieg z deszczem, a my dopiero co byśmy wrócili z podróży... Tęsknię za słonecznymi wakacjami, oj tęsknię! Buziaki i do następnego, Karolina.

niedziela, 12 listopada 2017

Miłość, przebaczenie i druga szansa - "Światło" Jay Asher.

Jay Asher to autor znany przede wszystkim z bestsellerowej lektury "13 powodów". Książki jeszcze nie czytałam, ale serial mam już za sobą i muszę przyznać, że byłam i właściwie nadal jestem pod jego wrażeniem. Kiedy dowiedziałam się o nowej powieści autora, od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Zapraszam na recenzję książki "Światło".


"Piękna opowieść o miłości i wybaczeniu"
Stephen Chbosky

Sierra prowadzi podwójne życie. Jedno związane jest z Oregonem, gdzie znajduje się ogromna, rodzinna plantacja choinek. Drugie rozpoczyna się w okresie świątecznym, kiedy przychodzi pora sprzedaży drzewek i wszyscy tradycyjnie przenoszą się na kilka tygodni do Kalifornii. W trakcie jednej z podróży, będącej najprawdopodobniej ostatnią, wszystko się zmienia - Sierra poznaje na stoisku z drzewkami Caleba, raczej nieidealnego chłopaka. Niegdyś popełnił pewien błąd, którego cenę płaci do dziś. Dziewczyna jednak nie ocenia go przez pryzmat przeszłości, widzi w nim o wiele więcej i chce pomóc mu odzyskać wiarę w siebie. Wokół nich wciąż krążą nieporozumienia, a ludzie są podejrzliwi. Sierra i Caleb razem odkrywają coś, co może okazać się lekarstwem na ich problemy - MIŁOŚĆ. Jak potoczy się znajomość dwójki nastolatków?

"Światło" to romantyczna powieść poświęcona przede wszystkim kwitnącemu uczuciu dwójki młodych ludzi. Całość zachowana jest w świątecznym klimacie. Muszę przyznać, że Jay Asher rewelacyjnie podszedł do tematu. Związek uczciwej nastolatki z chłopakiem, który ma rysy w przeszłości - schemat znany i wielokrotnie powielany. Autor jednak bardzo oryginalnie napisał swoją książkę. Nie zauważyłam typowej dla tego typu powieści infantylności, bohaterowie mają zdecydowanie więcej "oleju w głowie", są o wiele bardziej dojrzali, niż podobni wiekiem przedstawiciele innych historii literackich. Nie zemdliło mnie od nadmiernej słodyczy i ckliwości. Pisarz przełamał utarte wzorce, za co należy się pochwała.

"Poruszająca love story dla nastolatków, której nie da się zapomnieć" - nie do końca się z tym zgadzam! Ta książka przeznaczona jest nie tylko dla młodzieży, myślę, że z powodzeniem można ją polecić także nieco starszym czytelnikom. Odbiorca znajdzie w niej sporo wątków dających do myślenia. Książka pełna jest prawd i morałów, które powinien poznać każdy, niezależnie od wieku. "Światło" uczy, czym jest druga szansa. Udowadnia, że jeden błąd nie może stanowić podstawy do oceny innego człowieka. Powinniśmy nauczyć się postrzegać ludzi takimi, jacy tak naprawdę są. Ocenianie przez pryzmat niekoniecznie nieskazitelnej przeszłości i przypiętej przez innych łatki może okazać się dla kogoś krzywdzące.

Książkę "Światło" czyta się bardzo przyjemnie. Styl autora jest prosty w odbiorze. Powieść wprowadza w świąteczny klimat, ale śmiało można po nią sięgać w innym okresie, niż Boże Narodzenie :). Polecam!

Za egzemplarz książki "Światło"
serdecznie dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis.



sobota, 11 listopada 2017

Ambitna dziewczyna i przystojny hokeista - "Cel" Elle Kennedy.

