sobota, 21 listopada 2020

ŚLADY ŻYCIA: Anna Rybkowska "Uśmiech zimy".


"Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić"


Życie rozwódki Bereniki Popielewskiej zmienia się niespodziewanie. Maksymilian Styks, znany malarz, zostawia jej spadek. Mieszkająca w Poznaniu kobieta otrzymuje posiadłość w podlaskiej wioseczce. Jest jeden warunek - Berenika musi zamieszkać tam na rok. To jednak nie jedyna niespodzianka. Spadkobierczyni dostaje także pendrive'a, gdzie Styks zostawił swoje zapiski i nagrania. Szok, zaintrygowanie, aura tajemniczości - nowa codzienność jest niezwykle kusząca. Berenika zostawia swoje dotychczasowe życie i wyrusza na otulone śniegiem Podlasie. Czy czeka ją sielankowy czas w niezwykłym dworze, czy może dni pełne niewyjaśnionych zdarzeń? Albo spadek, albo powrót do Poznania... 

Kochani, zaparzcie kubek przepysznej kawy lub herbaty, zapalcie pachnącą słodyczą świecę, otulcie się najbardziej puszystym kocem, jaki posiadacie i zatopcie w magii zasypanego śniegiem Podlasia! Wrażenia po tej lekturze w moim przypadku zdecydowanie należą do pozytywnych. Autorka, Anna Rybkowska, stworzyła obraz, który zdaje się być znajomym. Postaci, wydarzenia, miejsca - każdy mógłby przeżyć lub przeżył podobne chwile, może osobiście, może ktoś z jego otoczenia. Ten realizm pozwala na odnalezienie cząstki siebie w lekturze, dzięki czemu ta okazuje się być jeszcze bardziej wciągająca i satysfakcjonująca. 

"Uśmiechem zimy" rozpoczęłam swój coroczny, zimowo-świąteczny maraton czytelniczy. Wiecie, jaki początek, taka cała reszta, zatem śmiało mogę stwierdzić, że czeka mnie naprawdę przyjemny czas! Takich książek nigdy za wiele. Dobrze wykreowani bohaterowie, akcja, która wciąga i nie pozwala odłożyć powieści na bok, przemyślana fabuła, życiowy, całe szczęście nieprzesłodzony charakter lektury sprawiają, że "Uśmiech zimy" czyta się na jednym tchu :). Cóż mogę więcej powiedzieć... Zapraszam Was do świata Bereniki!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.


sobota, 20 czerwca 2020

DWÓR NA LIPOWYM WZGÓRZU: Ilona Gołębiewska "Kochaj coraz mocniej".



Lilianna Horczyńska, wnuczka Anieli, od dziecka marzyła o karierze muzycznej. Pragnęła zostać uznaną pianistką. Nie jest osobą, która tylko snuje plany, ale ich nie wdraża w życie. Chcąc spełnić swoje marzenia, postanowiła wyedukować się w kierunku muzycznym. Ukończyła studia z wyróżnieniem, a jej koncert dyplomowy spotkał się z uznaniem publiczności.

Teraz Lilka postanawia beztrosko odpocząć na Podlasiu. Za cel obiera oczywiście dwór na Lipowym Wzgórzu, który przecież jest taką oazą dla rodziny Horczyńskich. Wakacje niestety nie zapowiadają się tak przyjemnie, jakby mogła się spodziewać. Okazuje się bowiem, że jej ukochana babcia jest chora, a lekarz zdaje się prorokować najgorsze. Jest jednak iskierka nadziei - operacja, ryzykowna, ale mimo wszystko zawsze to jakaś deska ratunku. Byle tylko zdążyć...

