poniedziałek, 14 listopada 2016

Wroclove: Muzeum Sztuki Cmentarnej - Stary Cmentarz Żydowski.

Hej hej :). Ci, którzy obserwują mnie na IG oraz polubili mój fanpage na FB zapewne wiedzą, że miniony długi weekend spędziliśmy w Szwecji. Po ponad roku wróciliśmy do Karlskrony, aby tym razem zobaczyć ją w zimowej odsłonie. Tak, wiem, teoretycznie mamy jeszcze jesień, jednak w tym cudnym miasteczku panowały klimaty zdecydowanie zimowe. Nie mogę się już doczekać, aby opowiedzieć o naszych wojażach, jednak najpierw dokończę cykl Wroclove ;). A trochę tego zostało! No to co, odwiedzamy kolejne miejsce ;)? Zapraszam do lektury!




Jedną z atrakcji turystycznych, jakie mnie we Wrocławiu zaciekawiły, było Muzeum Sztuki Cmentarnej, a dokładniej mówiąc Stary Cmentarz Żydowski. Nigdy nie miałam okazji zwiedzić takiego miejsca, dlatego też namówiłam Adasia na krótki spacer po tym zakątku miasta. Pogoda chyba wyczuła nasze zamiary i zesłała na nas deszcz, podkreślając tym samym specyficzny klimat panujący na cmentarzu.






Na początek trochę suchej teorii! Początki cmentarza sięgają połowy XIX wieku, kiedy to wrocławska gmina żydowska zaczęła skupować działki celem stworzenia miejsc pochówku. Pierwszy pogrzeb odbył się w 1856 roku, pochowano wówczas kupca Lobela Sterna. Choć była to pierwsza tego typu ceremonia, to grób Sterna nie nosi najstarszej daty. Na cmentarzu znajdują się nagrobki o wiele starsze, bowiem na przełomie stuleci w różnych częściach Wrocławia odkrywano inne żydowskie nagrobki (nawet z 1203 roku) i przenoszono je właśnie na teren Starego Cmentarza Żydowskiego. Ostatni pochówek datuje się na 1942 rok. Miejsce w 1975 roku wpisano do rejestru zabytków, a po 26 latach udostępniono je zwiedzającym.


Cmentarz stanowi miejsce spoczynku dla wielu sławnych ludzi z całej Europy. Na Starym Cmentarzu Żydowskim pochowano wielu rabinów, botaników, nauczycieli, lekarzy, artystów, historyków, kupców, bankierów itd. Ich nagrobki zdobią oryginalne rzeźby i symbole. Wśród zdobień najczęściej pojawiają się złamane drzewa lub kwiaty oznaczające niespodziewaną śmierć oraz Gwiazda Dawida, czyli wszystkim dobrze znany heksagram.









Na wielu nagrobkach można dostrzec kamyczki. Początkowo nie wiedziałam, co mają one wyrażać, dopiero poszperanie w sieci dało mi odpowiedź. Kamyczki są układane przez odwiedzających, dokładnie w takim samym geście, jak inni kładą znicze i kwiaty.


Cmentarz zwiedzaliśmy we wtorek, tak więc za bilet ulgowy zapłaciliśmy 10 zł, natomiast za normalny 15 zł. W czwartki wejście jest bezpłatne. Do końca października Muzeum Sztuki Cmentarnej w niedziele można było zwiedzać z przewodnikiem w cenie wstępu - uważam, że to najlepsza opcja. W takim przypadku odwiedzający mają szansę na wyniesienie jakiejś sensownej wiedzy na temat Starego Cmentarza Żydowskiego. Zwiedzający bez przewodnika, czyli tak jak my, mogą co najwyżej nacieszyć wzrok widokami, których nie ma się na co dzień.