"Ona wie, jak osiągać swoje cele...
... ale zasady gry się skomplikowały"


Sabrina James to dziewczyna, która wie, jak walczyć o swoje i osiągać postawione sobie cele. Przyszłość zaplanowała dokładnie - najpierw ukończy college, potem uda się na wydział prawa, zaliczy studia z sukcesem i znajdzie bardzo dobrze płatną pracę, oczywiście w jednej z najlepszych kancelarii. O swojej przeszłości chce bezapelacyjnie zapomnieć i z nią zerwać. W jej planach na pewno nie ma miejsca na żadnego faceta. Tym bardziej dla niesamowitego hokeisty, wierzącego w miłość od pierwszego wejrzenia. Sabrina może spędzić z nim co najwyżej jedną noc. Ale jak to w życiu bywa, czasem i ta krótka chwila sprawia, że wszystko się zmienia o 360 stopni i komplikuje...

Tucker to typ faceta, który wierzy w siłę drużyny. Nie musi być gwiazdą lodowiska i co rusz znajdować się w centrum uwagi. Tuck po prostu nie chce grzać ławki rezerwowych, tym bardziej, że teraz, w wieku dwudziestu dwóch lat, ma zostać ojcem! Matka jego dziecka - piękna i inteligentna - trzyma Tuckera w gotowości. Sęk w tym, że Sabrina, mimo niepowodzeń od losu, stara się dążyć do celu obraną wcześniej przez siebie ścieżką, nie wpuszczając do swojego świata nikogo... Jeśli Tuck chce spędzić resztę życia z kobietą swoich marzeń, musi przekonać ją, że w życiu czasem potrzeba drugiej osoby u boku. Niektórych planów nie da się zrealizować w pojedynkę.

"Cel" z jednej strony mnie zaskoczył, z drugiej zaś dopatrzyłam się utartych w romansach New Adult schematów. Na początek skupię się na dobrych stronach tej powieści. Przede wszystkim ogromny plus należy się za przystępny język autorki. Elle Kennedy zadbała o ciekawe dialogi, które nie raz mnie rozbawiły do tego stopnia, że wybuchałam śmiechem. Bardzo podobało mi się poruszenie kwestii nieplanowanej ciąży. To już druga powieść, w której spotykam się z takim tematem. Na tyle książek, ile przeczytałam, to naprawdę niewiele! Na plus zasługuje także kreacja bohaterów. Polubiłam Sabrinę, podobał mi się jej upór w dążeniu do celu. Moje serce skradł Tucker. Odpowiedzialny, kochający, troskliwy, no facet ideał! Potrafił wziąć na klatę to, co się wydarzyło.

Z gorszych stron powieści na pewno należy wyróżnić schematyczność. Młodość, love story, uniesienia, uparte zamykanie się przed uczuciami... Brzmi znajomo? Nawet bardzo. Chyba nie zliczę, w ilu książkach spotkałam się z takim motywem. Na szczęście pomysł na fabułę każdy autor ma inny i są takie elementy i takie wątki w "Celu", które pozwalają zapomnieć o towarzyszącym czytaniu uczuciu deja vu.

"Cel" nie jest pozycją wysokich lotów, szukający ambitnej lektury na pewno nie będą zaspokojeni. Historia Elle Kennedy idealnie nadaje się na chwię niezobowiązującego relaksu z książką, pod kocem i z kubkiem gorącej czekolady w zasięgu ręki. Wciąga, rozczula, rozbawia. 

Za egzemplarz powieści "Cel"
serdecznie dziękuję Zysk i S-ka Wydawnictwo.

piątek, 10 listopada 2017

Yankee Candle: Wosk Spiced Orange.

Jesień to czas, kiedy najczęściej sięgam po woski zapachowe. Latem robię to zdecydowanie rzadziej, co pewnie zauważyliście po wpisach na blogu - dawno bowiem nie prezentowałam żadnej tartaletki. Teraz, kiedy na dobre rozgościły się długie wieczory, nie ma dnia, abym nie korzystała z dobrodziejstw, jakie występują pod marką Yankee czy Kringle Candle. Zwłaszcza, że moje zapasy poczynione niegdyś na Goodies.pl są spore! Dziś chciałabym zaprezentować wosk Spiced Orange, będący aktualnie zapachem miesiąca.