Lilianna pewnego dnia, szperając w rodzinnych pamiątkach, odkrywa ślad nieznanych jej, tajemniczych kobiet. Prawda wiele zmienia w jej rodzinie, burzy spokój. Co więcej, Lilka podejmuje pracę w miejscowym domu kultury - tam także szargają nią nerwy, dostrzega bowiem problem biedy i braku wsparcia dla zdolnych uczniów. Oparcie odnajduje w poznanym przed laty Miłoszu. Losy ich rodzin splotły niegdyś bolesne wydarzenia, jednak czy przeszłość może mieć wpływ na uczucie kiełkujące między dwojgiem młodych ludzi?

Pani Ilona Gołębiewska kolejny raz chwyta swoją powieścią za serce. Bardzo lubię serię Dwór na Lipowym Wzgórzu, każdy z tomów czaruje magicznym, rodzinnym, życiowym klimatem. W "Kochaj coraz mocniej" autorka podkreśla siłę marzeń, pasji i ambicji, aby spełniać swoje pragnienia. Kiedy uda się nam osiągnąć zaplanowany cel, który nierzadko jest okupiony naprawdę ciężką i niekiedy wieloletnią pracą, czujemy coś wspaniałego, czujemy szczęście. A bez tego ciężko pozytywnie i z wiarą patrzeć na przyszłość, a także stawiać czoła problemom, bo niestety, ale życie nigdy nie będzie usłane różami. Los bywa przewrotny.

Rozwodząc się nad zaletami najnowszej książki Pani Ilony, koniecznie muszę wspomnieć o plastycznych, barwnych opisach. Wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach, a czytelnik może poczuć się tak, jakby znalazł się dokładnie w opisywanych miejscach, czuł towarzyszące im zapachy. Autorka czaruje. Czaruje słowem.

"Kochaj coraz mocniej" to ostatnia część sagi. Z żalem zamknęłam okładkę po skończeniu tej lektury. Pokochałam te życiowe powieści, pokochałam jakże sympatycznych bohaterów, pokochałam niezwykły klimat. Pani Ilona pisze o znaczeniu rodziny, o miłości, o sile wybaczenia, wiary, dążenia do celu. Nie koloryzuje, nie upiększa. Pokazuje życie takim, jakie jest.

Kochani, gorąco polecam Wam zarówno "Kochaj coraz mocniej", jak i całą sagę. Mnie chwyciła za serce, mam nadzieję, że i Was urzeknie!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

niedziela, 14 czerwca 2020

PIMPEK TESTUJE #4: Karma OPTI LIFE Chicken Rice + Lamb Rice.

Cześć i czołem! Matka w końcu dała mi dojść do komputera, także zaserwuję Wam coś pysznego. Jakiś czas temu dostałem pakę z belgijską karmą OPTI LIFE od Fera.pl. W środku znalazłem smak kurczaka (chciałem rozerwać opakowanie, no ale tylko słyszałem "nie wolno") i próbki z jagnięciną. Chciałem na już, ale matka coś gadała, że tak od razu nie mogę innego granulatu. Dosypywała mi nowe groszki do mojej aktualnej karmy, stopniowo zwiększając ich ilość.


Ze mnie to podobno ciekawy przypadek. Smaczki z kurczakiem - bum, nieciekawa kupa i gazy. Resztki surowego kurczaka wyjedzone ze śmietnika? Bez rewolucji. Drób więc niesie niespodzianki. Czy po karmie OPTI LIFE miałem jakieś? Wyobraźcie sobie moi drodzy, że w 100% ten nowy granulat przyjmował się dobrze, na początku był mieszany z poprzednią karmą, później dotarliśmy do punktu, w którym micha była wypełniona tylko i wyłącznie OPTI LIFE o smaku kurczaka. Na widok tych pysznych kuleczek ślina mi ciekła strumieniami. Przy wersji z jagnięciną nie było oczywiście inaczej. 