Czy ktoś z Was miał okazję odwiedzić Muzeum Sztuki Cmentarnej we Wrocławiu? A może macie za sobą wizyty w innych tego typu miejscach? Przyznam, że na celowniku mam również łódzki cmentarz żydowski, ale to dopiero w jakiejś dalszej przyszłości. Życzę Wszystkim miłego rozpoczęcia tygodnia :)! Do zobaczyska, Karolina.

wtorek, 8 listopada 2016

Wroclove: W poszukiwaniu krasnali.

Hej :)! Zgodnie z obietnicą z poprzedniego wpisu nadal pozostajemy we wrocławskich klimatach. Temat, który chcę zaserwować, jest niezwykle przyjemny, co pewnie zdążyliście już wywnioskować po tytule. Tak, to właśnie KRASNALE, będące jedną z wizytówek Wrocławia, są bohaterami dzisiejszego wpisu :).

WrocLovek
Oczywistym było dla mnie to, że kiedy pojawimy się w mieście, poza poznawaniem jego uroków, skupimy się także na poszukiwaniu małych skrzatów. Przyznam szczerze, że sprawiało nam to wiele przyjemności. No i wiele śmiechu, bo w jednym momencie po prostu padłam! Adam przez większość czasu chodził z telefonem w ręku i kierował nas we właściwe miejsca. Byłam święcie przekonana, że po prostu pobrał jakąś specjalną mapę... Otóż nie! Wyobraźcie sobie moją minę, kiedy zauważyłam, że poszczególne krasnale pełniły też funkcję... POKESTOPÓW :D.

Ciastuś i Amorinek

Amorinek

Ciastuś
Trochę śmiechu było, to teraz czas na konkrety. Wiecie, że w licznych zaułkach i uliczkach Wrocławia kryje się na chwilę obecną aż 286 skrzatów?! Coraz więcej firm, a także osób prywatnych, decyduje się na postawienie własnego krasnala, dlatego też figurek w mieście wciąż przybywa.

Wypłatnik

Wypłatnik

Bankomatki
Skąd w ogóle wzięły się w mieście te urocze maleństwa? Teorii tłumaczących fenomen skrzatów jest kilka. Niektóre źródła podają, iż do miasta przybył Chochlik Odrzański. Psocił się ludziom, rozwiązywał sznurówki, barwił wodę w fontannach... Ze względu na swoje wymiary stał się niegroźny dla normalnych mieszczan. W związku z tym na ratunek wezwano właśnie małe, przyjazne Krasnale, które nie tylko wygoniły z miasta Chochlika, ale i zadomowiły się na chodnikach, parapetach i uliczkach.

Turysta

Zraszacz

Wodziarz

Gołębnik

Wentyl - Krasnal motocyklista

Florianek

Recyklinek

Krasnal dworcowy

Słupnik solny

Papa Krasnal

Druga koncepcja tłumaczy obecność skrzatów w mieście tym, że po prostu pierwszy, historyczny krasnoludek (Papa Krasnal) pojawił się właśnie we Wrocławiu, kiedy ten był jeszcze wioseczką. W tamtych czasach mali pomocnicy brali udział w prowadzeniu gospodarstw, łatali dziury w workach ze zbożem, ostrzyli narzędzia niezbędne do pracy w rolnictwie. Mieszkańcy dawali im schronienie, a także i wyżywienie - w końcu kilka okruchów chleba nie było majątkiem, a stanowiło furtkę do przyjaźni z krasnalami.

Głuchak, Ślepak i W-Skers

Więzień (Więziennik)
Trzecia hipoteza zakłada, że krasnale we Wrocławiu pojawiły się w okolicach 1980 roku. To właśnie wtedy na murach pojawiały się malunki ukazujące uśmiechnięte skrzaty w pomarańczowych czapkach. Nie bez powodu odzienie głów krasnali miało właśnie taki kolor. Malunki tworzyli działacze Pomarańczowej Alternatywy, ruchu, który walczył z komuną.