Uwielbiam rozgrzewające, wyraziste, owocowe tartaletki - Spiced Orange właśnie taka jest. Po rozpaleniu wosku w kominku, pomieszczenie wypełnia się wspaniałym, nietuzinkowym aromatem. Spiced Orange to połączenie orzeźwiających, cytrusowych nut oraz przypraw korzennych. Główną rolę odgrywa w tym zapachu soczysta, energetyczna pomarańcza. Na drugim planie wyczuwalny jest rozgrzewający imbir, cynamon, a także widoczne na etykietce goździki. Ta wyrazista kompozycja zapachowa ociepli niejeden chłodny i długi wieczór. Wspaniale sprawdzi się też w okresie Bożego Narodzenia - pomarańcze naszpikowane goździkami goszczą przecież w wielu domach :).


Spiced Orange zdecydowanie wplata się w moje gusta. Mogę nawet stwierdzić, że to jeden z moich woskowych ulubieńców. Wosk oraz inne produkty z tego wariantu zapachowego możecie kupić teraz w promocyjnej cenie - KLIK - macie czas do końca miesiąca :)! Pozdrawiam ciepło, Karolina.

środa, 8 listopada 2017

Cara Delevingne, Rowan Coleman - "Mirror, Mirror".

Cara Delevingne - modelka, aktorka, jedna z najbardziej wpływowych Brytyjek - któż o niej jeszcze nie słyszał? Jej twarz można spotkać na wielu bilbordach, w reklamach i filmach. Kiedy usłyszałam, że wraz z Rowan Coleman napisała swoją pierwszą powieść, zaczęłam się zastanawiać, jaka ta książka będzie. Cara Delevingne to bardzo młoda osóbka, niezwykle aktywna zawodowo. Czy zaistnienie w świecie literatury to nie jeden krok za daleko?


"Co widzisz, patrząc w lustro?"

Red, Leo, Rose i Naomi zakładają kapelę Mirror, Mirror. Czwórkę młodych przyjaciół, którzy na co dzień różnią się od swoich rówieśników, połączyła miłość do muzyki. Niestety, pasja krótko cieszyła członków zespołu. Radość ze wspólnego grania przerywa nagłe zniknięcie Naomi. Potem przychodzi czas na tragiczne wydarzenie - członkini kapeli zostaje wyciągnięta nieprzytomna z Tamizy. Stan dziewczyny jest bardzo ciężki. Naomi w szpitalu walczy o życie, pozostając w śpiączce. Policja standardowo twierdzi, że dziewczyna chciała popełnić samobójstwo. Jej przyjaciele mają jednak na ten temat inne zdanie.

Wypadek Naomi powoduje, że reszta kapeli zaczyna gubić się w swoich emocjach związanych z tragedią. Leo popada w depresję, Rose oddaje się szaleństwu imprezowemu, a Red chce odkryć prawdę i samodzielnie dojść do tego, co tak naprawdę przydarzyło się Naomi. Co wyniknie z jego prywatnego śledztwa? Czy Naomi się obudzi ze śpiączki? CO, a może KTO jest przyczyną tej tragedii? Przygotujcie się na wiele mrocznych tajemnic.

Modeling, aktorstwo, działalność charytatywna, pisarstwo - czy to nie za dużo grzybów w barszczu? Okazuje się, że nie. W moim subiektywnym odczuciu Cara we współpracy z Rowan Coleman całkiem nieźle sprawdziła się w roli twórcy literackiego. Książka "Mirror, Mirror" pozytywnie mnie zaskoczyła.

Jednym z głównych tematów poruszonych w powieści jest wyobcowanie młodzieży. Wielu ludzi w tym wieku musi zmagać się z brakiem akceptacji ze strony rówieśników, a nierzadko też z brakiem wsparcia od najbliższych. W takich sytuacjach zbawienna okazuje się przyjaźń i wspólna pasja. Akceptacja samej i samego siebie nie jest łatwa, ale w gronie zaufanych osób łatwiej jest wchodzić w dorosłość, uczyć się asertywności, kierować życiem i budować swoją przyszłość.

Historia przedstawiona w "Mirror, Mirror" jest bardzo realistyczna. Powieść nie została ani przesłodzona, ani przekoloryzowana. Akcja toczy się jak w życiu - są lepsze i gorsze momenty, często wszystko może totalnie zmienić się w mgnieniu oka. Powieść "Mirror, Mirror" w moim odczuciu napisana została z myślą o młodzieży, aczkolwiek starsi czytelnicy również znajdą w tej książce coś dla siebie. Część obyczajowa splata się z wątkami kryminalnymi, które wprowadzają nutkę charakterystycznego dla tego typu powieści nastroju - mieszankę tajemniczej aury, niepokoju, przyjaźni, zdrady. Bohaterowie zostali wiarygodnie wykreowani. Jedynie w przypadku siostry Naomi, czułam, że autorki trochę poniosła fantazja. W moim odczuciu jest to drobiazg, który nie wpłynął w sposób znaczący na odbiór historii przedstawionej w książce.