Każda karma OPTI LIFE opiera się na jednym, konkretnym rodzaju białka zwierzęcego. Wasze psiurki mogą posmakować kurczaka, jagnięcinki, a nawet i łososia. Producent deklaruje 81 % białek zwierzęcych w karmie Chicken Rice i 73 % w karmie Lamb Rice. W składzie znajdziemy zmniejszający ryzyko alergii, łatwy w trawieniu ryż, stanowiący źródło węglowodanów. Bezglutenowe produkty OPTI LIFE to bezpieczna i smaczna opcja zapełnienia michy Waszego pupila. Jednym z mniejszych opakowań, czyli karmą ryż z jagnięciną, podzieliłem się z wrażliwą na jedzonko kumpelą i zdała mi na spacerze relację, że bardzo jej smakowało i przyjęło się bez rewolucji :). Myślę, że z czystym sumieniem mogę przyznać mój #AtestPimpeusza

Za możliwość przetestowania karmy serdecznie dziękujemy 
z matką sklepowi zoologicznemu FERA.PL.

poniedziałek, 25 maja 2020

Prawda o Erice w "Ktoś u kłamie" Jenny Blackhurst.


Wypadki się zdarzają.
Ale nie tym razem.


Zamożni mieszkańcy Severn Oaks prawie zapomnieli o nieszczęśliwym wypadku, w którym zginęła Erica Spencer. Prawie, bowiem w sieci pojawiły się pewne podcasty zatytułowane "Prawda o Erice". Ich autor twierdzi, że nie zginęła ona w wypadku, a ktoś po prostu odebrał jej życie. Nagrania mają rozwiać wątpliwości, co tak naprawdę wydarzyło się w trakcie przyjęcia z okazji Halloween. Mieszkańcy luksusowego osiedla Severn Oaks nie mogą czuć się bezpiecznie. Autor podcastów w każdym kolejnym nagraniu skupia się na innym podejrzanym. Co ciekawe, jedna z tych osób znika. Atmosfera jest nieciekawa, nie wiadomo, czy można ufać tym, którym dotychczas wierzono. Sielanka się skończyła. Przyjaciele stają się wrogami. Zwłaszcza, że każdy ma coś do ukrycia...

Ostatnie nagranie ma zdemaskować winnego. Kto stoi za morderstwem? Kto skrywa ten najmroczniejszy sekret?

"Ktoś tu kłamie" to najlepsza książka, jaką miałam okazję przeczytać w zeszłym miesiącu. To porywająca od pierwszej strony historia, którą chce się chłonąć garściami. Okoliczności śmierci jednej z mieszkanek osiedla Severn Oaks wzbudziły moją ciekawość. Intrygujące podcasty to w moim odczuciu naprawdę ciekawy pomysł. Trochę to przypominało mi motyw taśm z "13 powodów", który w serialu zdecydowanie przypadł mi do gustu. Nie myślcie tylko, że to odgrzewany kotlet, broń Boże. Choć muszę przyznać, że pewien element jest wspólny, mianowicie mam tu na myśli wprowadzenie tajemniczej atmosfery i rosnącego z podcastu na podcast napięcia.

Akcja toczy się płynnie, co zdecydowanie sprzyja poznawaniu kolejnych wydarzeń. Tutaj nie ma się do czego przyczepić, wręcz przeciwnie, smaczku dodają zaskakujące zwroty wydarzeń. Inną kwestią, ale równie ważną, są bohaterowie. Ich ilość może trochę przytłaczać, jak i rozeznanie się w korelacjach, choć uważam, że każda z postaci ma w sobie coś ciekawego, no i nie zapominajmy o tym, że każda skrywa jakiś sekret. A to w przypadku tego typu lektur chyba jeden z podstawowych elementów. Człowiek nierzadko skrywa przed innymi swoje prawdziwe oblicze. Bywają jednak momenty, kiedy to, jaką mamy naprawdę twarz, wychodzi na jaw. I właśnie tę prawdę zobrazowała w swojej książce Jenny Blackhurst.