Rogalik

Pierożnik

Janinek

Lombardzik

Kowal

Suvenirek

Klucznik

Weteran
Wrzesień to zdecydowanie miesiąc małych skrzatów, mają bowiem one wówczas święto - Festiwal Krasnoludków. Radosne obchody trwają kilka dni. Moc barw wypełnia miasto, a dzieci zaprzyjaźniają się z krasnalami. Myślę, że ciekawym doświadczeniem byłoby móc uczestniczyć w takim wydarzeniu :). Całe życie przede mną, może się kiedyś załapię na ten festiwal!


Krasnal dworcowy

Capgeminiusz Programista

Syzyfki

Chrapek

Poszukiwanie skrzatów to jedno z ulubionych zajęć turystów przybywających do Wrocławia... No dobra, to teraz przyznać się, kto oszalał tak jak ja na punkcie krasnali :)? Ile udało się Wam wyłapać podczas wizyty w tym mieście? Który z tych odnalezionych stał się Waszym ulubionym? Przyznam, że większość skrzatów chwyciła mnie za serce, ale największą sympatią póki co darzę WrocLovka i Rogalika. No i Chrapka, a jeśli już o tym mowa, to ostatnio o niczym innym tak nie marzę, jak o łóżku i śnie. No to co, pora się kłaść :). Życzę słodkich snów, Karolina.

sobota, 5 listopada 2016

Wroclove: Miasto w obiektywie.

Cześć Misiaki! Jeny, jak się cieszę, że mamy weekend. Dziś nawet nie przeszkadza mi niska temperatura na zewnątrz oraz brak słońca :). Po wywiązaniu się z domowych obowiązków, na resztę dnia wybrałam koc, herbatę i laptopa. No i bloga! W tę zimną, listopadową sobotę postanowiłam przenieść nas do stolicy województwa dolnośląskiego - WROCŁAWIA.


Wrocław był kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy podczas naszej sierpniowej wycieczki. Dojechaliśmy do miasta koło godziny 19:00. Zatrzymaliśmy się na jakimś małym parkingu, odpaliliśmy aplikację Booking.com i zarezerwowaliśmy dwie nocki w
Boutique Hotel's na ulicy Kwiskiej 1/3. Z czystym sumieniem możemy polecić to miejsce! Obsługa miła i pomocna, darmowy parking, czyste, przestronne i dobrze wyposażone (czajnik, telewizor, szafa, biurko) pokoje oraz łazienka, sklep spożywczy w pobliżu, no i przede wszystkim rzut beretem do przystanków komunikacji miejskiej! Jedynym mankamentem były pojedyncze łóżka, ale podobno tylko takie są w tym hotelu.


Jako, że byliśmy naprawdę zmęczeni, zrezygnowaliśmy z nocnych eskapad i postanowiliśmy zregenerować siły przed telewizorem. Dopiero następnego dnia ruszyliśmy na miasto. Po Wrocławiu poruszaliśmy się głównie tramwajami, choć zdarzyło nam się wsiąść też do autobusu. Wszystko zależało od celu podróży i od tego, jak pokierowała nami aplikacja Jakdojade. Za całodobowy bilet normalny Adaś zapłacił 11 zł, ja za to korzystałam jeszcze z uroków legitymacji studenckiej i kupiłam bilet ulgowy za 5,50 zł. Spacer zaczęliśmy od Starego miasta, a skończyliśmy w okolicach Dworca Głównego, zajeżdżając w między czasie do Muzeum Sztuki Cmentarnej, o którym napiszę w kolejnym poście. Jak się domyślacie, praktycznie w ogóle nie rozstawałam się z aparatem. Wszystkie kolorowe kamieniczki przyciągały mnie jak magnes. Wszystkie zielone zakątki, roślinki, figurki, kościoły...























Pewnie zauważyliście, że nie poruszyłam tematu sławetnych KRASNALI! Bez obaw :). Tym przeuroczym figurkom poświęcę osobny wpis. Swoje pięć minut będą też miały inne atrakcje - Stary Cmentarz Żydowski, Ogród Japoński i ZOO. To co? Widzimy się za kilka dni w towarzystwie małych skrzatów! Ściskam, Karolina.