"Mirror, Mirror" intryguje i wciąga, m.in. dzięki nieoczekiwanym zwrotom akcji. Książkę czyta się raczej szybko, autorki zadbały o lekki i łatwy w odbiorze język. Jeśli ktoś chce przekreślić tę powieść tylko dlatego, że nie wierzy w kolejny talent Delevingne, lepiej niech zrezygnuje z tego przeświadczenia. Ta pozycja naprawdę ma swoje dobre strony i myślę, że spodoba się niejednej osobie :).

Za egzemplarz powieści "Mirror, Mirror"
serdecznie dziękuję Business and Culture oraz Wydawnictwu Jaguar.






wtorek, 7 listopada 2017

BRACIA SLATER: "Bronagh" L.A. Casey.

Kochani! W poprzednim poście mieliście okazję zapoznać się z pierwszą częścią serii "Bracia Slater" L.A. Casey - mianowicie z powieścią zatytułowaną "Dominic". Dziś chciałabym przedstawić kolejny tom z tego cyklu. "Bronagh" jest dopełnieniem historii przedstawionej w pierwszej części "Braci Slater".


W życiu Bronagh wiele się wydarzyło. Przeszłość nie była łatwa, a w ciągu ostatnich lat dziewczyna sporo przeszła. W dniu zbliżających się dwudziestych pierwszych urodzin chciałaby spokojnie spędzić czas z rodziną. Jej chłopak, Dominic Slater, nie rozumie, czym jest bezstresowy relaks. Jego tryb życia zdecydowanie kłóci się z teorią odpoczynku "na spokojnie". Dominic uwielbia adrenalinę, która jest dla niego jak narkotyk. Zgodnie ze swoimi upodobaniami z entuzjazmem opracowuje plan idealny. Z jednej strony romantyczny, co powinno trafić w gust Bronagh, z drugiej zaś ekscytujący - tutaj może już nie być tak kolorowo, zwłaszcza, że Dominic inaczej pojmuje to określenie. Kiedy wydarzenia nie układają się dla tej dwójki zbyt korzystnie, chłopak zmuszony jest walczyć o Bronagh. Ona zaś musi podjąć niezwykle trudną decyzję. Czy zdecyduje się opuścić swojego niepokornego i gorącego faceta, czy jednak zatrzyma to, co kocha?

W "Bronagh" spotykamy się z bohaterami poprzedniej części serii "Bracia Slater". Od wydarzeń przedstawionych w pierwszym tomie minęło kilka lat. Czy czas zmienił coś w życiu postaci? Bronagh z jednej strony nabrała trochę obycia, ogłady, z drugiej zaś wewnątrz wciąż była dzieckiem. Dominic nieco dorósł, a jego nowsza odsłona zaczęła mi się podobać. Odniosłam wrażenie, że zagościło w nim więcej romantyzmu. Bohaterowie nie wzbudzali u mnie już takiej irytacji, jak na początku, gdy sięgnęłam po lekturę "Dominic".

Ta niewielka objętościowo książka pełna ma w sobie mniej wulgaryzmów (porównując do poprzedniego tomu), ale nie zmienia to faktu, że przekleństwa nadal stanowią znaczną część powieści. Autorka postarała się o wątki zarówno zabawne, romantyczne, jak i chwilami pełne dramatyzmu. "Bronagh" czyta się lekko. Pozycja ta wywołała u mnie więcej pozytywnych odczuć, niż miało to miejsce podczas czytania pierwszej części. Dla fanów i fanek "Braci Slater" pozycja "Bronagh" jest obowiązkowa! Historia przedstawiona przez L.A. Casey ociepliła mój stosunek do tej serii i stwierdzam, że z chęcią sięgnę po kolejne tomy tego niegrzecznego cyklu. Premiera już w styczniu przyszłego roku!

Za egzemplarz recenzencki "Bronagh"
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.