W ogólnym rozrachunku nie miałabym czystego sumienia, gdybym nie poleciła tej książki! To naprawdę godna uwagi lektura z zaskakującym zakończeniem. Nie czuję niedosytu. Otrzymałam intrygę, zafascynowałam się wątkiem związanym z podcastami (nie przestanę wychwalać tego pomysłu, co to, to nie!), ucieszyło mnie ukazanie poniekąd z psychologicznego punktu widzenia charakteru człowieka na podstawie mieszkańców zamkniętej społeczności. Nie wahajcie się, "Ktoś tu kłamie" to wciągająca i satysfakcjonująca książka!

Recenzja powstała w ramach współpracy z portalem Bookhunter.pl.

czwartek, 14 maja 2020

POŻERACZE KSIĄŻEK: Gianni Rodari "Był sobie dwa razy Baron Lamberto czyli tajmnice wyspy San Giulio".

Ponad dziewięćdziesięcioletni, zamożny baron Lamberto, nie ma się dobrze ze zdrowiem. Co więcej, schorowanemu i nieco zdziwaczałemu mężczyźnie doskwiera samotność i monotonność codzienności. Kiedy pewnego dnia w jego willi pojawia się sześciu nowych pracowników, zaczyna dziać się coś dziwnego. Zarówno w dzień, jak i w nocy powtarzają jego imię. Pojawia się nurtujące pytanie - w jakim celu? Czy chodzi o to, że baron traci pamięć, czy może o to, że jest tak próżny i pragnie mieć świadomość, że pojawia się na językach innych? To wie tylko on sam i jego sługa, a że baron dobrze płaci, to pracownicy nie wnikają w szczegóły.

Ottavio, rozpieszczony siostrzeniec barona, ma pewien plan. A jako, że stanowi część rodziny, to wiadomo, że liczy na pokaźny spadek po jakże zamożnym wuju, który ani myśli zejść z tego świata, a tym bardziej przepisywać komukolwiek swojego zacnego majątku... Czy Ottavio zabije barona?!




"Był sobie dwa razy baron Lamberto czyli tajemnice wyspy San Giulio" to klasyka włoskiej literatury dziecięcej, która zdecydowanie chwyta za serce. Gianni Rodari, włoski pisarz uznany za mistrza gatunku lektur dla dzieci i młodzieży, historię tę napisał w 1980 roku. W Polsce pierwsze wydanie pojawiło się w 2004 r. Szczerze przyznam, że spędziłam przy tej lekturze naprawdę przyjemny czas. 


Przede wszystkim koniecznie muszę zwrócić uwagę na dowcip. Uśmiech bardzo często pojawiał się na mojej twarzy podczas czytania tej książki. Humor często bywał absurdalny, ale w tym cały urok powiastki Gianniego. Poza dowcipem, w powieści nie brakuje szybkich zwrotów akcji, niczym w książce z elementami sensacyjnymi, a także ciekawej i niekiedy komicznej kreacji bohaterów. 


Poczucie humoru autora i oryginalne podejście do napisanej historii wyczuwalne jest również w epilogu. Sam autor przyznał, że doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, iż nie każdemu przypadnie do gustu zaproponowane przez niego zakończenie. Co zatem wymyślił, aby zadowolić każdego czytelnika? Gianni Rodari proponuje, aby odbiorca ... samodzielnie wymyślił dalsze losy bohaterów. Zdaniem "Słów nigdy nie należy się bać" zachęca do napisania swojego, wieńczącego tę historię rozdziału. No, może dwóch. Ewentualnie kilkunastu.


"Był sobie dwa razy baron Lamberto czyli tajemnice wyspy San Giulio" jest lekką książką, ale to nie znaczy, że nie wnosi nic sensownego. Wręcz przeciwnie, jak to w przypadku książek dla młodszego grona czytelników, w treści ukryty jest pouczający morał. Na koniec chciałabym pochwalić piękne wydanie, które ukazało się dzięki Wydawnictwu Muchomor. Twarda oprawa, cudne, cieszące oko ilustracje - na mnie to działa przyciągająco! Podsumowując, POLACAM!

Recenzja powstała w ramach współpracy z portalem Bookhunter.pl.